Wyszedł z Białego Domu zasępiony, żałując, że nie zażądał przerwania terrorystycznych nalotów, które zamieniały w ruinę wszystkie znaczniejsze miasta...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- wÅ‚Ä…cznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywajÄ… stylem winietowym – sposób malo- wania przypominaÅ‚ wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
- W przypadku zabójstw pod wp³ywem silnego wzburzenia, usprawiedliwionego okolicznoœciami, zabójstwo ma przede wszystkim charakter agresji emocjonalnej -i czêsto w...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Roosevelt był najbardziej ludzki spośród sprawujących najwyższą władzę, a mimo to zatwierdził działania, które prawdopodobnie uśmiercą milion cywilów, których jedyną zbrodnią jest to, że są Japończykami. Pomyślał o własnej córce i wnukach. Czy przetrwają? Czy jego ukochany Will, o którym wiedział już, że jest w japońskiej niewoli, przeżyje? A Mark, który się szykował do ataku na kolejną, zajętą przez Japończyków wyspę, czy ujdzie cało? I on sam, czy jeszcze kiedykolwiek spotka któregoś ze swych japońskich przyjaciół?
2.
Jeden z Todów przebywał na Iwo Jimie; Yuji, którego pas o tysiącu szwów przygotowały Emi i Sumiko, otrzymał właśnie awans na podporucznika. Ubolewał nad tym, że zesłano go na tę ustronną wyspę, zamiast na prawdziwy front. Gdy jednak ujrzał silne fortyfikacje i ponure gęby tych, którzy tu wylądowali przed nim, domyślił się, że przyjdzie tu stoczyć morderczą bitwę.
Najbardziej rzucającym się w oczy wyróżnikiem Iwo Jimy był wygasły wulkan na jej wąskim krańcu. Mimo iż mierzył zaledwie 548 stóp wysokości, sprawiał wrażenie znacznie potężniejszego, ponieważ wyrastał wprost z morza. Była to góra Suribachi, miała kształt postawionego do góry dnem stożkowatego kielicha. Wyspa długości niespełna pięciu mil i szerokości najwyżej dwu i pół mili, miała powierzchnię jednej trzeciej Manhattanu. Jej wulkan był nieczynny, ale całą ożywiały strugi pary i wrzące źródła płynnej siarki. Z oddali Iwo Jima przypominała skałę Gibraltaru; Yuji doznał mdlącego przeczucia, że może zniknąć w ciągu jednej nocy. Szersza, północna część wyspy, była płaskowyżem o wysokości 350 stóp, o niedostępnych, skalistych obrzeżach, ale jej wąski koniec w okolicach Suribachi łagodziły szerokie płachty plaż, na które z pewnością uderzą Amerykanie. To, co przypominało czarny piach, było w istocie wulkanicznym żużlem i popiołem tak lotnym, że ciężki mężczyzna grzązł w nim powyżej kolan.
Nielicznych cywilów ewakuowano stąd już dawno, zaś 14 tysięcy żołnierzy wojsk lądowych i 7 tysięcy marynarki wojennej rozdzielono na pięć sektorów, w tym 1860 osadzono na górze Suribachi. Mieli walczyć niezależnie, opóźniając natarcie wroga tak długo, jak to tytko będzie możliwe. Wydrążono w zboczach liczne wnęki z widokiem na plaże. Wejścia do nich wykuto w ten sposób, by unieszkodliwić atak miotaczy ognia.
Pozostałą część wyspy naszpikowano grubościennymi bunkrami. Odcinek północny stanowił teraz gmatwaninę naturalnych i wykonanych przez ludzi pieczar, przekopów, tuneli, komór z otworami wentylacyjnymi do odprowadzania oparów siarki. Pierwszą linię obrony stanowiła sieć wkopanych w ziemię stanowisk artylerii, lekkich karabinów maszynowych i zamaskowanych czołgów. Biegła ona wzdłuż południowego krańca płaskowyżu, między dwoma skromnymi lotniskami. Specjalna linia obrony rozciągała się tuż za drugim lotniskiem. Tam też stacjonował porucznik Toda, jako dowódca oddziału rakiet. Personel naziemny lotnictwa morskiego sprytnie przerobił 60- i 250-kilogramowe bomby na rakiety odpalane elektrycznie z długich, pochyłych, drewnianych wyrzutni. Taka „rakieta" wznosiła się pod kątem 45°, osiągała pułap dwóch tysięcy metrów i wybuchała przy zderzeniu z celem. Bateria Yujiego miała rozpocząć atak natychmiast po spodziewanym ataku Amerykanów.
W dniu 16 lutego transportowiec Marka przebył połowęxlrogi do celu. Mapy plastyczne i fotografie tamtej wyspy wyglądały fascynująco. Ale jaka okaże się w rzeczywistości? I co przyjdzie mu tam robić? Znal już mniej więcej czekające go zadania. Nawet jego zwierzchnicy nie bardzo wiedzieli, czemu mają służyć oficerowie-lingwiści. Oczywiście, mieli przesłuchiwać jeńców i tłumaczyć przejęte dokumenty. Ale jak wygrzebać Japońców z nor? Wyspa jest wszak pokryta pieczarami i tunelami.
Żołnierze przepakowywali swoje plecaki. We wszystkich zakamarkach łajby dopieszczali broń, bo od niej zależało ich życie. Liczni pisali listy do dziewczyn i rodziców. Mało który coś czytał. Przeważnie, po prostu, palili papierosy i gadali. Chłopcy z dywizji Marka, teraz trzeciej, byli już w większości weteranami i ci narzekali głównie na to, że ich przesunięto do odwodów. Co za sakramenckie szczęście, przeklinali. A orkiestrę posłano do 5 Dywizji, która w ogóle nie powąchała prochu.
- To nie fair - powiedział jeden z młokosów, dosłanych do oddziału w ostatnich dniach bitwy o Guam.
- Od kiedy to spodziewasz się, że w Marines cokolwiek jest robione fair? - spytał sterany w bojach weteran trzech desantów, sam w wieku lat zaledwie dwudziestu. Mark miał uczucia mieszane. Chciał się bić, ale czuł, że tym razem przyszła na niego kolej.
Na okręcie flagowym wiceadmirał Turner zwołał konferencję prasową dla około siedemdziesięciu korespondentów. Nie było między nimi Maggie, ponieważ uznano, że to nie jest miejsce dla damy; pozostała więc nadąsana na Guamie. Cóż za dyskryminacja!
3.
Wyjący Wariat Smith spędził ten wieczór w kabinie okrętu swego dowództwa, Eldorado, czytając Biblię. Wiedział, że Marines już za kilka godzin, po wylądowaniu na plażach, poniosą ciężkie straty. Parę tygodni wcześniej napisał do dowódcy Korpusu Piechoty Morskiej, iż czuje, że zdobycie szturmem fortecy takiej jak Iwo Jima nie jest warte spodziewanych ofiar, i że „prosi Boga, by stało się coś, co by wpłynęło na odwołanie całej operacji".
O godzinie 3.30 nad ranem Marines otrzymali na śniadanie po solidnym steku. Był 19 lutego, dzień D. Kiedy Mark wszedł na pokład, świtało. Dostrzegł Iwo Jimę poprzez mgłę. Wyglądała na opuszczoną i samotną. Przypominała mu na poły zanurzonego wieloryba. W nisko płynących chmurach znikała złowieszcza góra Suribachi.