Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAÂ ZNAå, I PYTANIA, KTÓRE MO˚ESZ ZADAå 37 • Skoro us∏ysza∏aÊ takà diagnoz´,...
- Jak stosować zawarty układA naprzód, co się dotyczy tego wszystkiego, co wyżej wspomnianą umowę ma wprowadzić w zastosowanie; umowę zawierającą, jak...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ale nie rozpowiadam, nie rozpowiadam, powinien więc czuć się swobodnie. Jeśli w ogóle jest możliwe, aby taki tłuścioch jak on mógł czuć się swobodnie! Któż by mi zresztą uwierzył, gdybym nawet zaczął opowiadać!
Biedaczysko ten Pyecraft! Olbrzymia galaretowata, niespokojna substancja! Najgrubszy londyńczyk należący do klubu!
Siedzi przy małym klubowym stoliczku w wielkiej wnęce przy kominku i zajada. Cóż tak zajada? Rzucam na niego baczne spojrzenie i łapię go na tym, jak nadgryza ciastko, a oczy ma wlepione we mnie. Do licha! Oczy ma wlepione we mnie… To rozstrzyga sprawę. Pyecraft, ponieważ jesteś i będziesz zawsze taki uniżony, ponieważ zachowujesz się i będziesz zachowywać tak, jak gdybym nie był człowiekiem honoru, dlatego tutaj, wprost przed twymi zatopionymi w tłuszczu oczkami, opiszę całą sprawę — szczerą prawdę o Pyecrafcie. O człowieku, któremu pomogłem, którego osłaniałem, a który swym niemym błaganiem, nieustannym „nie mów nikomu” swych spojrzeń, obrzydził mi pobyt w klubie. A poza tym, dlaczego on tak ciągle je?
Zaraz poznacie całą prawdę, najprawdziwszą prawdę i nic więcej prócz prawdy!
Pyecraft… Poznałem się z nim w tym właśnie pokoju. Byłem wówczas młody i jako świeżo upieczony członek klubu okazywałem z tego powodu niejakie zdenerwowanie. Siedziałem sam żałując, że za mało znam tu osób, gdy nagle podszedł do mnie — olbrzymia, tocząca się masa, podbródki i brzuch — chrząknął, usiadł na krześle tuż przy mnie, sapał chwilę, chwilę pocierał zapałkę, zapalił cygaro i zwrócił się do mnie. Nie pamiętam, co powiedział… ach, coś na temat zapałek, które nie chcą się zapalać. Potem, w czasie rozmowy ze mną, zatrzymywał każdego przechodzącego kelnera i wciąż im coś prawił o tych zapałkach swoim cienkim głosem przypominającym dźwięk fletu. W taki oto sposób zaczęła się nasza rozmowa.
Mówił o różnych rzeczach, ze sportu przeszedł do mojej figury i cery.
— Pan na pewno dobrze gra w krykieta — powiedział. Wiem, że jestem szczupły, tak szczupły, że niektórzy nazywają mnie chudym, no i wiem, że cerę mam raczej ciemną, jednak… (Nie wstydzę się wcale mojej prababki, która była Hinduską, ale mimo to wcale nie pragnę, aby obcy człowiek patrząc na mnie od razu się jej doszukiwał).
Toteż od samego początku Pyecraft wzbudził we mnie niechęć, a wspomniał o mnie dlatego tylko, aby móc mówić o sobie.
— Myślę — rzekł — że pan nie gimnastykuje się więcej niż ja, a je zapewne (jak wszyscy nazbyt otyli wyobrażał sobie, że prawie nic nie je) niewiele mniej ode mnie. A jednak — ciągnął z krzywym uśmiechem — różnimy się.
Potem zaczął rozprawiać o swojej otyłości i ględzić o swojej otyłości, o tym, co już zrobił i co ma zamiar robić, aby się jej pozbyć, i o tym, jakie mu rady dawano przeciw otyłości i co inni ludzie stosowali przeciw podobnej otyłości. — A priori — rzekł — należałoby przypuszczać, że odpowiednia dieta rozwiąże problem odżywiania, a lekarstwa problem trawienia.
Dławiłem się. Ta mowa była niestrawna jak ciężki tłusty pudding. Czułem, że pęcznieję słuchając go.
Można w klubie znieść coś takiego raz, po jakimś czasie pomyślałem jednak sobie, że znoszę to już za długo. Za bardzo się do mnie przyzwyczaił.
Gdy tylko wchodziłem do palarni, już toczył się ku mnie, a zdarzało się nieraz, że przychodził, gdy jadłem lunch, i miałem go tuż przy sobie, nad sobą, wokół siebie — delektującego się jedzeniem. Czasami odnosiłem wrażenie, że przyrósł do mnie. Był nudziarzem, nie tak okropnym nudziarzem, by miał ograniczyć się jedynie do mnie, od początku jednak wyczuwałem w jego zachowaniu coś, co zdawało się mówić, że on zapewne wie i zapewne dotarł już do tej prawdy, że ja mógłbym… że otwieram przed nim pewne możliwości, których nie da mu nikt inny.
— Oddałbym wszystko, żeby tyle nie ważyć — mawiał. — Wszystko — i sapiąc wpatrywał się we mnie małymi oczkami, zagubionymi wśród olbrzymich policzków.
Biedaczysko! Dzwoni właśnie na pewno, by zamówić jeszcze jedno ciastko! Jednego dnia przeszedł do sedna sprawy.
— Nasza farmakopea — powiedział — nasza zachodnia farmakopea daleka jest od ostatnich zdobyczy wiedzy medycznej. Mówiono mi, że na wschodzie…
Urwał i wlepił we mnie oczy. Czułem się, jakbym siedział w akwarium. Nagle ogarnął mnie gniew.
— Proszę pana — rzekłem — od kogo się pan dowiedział o receptach mojej prababki?
— Ależ… — bronił się.