„Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Czy to ojczyzna moze byc kiedyniekiedy, byc i nie byc na przemian? Ojczyzna moze byc tylko kraj stanowiacy nieprzerwalnie teren historyczny narodu, i to teren centralny...
- Najczęściej wolno ci tylko kopiować pliki z serwera, ale często możesz także kopiować własne pliki na serwer do specjalnie w tym celu utworzonego katalogu...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Mamy swobodę działania, jakiej nie mieliśmy w domu, dewastujemy więc po prostu to, co otrzymaliśmy. Tu możemy sobie pofolgować”.
„W domu”, powtórzył za kobietą John. Wszystko jasne – pomyślał. – Nowo przybyła.
Następnie nadano treningową walkę karate, która była jednocześnie zabawna i piękna, a po niej przez dwadzieścia minut jacyś Rosjanie w skafandrach ciśnieniowych grali „Hamleta” na dnie moholu Tyrrhena Patera. Inscenizacja niezwykle wciągnęła Johna, aż do chwili, gdy Hamlet dostrzegł Klaudiusza na klęczkach pogrążonego w modlitwie, a wtedy kamera podniosła się i pokazała mohol, który wyglądał jak wyrastające nad mordercą ściany katedry. Nad nim majaczyły nieskończenie odległe promienie słonecznego światła, jak przebaczenie, którego Klaudiusz nigdy nie otrzyma.
W tym momencie Boone wyłączył telewizor, po czym wsiadł do windy i zjechał na piętro sypialne. W swoim pokoju położył się do łóżka i odprężył. Karate jako balet. Ci, którzy obecnie przybywali na Marsa, nadal byli z zawodu inżynierami, robotnikami budowlanymi i naukowcami z najprzeróżniejszych dziedzin, ale nie wydawali się tak skupieni na swojej pracy i uparci jak pierwsza setka. To chyba dobrze. Mieli naukowe wykształcenie i naukowe poglądy na świat, byli praktyczni, empiryczni, racjonalni. To dawało nadzieję, że komisja selekcyjna na Ziemi wciąż skutecznie przeciwstawia się fanatyzmowi, wysyłając na Marsa ludzi o wrażliwości owego wędrownego Szwajcara, praktycznego, ale otwartego na nowe możliwości, potrafiącego wyrobić w sobie nową lojalność i nowe przekonania. W każdym razie John miał taką nadzieję. Wiedział już jednak, że jego myślenie jest nieco naiwne. Wystarczyło spojrzeć na pierwszą setkę, aby zdać sobie sprawę, że naukowcy mogą się stać tak wielkimi fanatykami jak wszyscy inni, może nawet większymi od wszystkich. Tak to jest, gdy świetnie i wszechstronnie wykształceni ludzie skupiają się na zbyt wąskim zakresie zainteresowań. Zespół Hiroko zniknął... Przebywał teraz gdzieś wśród dzikich skał. Szczęściarze, pomyślał John, po czym zasnął.
Jeszcze parę dni pracował w Echus Overlook, a potem zadzwonił do niego z Burroughs Helmut Bronski, który chciał się z nim naradzić w sprawie nowych przylotów z Ziemi. John postanowił pojechać pociągiem i spotkać się z Helmutem osobiście.
Wieczorem przed odjazdem poszedł się zobaczyć z Saxem. Kiedy wszedł do laboratorium, Russell odezwał się swoim monotonnym głosem:
– Znaleźliśmy pewną planetoidę z rodziny Amora, składającą się w dziewięćdziesięciu procentach z lodu. Jest na orbicie, która sprowadzi ją w pobliże Marsa za trzy lata. To jest dokładnie to, czego szukałem, John. – Sax planował umieścić na tej lodowej planetoidzie automatyczny system naprowadzający i za jego pomocą zmusić Amora, by aerodynamicznie przemieścił się na orbitę około-marsjańską, a później spalił w atmosferze. To mogłoby zadowolić UNOMĘ, która wprawdzie zakazywała niszczenia masy poprzez bezpośrednie zderzenie z atmosferą, ale dzięki temu nad Marsem pojawiłyby się spore ilości wody, a więc wodoru i tlenu, zagęszczając atmosferę gazami, których mieszkańcy planety potrzebowali najbardziej. – Ciśnienie atmosferyczne mogłoby się podnieść o mniej więcej pięćdziesiąt milibarów.
– Żartujesz! – Przed przylotem pierwszej setki ciśnienie przy powierzchni Marsa wahało się od siedmiu do dziesięciu milibarów (na Ziemi na poziomie morza wynosiło przeciętnie 1013), a wszystkie ich dotychczasowe wysiłki podniosły je do około pięćdziesięciu. – Jedna kulka lodu podwoi wartość ciśnienia atmosferycznego?
– Tak wskazują symulatory. Rzecz jasna, jeśli początkowy poziom jest tak niski, podwojenie wcale nie wygląda tak imponująco, jakby się z pozoru wydawało.
– A jednak to wspaniałe, Sax! I trudne do sabotowania.
Sax nie chciał, by mu o tym przypominać. Zmarszczył lekko brwi i wyszedł.