Ulana, Ulana15Linowski się uśmiechnął...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Dziewczyna na posadzce obciągnęła spódnicę, zasłaniając długie, spracowane nogi, spojrzała na Sefelta, który leżał przy niej uśmiechnięty, drgając w...
- Wcale nie zasypiam tak czÄ™sto, choć moĹĽe nieĹ‚atwo wam w to uwierzyć — dodaĹ‚ z uĹ›miechem...
- - Płaczesz, bo tak ci smutno na mój widok, Cul? Pociągając nosem, uśmiechnęłam się przytulona do jegopiersi...
- zawieszenie głosu było tak wymowne, że uśmiech gospodarza stał się do reszty sztucz- ny...
- Więzień, któremu drgnęły usta jakby w zalążku uśmiechu, potarł się po podbródku...
- - O panu też mogą mówić z ironicznym uśmiechem na twarzy - rzekłem...
- zahn timothy-gwiezdne wojny Roshton rzucił mu nieznaczny uśmiech...
- - Czy pojawił się jakiś statek? Uśmiech Uno zniknął...
- Jeremy uśmiechnął się lekko...
- Nyquist wyprężył się i uśmiechnął...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Otóż to, pisze, że powróci prędko - ale z gośćmi powróci.
- Z gośćmi! - chmurząc brwi przerwała i powtórzyła - a! byleby już powrócił!
- Z krewnymi! - uśmiechając się znowu dorzucił pan Linowski. - I w domu im
będzie ciasno. Pisał pan, żebyście się wynieśli do pańskiego dworku nad jezioro.
Ulana wielkimi oczy zmierzyła mówiącego; stała, milczała.
- Dobrze - odpowiedziała - zaraz idę - i zaczęła zbierać płacząc swoje rzeczy,
aż się Linowskiemu żal zrobiło.
- Nie spieszcie się - rzekł powoli.
- Byleby pan powrócił prędzej - szepnęła cicho i już szła; a idąc myślała:
- Nie darmo był niepokój! On już wypędził mnie z domu! Ludzie go ogadali[53].
Ludzie nas chcą rozerwać! Ale on wróci i wszystko z nim!
A ciesząc się była niespokojna jednakże i płakała. Przyszła do pustego dworku i
pobiegła do okna zobaczyć naprzód, czy widać z niego drogę.
- Ach! i drogi nie widać!
Siadła na ławie zapylonej nieruchoma, podparła się na ręku i przesiedziała
godzinę, dwie, do wieczora. We dworku tak strasznie było pusto! Nikt w nim nie
mieszkał od dawna prócz szczurów i myszy: komin rozwalony, piec pęknięty, stół
złamany, ława pod ścianą cały sprzęt składały. I nikogo przy niej, nikogo blisko
nawet!
Wieczór się zbliżał, chłód dojmował, zlitowali się przecie dworscy i przyszli
ognia rozpalić, małego, zimnego jak litość obojętnych. Ona do niczego się nie
ruszyła, a w myśli nieustannie powtarzała:
- Wypędził!
Całą noc przesiedziała na ławie; ogień wygasł, nie dołożyła drewek, dzień
zaświtał, nie wstała; straciła resztę czucia i przytomności, ostatek nadziei. I
jak fale przychodzą, to odstępują od brzegu, tak do serca przychodziła, to
odstępowała nadzieja - rozbijając się o nie.
Tydzień w pustym dworku minął, a jego nie ma jeszcze, nie powraca. Już dwa razy
biały śnieg upadł i stopniał na przymarzłej ziemi, dwa razy szklannymi lodu
kawałami okrywały się brzegi jeziora, jego nie było.
Ulana co dzień jeszcze siadała na ławce pod topolami, patrzała patrzała, płakała
i co dzień mniej się spodziewała, co dzień lękała się bardziej.
Już powrót jego nieraz był jej straszny; a nuż powróci innym, powróci i nie
spojrzy, odepchnie, wszak wypędził z domu!
- Niech lepiej nigdy nie wraca - mówiła sobie - wolę go tak czekać do śmierci,
niż doczekać się, czego bym nie przeżyła.
KONIEC ROZDZIAŁU