Dziewczyna na posadzce obciągnęła spódnicę, zasłaniając długie, spracowane nogi, spojrzała na Sefelta, który leżał przy niej uśmiechnięty, drgając w...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Krótko mówi¹c, produkt narodowy brutto to wynik, który otrzymamy wyra¿aj¹c w jednostkach pieniê¿nych ca³¹ ró¿norodnoœæ dóbr i us³ug: korn-puterów, pomarañcz, us³ug...
- wÅ‚Ä…cznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywajÄ… stylem winietowym – sposób malo- wania przypominaÅ‚ wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Metody przetwarzania AC Przetworniki delta Przetworniki delta charakteryzują się błędami przy szybkich zmianach sygnału...
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- – Hej! – krzyknÄ…Å‚ swym ochrypÅ‚ym i niemal bezdźwiÄ™cznym gÅ‚osem, który przypominaÅ‚ plusk kamieni wrzucanych do podziemnego jeziora...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- daæ si³y sprawiedliwoœci, usprawiedliwiono si³ê,i¿by sprawiedliwe i silne by³y razem i aby by³pokój, który jest najwy¿szym dobrem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nadciągał świt i należało pomyśleć, co będzie, kiedy rano zjawi się personel. Billy Bibbit i jego dziewczyna powiedzieli, że już jest po czwartej, więc jeśli nikt nie weźmie im tego za złe, chcieliby, żeby pan Turkle otworzył izolatkę. Przeszli pod szpalerem snopów światła z latarek, my zaś przenieśliśmy się do świetlicy, żeby trochę posprzątać. Turkle wrócił z izolatki ledwo przytomny i musieliśmy zawieźć go do świetlicy w wózku inwalidzkim.
Idąc z tyłu za innymi, ze zdziwieniem stwierdziłem nagle, że jestem pijany, autentycznie pijany; zaróżowiony i uśmiechnięty, po raz pierwszy, odkąd wyszedłem z wojska, zataczam się po pijanemu, a ze mną jest kilku zalanych facetów i dwie wstawione dziewczyny... i to na oddziale Wielkiej Oddziałowej! Pijany uganiam się, śmieję i zabawiam z kobietami w samym wnętrzu najsroższej twierdzy Kombinatu! Zacząłem sobie przypominać, cośmy wyprawiali tej nocy, i ledwo mogłem w to uwierzyć. Musiałem sobie powtarzać, że wszystko wydarzyło się naprawdę i że to myśmy nadali temu bieg. Wystarczyło otworzyć okno, tak jak wtedy, kiedy się chce wpuścić świeże powietrze. Może Kombinat wcale nie był wszechpotężny? Co mogło nas powstrzymać od powtórzenia zabawy, skoro wiedzieliśmy już, jak się do tego zabrać? Albo od robienia innych rzeczy, na które mieliśmy ochotę? Myśląc o tym, poczułem się taki szczęśliwy, że krzyknąłem, skoczyłem do McMurphy’ego i Sandy idących przede mną, złapałem ich i podniosłem wysoko, po jednym w każdej ręce, a następnie pobiegłem z nimi do świetlicy, choć oboje darli się wniebogłosy i kopali jak małe dzieci. Taki byłem szczęśliwy.
Pułkownik Matterson znów się wyłonił z sypialni, świeżo wypoczęty i gotów dalej nas pouczać, ale Scanlon zawiózł go z powrotem do łóżka. Sefelt, Martini i Fredrickson powiedzieli, że też gruchną się spać. McMurphy, ja, Harding, dziewczyna i pan Turkle zostaliśmy, żeby dopić syrop i zastanowić się, co począć z bałaganem na oddziale. Chyba jedynie ja i Harding przejmowaliśmy się naprawdę; McMurphy i Sandy tylko popijali syrop, uśmiechali się do siebie i trzymali w mroku za ręce, a pan Turkle co rusz zapadał w drzemkę. Harding robił, co mógł, żeby się otrząsnęli.
- Nie zdajecie sobie sprawy z powagi sytuacji! - zawołał.
- Gówno - powiedział McMurphy.
Harding uderzył dłonią w stół.
- McMurphy, Turkle, czy do was nie dociera, co się tu działo tej nocy? Na oddziale szpitala psychiatrycznego! Na oddziale siostry Ratched! Następstwa będą... straszliwe!
McMurphy ugryzł dziewczynę w ucho. Turkle skinął głową, otworzył jedno oko i rzekł:
- To prawda. I co gorsza, oddziałowa przychodzi tej niedzieli.
- Mam jednak pewien plan - oświadczył Harding.
Wstał i powiedział, że skoro McMurphy jest najwyraźniej zbyt pijany, żeby cokolwiek przedsięwziąć, ktoś inny musi przejąć sprawy w swoje ręce. Wyłuszczając swój plan, chwiał się coraz mniej i powoli trzeźwiał. Przekonywał nas usilnie, a jego dłonie kreśliły w powietrzu to, co mówił. Cieszyłem się, że jest tu z nami, gotów wziąć sprawy w swoje ręce.
Otóż mieliśmy tak związać Turkle’a, jakby to McMurphy zaszedł go od tyłu i skrępował - no, na przykład podartym na pasy prześcieradłem - zabrał mu klucze, włamał się do magazynu i porozsypywał leki, następnie na złość oddziałowej - w to na pewno uwierzy - porozrzucał teczki, a w końcu otworzył siatkę i uciekł przez okno.
McMurphy stwierdził, że to brzmi jak scenariusz telewizyjny i jest tak beznadziejnie głupie, że musi się udać, po czym pochwalił Hardinga za trzeźwe myślenie. Harding podkreślił zalety swojego planu: nikt nie będzie miał kłopotów z oddziałową, Turkle’a nie wyleją z pracy, a McMurphy będzie mógł uciec ze szpitala. Powiedział, że dziewczyny mogą zawieźć McMurphy’ego do Kanady, Tijuany czy też, jeśli woli, do Newady; nic mu nie grozi, bo policja nigdy się specjalnie nie wysila, żeby łapać uciekinierów ze szpitala, gdyż dziewięćdziesiąt procent i tak zawsze wraca po kilku dniach; pijani i bez centa przy duszy, wiedzą, że tylko tu mogą liczyć na darmowe łóżko i wikt. Rozmawialiśmy o tym przez chwilę, dopijając syrop. Wreszcie temat się wyczerpał; zamilkliśmy i Harding usiadł.
McMurphy zdjął rękę z pleców dziewczyny i spojrzał w zamyśleniu najpierw na mnie, potem na Hardinga; znów miał na twarzy ten dziwny, zmęczony wyraz. Zapytał, co z nami, dlaczego nie włożymy ciuchów i nie zwiejemy razem z nim?
- Jeszcze niezupełnie jestem gotów, Mack - odparł Harding.
- A myślisz, że ja jestem?
Harding przypatrywał mu się przez chwilę w milczeniu, po czym uśmiechnął się i rzekł:
- Nie, nie rozumiesz. Będę gotów za kilka tygodni. Ale chcę to zrobić sam i po swojemu, wyjść głównym wejściem, po załatwieniu wszystkich koniecznych formalności. Chcę, żeby żona przyjechała po mnie o określonej godzinie. Chcę, żeby wiedzieli, że potrafiłem wyjść stąd w ten sposób.
McMurphy skinął głową.
- A ty, Wodzu?
- Już mi nic nie jest. Nie wiem tylko, dokąd się udać. Zresztą ktoś powinien tu zostać jeszcze parę tygodni i dopilnować, żeby rzeczy nie zaczęły powracać do dawnego stanu.
- A co z Billym, Sefeltem, Fredricksonem i resztÄ…?
- Nie mogę mówić za nich - rzekł Harding. - Wciąż mają swoje problemy, tak samo jak my wszyscy. Pod wieloma względami są nadal chorymi ludźmi. Ale przynajmniej są chorymi ludźmi, a nie królikami, Mack. Może kiedyś będą zdrowi. Tego nie wiem.
McMurphy zastanawiał się nad tym przez chwilę, wpatrzony w wierzch swoich dłoni. Znów spojrzał na Hardinga.
- Harding, na czym to polega? Co siÄ™ dzieje?
- Chodzi ci o nas?
McMurphy przytaknÄ…Å‚.
Harding potrząsnął głową.