Więzień, któremu drgnęły usta jakby w zalążku uśmiechu, potarł się po podbródku...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- I po cóż to wszystko, po cóż te wyrzeczenia dla sprawy tak od początku przegranej? Jakby z odkrytej karty czytać było można...
- Dziewczyna na posadzce obciągnęła spódnicę, zasłaniając długie, spracowane nogi, spojrzała na Sefelta, który leżał przy niej uśmiechnięty, drgając w...
- Tu i ówdzie ruszały się, jakby ożywając, nie dość mocno osadzone przedmioty; zagrzechotało w kambuzach od zderzających się naczyń, zachwiały się...
- 80 Hippagreci byli to jakby rotmistrze dowodz¹cy oddzia³em z³o¿onym z 300 jeŸdŸców stanowi¹cych przyboczn¹ stra¿ króla...
- Posuwał się w stronę przeciwną do kierunku inwazji, jakby zwijając na powrót nić wojny, drogą uwolnioną już od wojennego napięcia...
- Jakby w odpowiedzi z białego tunelu w pobliżu sufitu wysunęła się nagle czarna sylwetka...
- Wcale nie zasypiam tak często, choć może niełatwo wam w to uwierzyć — dodał z uśmiechem...
- - Płaczesz, bo tak ci smutno na mój widok, Cul? Pociągając nosem, uśmiechnęłam się przytulona do jegopiersi...
- zawieszenie głosu było tak wymowne, że uśmiech gospodarza stał się do reszty sztucz- ny...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Ogoliłem się, Bashere. - W jego głosie słychać było coś więcej niźli tylko ślad drwiny. - Czyżby daleko na południu nie było rzeczywiście tak gorąco, czy raczej ty tego nie zauważyłeś? Jest goręcej, niż być powinno, nawet tutaj. Chcesz jakiegoś dowodu, że to naprawdę ja? Mam może na twoje życzenie przenieść? - Ciemne oczy na ułamek sekundy zwróciły się w stronę Randa, zalśnił w nich przelotny błysk, po czym na powrót ich spojrzenie spoczęło na Bashere, którego twarz z każdą chwilą coraz bardziej ciemniała. - Może jednak nie, nie teraz. Pamiętam cię. Byłbym cię pokonał pod Irinnjavar, gdyby na niebie nie pojawiły się tamte wizje. Ale o tym wiedzą wszyscy. A o czym to nie wie nikt oprócz ciebie i Mazrima Taim? - Skupiony na Bashere, zdawał się nie zwracać uwagi ani na swych strażników, ani na ostrza ich mieczy, nadal kołyszące się u jego żeber. - Jak się dowiaduję, zataiłeś to, co stało się z Musarem, Hacharim i ich żonami. - Drwina z głosu zniknęła; relacjonował teraz zdarzenia. - Dlaczego próbowali mnie zabić, podstępnie wywieszając flagę oznaczającą gotowość do pertraktacji? Ufam, że znalazłeś dla nich dobre posady w charakterze służących? Oni pragną przede wszystkim służyć i okazywać posłuszeństwo; inaczej nie będą szczęśliwi. Mogłem ich zabić. Wszyscy czterej wyciągnęli sztylety.
- Taim - warknął Bashere, a jego ręka pomknęła do rękojeści - ty...!
Rand stanął przed nim i chwycił rękę, która do połowy wyswobodziła ostrze. Miecze strażników, w tym również Tumada, dotykały teraz Taima, najprawdopodobniej kłując jego ciało, jeśli sądzić po sposobie, w jaki napierały na kaftan, ale ten nawet się nie wzdrygnął.
- Przyszedłeś spotkać się ze mną - spytał ostrym tonem Rand - czy naigrawać się z lorda Bashere? Jeśli zrobisz to jeszcze raz, pozwolę mu cię zabić. Z mocy amnestii zostaje ci wybaczone to, co zrobiłeś, ale nie pozwalam ci puszyć się swymi zbrodniami.
Taim przypatrywał się przez chwilę Randowi, zanim odpowiedział. Mimo upału ledwie się pocił.
- Żeby spotkać się z tobą. To ty pojawiłeś się w tej wizji na niebie. Powiadają, że walczyłeś z samym Czarnym.
- Nie z Czarnym - odparł Rand. Bashere nie szamotał się z nim, ale czuł napięcie jego mięśni. Jeśli puści dłoń tamtego, ostrze na pewno skoczy do przodu i w mgnieniu oka przeszyje Taima na wylot. Chyba że użyje Mocy. Albo że użyje jej Taim. A tego, w miarę możliwości, należało uniknąć. Nie zwolnił uścisku na ręce Bashere. - Twierdził, że jego imię brzmi Baalzamon, ale moim zdaniem to był Ishamael. Zabiłem go później, w Kamieniu Łzy.
- Słyszałem, żeś zabił już kilku Przeklętych. Czy powinienem nazywać cię Lordem Smokiem? Wiem, że tak cię tutaj tytułują. Wszystkich Przeklętych zamierzasz wymordować?
- A znasz jakiś inny sposób na to, by się z nimi rozprawić? - zapytał Rand. - Albo oni umrą, albo świat. Chyba że twoim zdaniem uda się ich namówić, by porzucili Cień w taki sam sposób, w jaki porzucili Światłość.
To już zakrawało na czystą niedorzeczność. Oto wiódł rozmowę z człowiekiem skłutym do krwi przez ostrza pięciu mieczy, jednocześnie przytrzymując drugiego człowieka, który chciał dołożyć do tamtych szóste ostrze i utoczyć więcej niż cieniutką strużkę. Przynajmniej ludzie Bashere byli dość zdyscyplinowani, by nie robić niczego więcej, póki nie usłyszą rozkazu swego generała. I przynajmniej Bashere nie otwierał ust. Podziwiając opanowanie Taima, Rand szybko mówił dalej, starając się jednocześnie nie sprawiać wrażenia, jakby się śpieszył.