- To dobrze, że nas słyszysz, Jimmy, ale coś dziwnego dzieje się tam na twoim końcu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Aj, aj, jak to dobrze, żeś się tu pojawił, panie szlachetny - jęknął boleśnie, leżąc plackiem u stóp Hodży Nasreddina...
- szczęśliwy i bezpieczny – stwierdza, ĹĽe jest zadowolony, a nawet bardzo zadowolony ( Jak dobrze)...
- Posługując się asystentami dobrze wytrenowanymi w stosowaniu tego systemu kodowania interakcji, Bales i Slater (1955) wykazali, że w spontanicznym przebiegu...
- binka, pogrążony w myślach; właśnie doszedłem do wniosku, że druga filiżankakawy dobrze by mi zrobiła, kiedy ciszę rozdarł przeraźliwy krzyk...
- Co Polacy musieli przeżywać w zaborze rosyjskim - dobrze ilustruje list Zygmunta Krasińkiego do Delfiny Potockiej, pisany w styczniu 1848 r...
- Widziałem też ludzi, którzy jedli glinę - jakiś specjalny gatunek, która podobno robiła dobrze na krwawą biegunkę...
- dobrze, ¿e nie tylko dla wezyra, ale nawet dla najpotê¿niejszego monarchy nie bêdzie mo¿liwe obdarowaæ go wspanialszym upominkiem, raczy³ jednak w swej...
- społecznej, pozwalając odnajdywać element izolacji świadomościowej równie dobrze w kulturze średniowiecznego chłopa inkaskiego, co w naszych...
- - Dobrze spałaś?Niebo miało kolor różowej muszli, rozjaśnionej błękitem...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Posłuchaj.
Jimmy usłyszał odtworzony przez radio dobrze znany gwizd własnego sygnału namiarowego. Przez chwilę brzmiał zupełnie normalnie, ale później wkradło się jakieś zagadkowe zniekształcenie. Dźwięk o częstotliwości tysiąca herców modulowało głębokie pulsowanie, o tak niskiej częstotliwości, że prawie niedosłyszalne: jakieś falowanie bardzo niskiego dźwięku, w którym słychać było każdą wibrację. W dodatku sam sygnał modulujący był także modulowany; jego natężenie wznosiło się i opadało co pięć sekund.
Ani na moment nie przyszło Jimmy'emu do głowy, że coś nie jest w porządku z jego nadajnikiem. To był odgłos z zewnątrz - chociaż co to jest i co to znaczy, nie miał pojęcia.
Kontrola na Piaście też nie wiedziała, ale przynajmniej wysunęła przypuszczenie.
- Zdaje się, że jesteś w obszarze bardzo silnego pola najprawdopodobniej magnetycznego o częstotliwości około dziesięciu herców. Kto wie, może ono jest dość silne, żeby było niebezpieczne. Radzimy ci zaraz stamtąd uciekać. Może ma tylko zasięg lokalny. Włącz znowu sygnał, my ci go odtworzymy. Dla orientacji, czy oddalasz się od tego.
Jimmy z pośpiechem oderwał samoprzylepną piłkę i przestał myśleć o lądowaniu. Zawrócił Ważkę szerokim kręgiem, słuchając odgłosu, który pulsował w słuchawkach. Ledwie odleciał o kilka metrów, stwierdził, że odgłos raptownie słabnie - tak jak domyślano się na Piaście: pole miało ściśle ograniczony zasięg.
Zatrzymał się na chwilę tam, gdzie jeszcze mógł ten odgłos słyszeć, ale już tylko jako słabe tętnienie głęboko pod czaszką. Równie dobrze mógłby pierwotny barbarzyńca pełen bojaźni w swojej niewiedzy słuchać cichego szumu jakiegoś olbrzymiego transformatora, przy czy nawet ów dzikus chyba by odgadł, że to, co słyszy, jest po prostu pulsowaniem kolosalnych energii w pełni kontrolowanych, a przecież czekających na swoją chwilę.
Cokolwiek ten głos oznaczał, Jimmy był rad, że się od niego uwolnił. Bo i dlaczego właśnie tutaj, wśród przygniatającej architektury bieguna południowego, człowiek miałby samotnie słuchać głosu Ramy?
27. Wiatr elektryczny
Gdy Jimmy skierował się z powrotem na północ, tamten koniec Ramy wydawał mu się niewiarygodnie daleki. Nawet potrójne olbrzymie schody były ledwie widoczne jako nikła litera Y na kopule, która zamykała ten świat. Obręcz Morza Cylindrycznego stała się groźną szeroką zaporą, czekającą, żeby go pochłonąć, gdyby jak Ikara zawiodły go kruche skrzydła.
Ale na południe przeleciał tę całą drogę bez trudności, więc teraz pomimo lekkiego zmęczenia był już pewny, że nie ma się czym denerwować. Dotychczas nawet nie tknął swoich zapasów żywności i wody, i podniecony nawet nie myślał o zmęczeniu. W drodze powrotnej zamierzał odpocząć i odprężyć się. Otuchy dodawała mu też myśl, że lot powrotny może być o dwadzieścia kilometrów krótszy, bo lecąc nad północnym kontynentem mógłby w razie potrzeby wylądować tam gdziekolwiek. Byłoby to, rzecz jasna, kłopotliwe - musiałby w takim wypadku odbyć długą wędrówkę, i co o wiele gorsze, musiałby porzucić Ważkę, ale dawało mu to bardzo uspokajające poczucie bezpieczeństwa.
Teraz wznosie się z powrotem ku środkowemu kolcowi. Spiczasta iglica Wielkiego Rogu sterczała jeszcze o kilometr ponad nim i chwilami doznawał wrażenia, że to jest oś, wokół której cały ten świat się kręci.
Już prawie dotarł do wierzchołka Wielkiego Rogu, gdy nagle uświadomił sobie coś dziwnego: złe jakieś przeczucie i roztrzęsienie nie tylko psychiczne, ale doprawdy i fizyczne. Przypomniało mu się, bynajmniej go nie pocieszając, zdanie, które gdzieś kiedyś przeczytał: "Ktoś przechodzi po twoim grobie".
Zbył to wzruszeniem ramion i dalej pedałował miarowo. Z pewnością nie miał zamiaru meldować Kontroli na Piaście o niczym tak błahym jak nieokreślenie złe samopoczucie, ale czuł się rzeczywiście coraz gorzej, więc chyba należałoby... To nie mogła być kwestia wyłącznie psychologiczna. Wykluczone. Gdyby tak było, toby oznaczało, że ma bujniejszą wyobraźnię, niż dotąd zdawał sobie z tego sprawę. Dosłownie ciarki przebiegały mu po skórze.
Poważnie zaniepokojony zatrzymał się w przestworzach, żeby rozważyć sytuację. Tym dziwniejsze, że owo przygnębienie nie wydawało mu się nowością: już nieraz czuł się podobnie, tylko nie pamiętał kiedy?
Uważnie powiódł wzrokiem wokoło. Nic się nie zmieniło. Ogromna iglica Wielkiego Rogu sterczała o kilkaset metrów nad nim, a niebo za iglicą tworzyła druga strona Ramy. Poniżej na głębokości ośmiu kilometrów rozciągała się skomplikowana panorama lądu południowego, pełna dziwów, których żaden inny człowiek nigdy nie zobaczy.
W tym zupełnie obcym, a przecież dobrze już znanym krajobrazie Jimmy nie zdołał znaleźć nic, co by mogło stanowić przyczynę jego niepokoju.
Coś połaskotało mu grzbiet dłoni. Przez chwilę myślał, że to jakiś owad, i nie patrząc chciał go strzepnąć. Zamierzył się i nagle znieruchomiał. Owad? Ależ ze mnie idiota! Oczywiście, nikt nie widział owadów w Ramie...