Co Polacy musieli przeżywać w zaborze rosyjskim - dobrze ilustruje list Zygmunta Krasińkiego do Delfiny Potockiej, pisany w styczniu 1848 r...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- int mcrypt_get_key_size ( int cipher) int mcrypt_get_key_size ( string cipher, string module) mcrypt_list_algorithms Funkcja używana do pobrania...
- - Aj, aj, jak to dobrze, żeś się tu pojawił, panie szlachetny - jęknął boleśnie, leżąc plackiem u stóp Hodży Nasreddina...
- szczęśliwy i bezpieczny – stwierdza, że jest zadowolony, a nawet bardzo zadowolony ( Jak dobrze)...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Pos³uguj¹c siê asystentami dobrze wytrenowanymi w stosowaniu tego systemu kodowania interakcji, Bales i Slater (1955) wykazali, ¿e w spontanicznym przebiegu...
- binka, pogrążony w myślach; właśnie doszedłem do wniosku, że druga filiżankakawy dobrze by mi zrobiła, kiedy ciszę rozdarł przeraźliwy krzyk...
- Widziałem też ludzi, którzy jedli glinę - jakiś specjalny gatunek, która podobno robiła dobrze na krwawą biegunkę...
- dobrze, ¿e nie tylko dla wezyra, ale nawet dla najpotê¿niejszego monarchy nie bêdzie mo¿liwe obdarowaæ go wspanialszym upominkiem, raczy³ jednak w swej...
- społecznej, pozwalając odnajdywać element izolacji świadomościowej równie dobrze w kulturze średniowiecznego chłopa inkaskiego, co w naszych...
- - Dobrze spałaś?Niebo miało kolor różowej muszli, rozjaśnionej błękitem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
: Norwid mi opowiadał wczoraj rozmaite szczegóły z życia warszawskiego, uwięzienia, sądy, kajdany, wywozy na Sybir, niesłychane odwagi i męczeństwa. (...) Okropnie słuchać. Co to za stan rzeczy, co za piekło na ziemi, gorsze niż wszystkie jakie bądź marzone marzeniem wyobraźni. Wyobraź sobie, od kiedy wyszedł ze szkół, od lat sześciu, nie więcej, narachował imię po imieniu 200 współuczniów, prawie wszystkich, z którymi znał się i uczył, wywiezionych na Sybir, pomarłych w Cytadeli lub na drodze albo dojechałych i jęczących tam. 200 jeden człowiek narachował - i to prawie dzieci!!!
Dlaczego ci młodzi Polacy się buntowali, dlaczego nie chcieli się pogodzić z systemem rządów caratu? Czy naprawdę tak trudno jest to zrozumieć? Czy aby pokazać absurdalność tych rządów, znów muszę przypomnieć cytowanego już gruntownego rosyjskiego znawcę Polski Mikołaja W. Berga, bliskiego krewnego jednego z pogromców Powstania Styczniowego? We wspomnianych Zapiskach o polskich spiskach i konspiracjach Berg tak pisał o niebywałej głupocie rządów rosyjskich w Polsce: W innych państwach, gdy wybierają rządcę dla kraju tak ważnego jak Polska, opatrzą go przedtem dokładnie w instrukcye, zbadają pod każdym względem jego przeszłość i wykształcenie: czy ma wyobrażenie o geografii, historyi, języku, literaturze i innych właściwościach kraju, którym ma zarządzać. On otrzymuje od rządu ścisłe i dokładne instrukcye, wynik długoletnich badań i doświadczeń, sam też stara się uzupełnić wiadomości o kraju, do którego jest przeznaczony; otacza się ludźmi, którzy tam służyli i zamieszkiwali od dawna. A jeśli taki rządca rozmyślnie lub mimowolnie zejdzie ze wskazanej mu drogi, zaraz się znajdzie ostrzeżenie, które mu wskaże błąd popełniony, wytknie zboczenie od przyjętego systemu. Gdy to nie pomaga, rządcę zmieniają.
W Rosyi nic podobnego się nie dzieje! Na rządcę jakiejkolwiek prowincyi biorą bez ścisłego wyboru... kogoś cieszącego się protekcyją tej lub owej wpływowej osobistości... Czy zaś człowiek ten posiada odpowiednie zdolności i wiadomości, o to nikt nie pyta. I bez nich można być wielkorządcą... Znajomość praw i obyczajów kraju, w którym ma się zarządzać, zastąpi przyboczna kancelarya - a co się tyczy tej ręki opiekuńczej, wskazującej omyłki i zboczenia od systemu - o takim zbytku, o takich dziwnych rzeczach rosyjscy wielkorządcy nawet nie słyszeli i nie mają pojęcia, że to może być gdziekolwiek. (...). Toteż biedną Polskę... trzęsie chroniczna febra powstań: na kształt nieuleczalnej choroby.
Wyrzeczenie się aspiracji niepodległościowych byłoby błędem.
Liczni publicyści zwykli obliczać tylko koszty powstań, liczby poległych w bitwach i zesłanych, kontrybucje i konfiskaty sugerując, że bez tych "rzucań się" naród przeżywałby spokojny, zdrowy rozwój wewnętrzny. Zapominają, że wyrzeczenie się aspiracji niepodległościowych wcale nie zapewniało autentycznej ochrony przed śmiercią na polach bitew. Przeciwnie, ciągle wówczas pozostawał model wiernej służby w roli "Bartków Zwycięzców", kornie walczących w armiach zaborów przeciw buntującym się narodom: Węgrom i Włochom, Finom i narodom kaukaskim etc. względnie usłużnie tłumiących rewolucje na Zachodzie, tak jak chciał już car Mikołaj I w 1830 r. Niewiele dziś pisze się o kosztach ponoszonych przez społeczeństwo polskie na skutek poboru rekrutów do armii carskiej, w której Polacy musieli służyć przy realizowaniu zaborczej imperialnej polityki. Dość przytoczyć dane z obszarów jednego tylko powiatu piotrkowskiego. Rada piotrkowska wykazała cyframi, że spośród 11 tysięcy rekrutów, wziętych z powiatu piotrkowskiego do wojska między 1833 a 1856 r., do Polski wróciło po latach z powrotem zaledwie 498 inwalidów-żebraków. Innych straciło polskie społeczeństwo bezpowrotnie. (Według słynnej syntezy Powstania Styczniowego pióra J. Grabca, wyd. Poznań, s. 217.)