- Dobrze spałaś?Niebo miało kolor różowej muszli, rozjaśnionej błękitem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Aj, aj, jak to dobrze, żeś się tu pojawił, panie szlachetny - jęknął boleśnie, leżąc plackiem u stóp Hodży Nasreddina...
- szczęśliwy i bezpieczny – stwierdza, że jest zadowolony, a nawet bardzo zadowolony ( Jak dobrze)...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Posugujc si asystentami dobrze wytrenowanymi w stosowaniu tego systemu kodowania interakcji, Bales i Slater (1955) wykazali, e w spontanicznym przebiegu...
- binka, pogrążony w myślach; właśnie doszedłem do wniosku, że druga filiżankakawy dobrze by mi zrobiła, kiedy ciszę rozdarł przeraźliwy krzyk...
- Co Polacy musieli przeżywać w zaborze rosyjskim - dobrze ilustruje list Zygmunta Krasińkiego do Delfiny Potockiej, pisany w styczniu 1848 r...
- Widziałem też ludzi, którzy jedli glinę - jakiś specjalny gatunek, która podobno robiła dobrze na krwawą biegunkę...
- dobrze, ¿e nie tylko dla wezyra, ale nawet dla najpotê¿niejszego monarchy nie bêdzie mo¿liwe obdarowaæ go wspanialszym upominkiem, raczy³ jednak w swej...
- społecznej, pozwalając odnajdywać element izolacji świadomościowej równie dobrze w kulturze średniowiecznego chłopa inkaskiego, co w naszych...
- Antres dobrze sobie z nimi radził, ale poruszał się bardzo wolno...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Powietrze ochłodziło się w nocy. Szczęsny patrzył, jak otwierała szafy i komody, cmokając z niedowierzaniem na widok wymyślnych sukienek. W końcu znalazła zwykłą, beżową suknię i zawiązała chustę na głowie. Jej futro stało się antracytowe, a oczy dwa razy większe.
- Dokąd idziemy?
- Nie na Bagnisko.
Zamknęła oczy i przytaknęła.
- Do doków. Wiem, że sprzyjające wiatry się skończyły, ale przynajmniej jeden statek powinien płynąć na Pirady. Popłyniemy do Grusseli, a potem podążymy wzdłuż wybrzeża. Są tam skaliste zatoki, gdzie nikt nie zagląda. Wyrosłem w jednej z nich. Pieniądze nie będą nam potrzebne.
- Mój ojciec zabierał mnie na wakacje na wybrzeże. Wiem, o czym mówisz.
Szczęsny prawie czuł słony pył na języku.
- Białe fale... szare skały... gęste drzewa na szczycie klifów ciągnących się milami... mewy jak strzępy piany w powietrzu. Zbudujemy dom w lesie.
Otworzyła szklane drzwi i wyszła na balkon z kutego żelaza. Szczęsny podążył za nią; stali tam, patrząc w dół na tropikalny ogród, otoczony szarymi, kamiennymi budynkami. Daleko u stóp domów lśniła woda: Chrom.
“Mam dość rzek”, pomyślał Szczęsny. “Zbyt wiele czasu spędziłem na granicy bagien”.
Goda oparła się o poręcz. Rękawy jej sukni pociemniały od rosy.
- Być może nie musimy być sami. Myślisz, że jestem za stara na kolejne dziecko?
Pocałował ją w policzek.
- Naprawdę myślę, że powinnam chcieć zabrać Tessena, ale...
- Nie - powiedział Szczęsny i zdziwił się ostrością swego głosu. - Dla jego własnego dobra, nie! Nie zasłużył sobie na życie wygnańca.
- Miałam właśnie powiedzieć, że kiedyś wyrwałabym go Ho i zabrała ze sobą bez pytania. A teraz już nie.
- Przepraszam. Wybacz mi - rzekł. Miał zamiar powiedzieć to lekkim tonem, ale nie udało mu się to.
Wschodziło słońce.
- Wybaczam ci - odparła poważnie.
Wziął ją za ramię.
- Chodźmy.
Sypialnia była większa, niż się spodziewał - nigdy nie był w Skrzydle Gentle - i zarzucona rzeczami osobistymi. Ale kiedy przechodzili, Goda nie zabrała ani jednego przedmiotu. Uciszając się nawzajem, zeszli po schodach; nagłe zimno zjeżyło futro Szczęsnego. Rozejrzał się i dostrzegł ducha nagiej Kalwaryjki, stojącego w bogato zdobionej alkowie. Wzdrygnął się. Ponury obraz wstrząsnął nim. W Zaułku Tellury nigdy nie było duchów. Jaki twórca tak ozdobił jej dom? Jakiemu bólowi poddała się dobrowolnie, kiedy wchodziła po schodach i chłód przypominał jej, że umarła część jej życia?
Odwrócił się, gotów zadać pytanie, a potem zobaczył, że powstrzymywała łzy. Jej usta drżały.
Trącił ją łokciem.
- Ścigamy się do wyjścia, Godo. Nie budząc nikogo po drodze!
Przegrała o dwie sekundy i wylądowała prosto w jego ramionach, znów radosna. Długi hol o marmurowej posadzce był pusty, oświetlony słonecznym blaskiem wpadającym przez wysokie okna. Jedna czy dwie pochodnie dopalały się w uchwytach. Powietrze na zewnątrz było chłodne i wilgotne; kiedy szli podjazdem, liście pieściły ich twarze. Rynek był cichy, stragany zamknięte. Pod wózkiem sadownika świnia szukała przegniłych granatów.
- Dobrze - rzekł Szczęsny i wziął głęboki oddech. - Doki.
- Chcemy, żeby ktoś wiedział? Możemy iść. Albo wziąć rykszę.
Umysł Szczęsnego nagle się zbuntował: “Oszalałeś, człowieku! Twoja kariera! Algia i Eterneli! Twoje duchy, twoje miejsce w Elipsie, twoi imrchim!
A niech mnie, w życiu nie byłem zdrowszy na umyśle”.
- Lepiej chodźmy - odparł. - I to wąskimi uliczkami, a nie alejami.
Goda obróciła się, aby spojrzeć na dom i ogród.
- Szkoda, że nie pożegnałam się z Goquisite. Nie, wcale nie! O czym ja myślę? - Okręciła się, popatrzyła na wszystkie pięć domów, które otaczały plac. Ich ciężar przygniatał Szczęsnego. - Ale jest ktoś, z kim muszę się pożegnać. Wiesz, o kim myślę.
- Ciągle jest ktoś, z kim musisz się pożegnać. Zazdroszczę ci.
- Nie zazdrość - szturchnęła go lekko. - Gdyby była kimś innym, już byśmy szli do doków. Ale w przeciwieństwie do reszty, ona zrozumie, jeśli obudzimy ją tylko po to, by się pożegnać.
***
Świt wkradał się przez okna rzadko używanej biblioteki Kielicha, rozświetlił regały i obudził Korę. Powoli płynęła ku przebudzeniu, całe ciało bolało ją od snu w poprzek fotela, z głową na jednym oparciu i nogami przewieszonymi przez drugie. Jej futro było sztywne od łez. Kiedy Miło odszedł, usiadła w jedynym miejscu w Zaułku Tellury, gdzie nikt nie mógł jej usłyszeć, ukryła twarz w dłoniach i wybuchnęła okropnym płaczem. Dopiero, kiedy wypłakała wszystkie łzy, zrozumiała, że płakała ze szczęścia.
Czyjaś dłoń spoczęła na jej ramieniu. Palce pokryte szarym futrem pogładziły srebrzystą bufkę rękawa znajdującą się kilka cali od jej twarzy: znajome, mocne palce. Ocknęła się, usiadła, przecierając oczy. Szczęsny stał nad nią i uśmiechnął się lekko. Goda zdawała się tańczyć nad ziemią w jego objęciach.
- Szczęsny..? - Kręciło jej się w głowie.
- O nic nie pytaj, kochanie - powiedziała Goda. - Przyszliśmy się pożegnać.