- Odwrócił się i wszedł do chaty...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Odwróciłem się i stanąłem oko w oko z Mavenem...
- Obould parsknął i zaczął iść w stronę drowa, lecz zatrzymał się i odwrócił, odsłaniając przez szczelinę w hełmie pożółkłe...
- Pitt odwrócił się i spojrzał przez przejrzystą bańkę kabiny na ultramarynowy, ciemny błękit, sięgający dalekiego południa...
- Odwrócił się; z jego twarzy biła taka sama szaleńcza furia, jaką widziała, gdy pociął portret żony...
- Sheel Tar odwrócił się więc z powrotem w stronę nadciągającego wroga, ale Fain widział, że trzęsie się ze strachu...
- Kiedy ruszyli w dalszą drogę, Shan odwrócił się do Yeshego...
- Jack odwrócił się do szefa pionu naukowo-technicznego...
- jako zakładnik, wszedł do miasta i postanowił go wykraść i zbiec do Judei; następnie korzystając z tego, że Kasjusz musiał spiesznie podążać przeciwko...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zostawił otwarte drzwi, więc czekałem. I nagle pokazał się. Miał w ręku to samo narzędzie, co ja dziś po południu, kiedy do was podszedłem. Topór na długiej rękojeści. Od razu zrozumiałem, że nie bardziej myśli o rąbaniu drew niż beserkier przed bitwą. Chwilę się wahał, potem rzucił się na mnie wymachując toporem. Gdyby nie był tak bliski ślepoty, zabiłby mnie. Zdążyłem w ostatniej chwili uskoczyć. Topór ugrzązł głęboko w ziemi. Zanim go wyrwał, udało mi się uciec.
- Potykając się na polance przed chatą zaczął mnie gonić. Wpadłem do lasu i przebiegłem jeszcze co najmniej trzydzieści jardów, choć on zatrzymał się przy pierwszym drzewie. Już z odległości dwudziestu stóp nie odróżniłby mnie pewnie od pnia drzewa. Stał z toporem w ręku, nadsłuchując, wytężając wzrok. Wiedział pewnie, że go obserwuję, bo bez ostrzeżenia odwrócił się i cisnął toporem w najbliższą brzozę. Było to wysokie drzewo. Ale zadrżało od korzeni aż po koronę. Zrozumiałem, że jest to jego odpowiedź. Byłem zbyt przerażony jego wściekłością, żeby się ruszyć z miejsca. Chwilę wpatrywał się w drzewa, wśród których się ukrywałem, potem odwrócił się i poszedł do chaty zostawiając topór wbity w pień brzozy.
- Wróciłem na farmę wzbogacony o nowe doświadczenie. Trudno mi było uwierzyć, że ktoś może tak gwałtownie odrzucać medycynę, naukę, zdrowy rozsądek. Ale czułem, że ten mężczyzna odrzuciłby także - gdyby o nich wiedział - całą resztę moich zainteresowań, muzykę, poszukiwanie radości życia, racjonalizm. Że chętnie wbiłby topór w czaszkę całej naszej nastawionej na przyjemności cywilizacji. W naszą naukę, w naszą psychoanalizę. Że dla niego wszystko, co nie odnosiło się bezpośrednio do wielkiego spotkania, było tym, co buddyści nazywają lilas - jałowym pościgiem za błahostkami. I że zajmowanie się własną ślepotą byłoby jedną z takich błahostek. Chciał być ślepy. Utwierdzało go to w przekonaniu, że któregoś dnia naprawdę przejrzy.
- W parę dni później miałem odjechać. Ostatniego wieczoru Gustav rozmawiał ze mną do późnej nocy. Nie wspomniałem mu o swoich odwiedzinach u Henrika. Noc była bezwietrzna, ale w tamtych stronach sierpniowe noce są już chłodne. Gustav wrócił do domu, a ja wyszedłem ze stodoły, żeby się wysiusiać. Księżyc świecił jasno na tym północnym letnim niebie, które nawet w nocy nie traci dziennej jasności nadającej mu dziwną głębię. Podczas takich nocy wydaje się, że bierze gdzieś początek jakiś nowy świat. Usłyszałem niesiony wodą krzyk z Seidevarre. Przez chwilę myślałem, że to nawołuje ptak, ale szybko zrozumiałem, iż musi to być głos Henrika. Spojrzałem w stronę farmy. Zobaczyłem, że Gustav przystanął i nadsłuchuje. Rozległ się następny krzyk. Podszedłem do Gustava. “Czy coś mu się stało?” spytałem. Gustav pokręcił przecząco głową i wpatrywał się w ciemny cień Seidevarre za srebrną od księżyca rzeką. “Co on woła?” A Gustay odpowiedział: “Czy mnie słyszysz? Jestem tu.” Krzyk znów się powtórzył i, tym razem, doleciały mnie norweskie słowa: “Hřrer du mig? Jeg er her.” Henrik wołał do Boga.
- Mówiłem wam już, jak w Seidevarre roznosiły się dźwięki. Ilekroć Henrik wołał, jego głos długo wisiał w powietrzu, nad lasem, nad wodą, wydawał się sięgać gwiazd. I powtarzało go echo. Parokrotnie odpowiedział mu przenikliwy krzyk przerażonych ptaków. Usłyszałem z tyłu szmer. Obejrzałem się i zobaczyłem jakąś białą postać w oknie farmy, nie widziałem, czy jest to Ragna, czy jej córka. Wszyscy ulegliśmy magii chwili. Żeby to przerwać, zacząłem wypytywać Gustava. Czy Henrik często tak krzyczy? Nie, nieczęsto, trzy, cztery razy do roku, kiedy podczas pełni księżyca zdarzy się bezwietrzna noc. Czy zawsze powtarza to samo zdanie? Gustay zastanowił się. Nie, czasem krzyczy: “Czekam”, czasem: “Oczyściłem moją duszę”, albo: “Jestem gotów”. Ale najczęściej powtarza te dwa zdania, któreśmy przed chwilą usłyszeli.
- Odwróciłem się do Gustava i spytałem, czy moglibyśmy pójść zobaczyć, co robi Henrik. Skinął głową i ruszyliśmy. Po dziesięciu, może piętnastu minutach znaleźliśmy się tam, gdzie zaczynał się cypel. Co chwila słyszeliśmy wołanie. Doszliśmy do seide, ale krzyk dobiegał nadal z pewnej odległości. Gustav powiedział: “On stoi na samym koniuszku cypla”. Minęliśmy chatkę i idąc możliwie najciszej doszliśmy na koniec cypla. Skończył się las.
- Dalej zaczynał się brzeg. Trzydzieści, może czterdzieści jardów kamyków. Rzeka była tu węższa i prąd uderzał, w cypelek. Nawet tak spokojnej nocy słychać było, jak fale szemrzą po kamykach. Henrik stał po kostki w wodzie. Twarzą w stronę północnego wschodu, gdzie rzeka znów się rozszerzała. Książycowa poświata okrywała ją jedwabistym szarawym całunem. Na środku widniała długa ławica gęstej mgły. Henrik wołał: “Hřrer du mig?” Na cały głos, tak jakby zwracał się do kogoś znajdującego się bardzo daleko, na niewidocznym drugim brzegu. Długa pauza. I: “Jeg er her!” Spojrzałem na niego przez lornetkę. Stał na szeroko rozstawionych nogach, w ręku trzymał kij, zupełnie postać z Biblii. Nastąpiła cisza. Czarna sylwetka odcinała się od pobłyskującej powierzchni wody.