Obould parsknął i zaczął iść w stronę drowa, lecz zatrzymał się i odwrócił, odsłaniając przez szczelinę w hełmie pożółkłe...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, ¿e (z tym¿e trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- mo unt po dejm ie pr óbê sko mun iko wan ia siê przez RPC z de mon em rpc...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Dwoma krokami przeszedł obok Kaer’lic, wyciągnął rękę, złapał biednego Fendera za kark i z łatwością wsadził go sobie pod pachę.
– Nigdy nie pertraktuj bez przygotowanej wÅ‚asnej propozycji – zauważyÅ‚ i odszedÅ‚ zdecydowanym krokiem.
* * *
Drizzt nie był zaskoczony widząc Oboulda, schodzącego z dalekiego wzgórza, choć widok krasnoluda wytrącił go z równowagi. Poza wyrywającym się więźniem przy orku nie było nikogo. Skradając się za karawaną Drizzt opracował kilka zmyślnych pułapek, aby wraz z Jutrzenką mogli szybko wypaść spod osłony wysokich skał i zaatakować Oboulda. Lecz drow uznał, że takie plany nie są potrzebne. Wiedział już, jak walczy król orków, i chodziło tu nie tylko o jego fizyczną stronę. Obould nie uchyli się od oficjalnie rzuconego wyzwania.
A co z krasnoludem? Drizzt musiał znaleźć jakiś sposób, by Obould nie zabił nieszczęśnika. Może nie zacznie walczyć, dopóki król orków nie zagwarantuje mu bezpieczeństwa. Obserwując nadchodzącego Oboulda, drow coraz bardziej nabierał przekonania, że zdoła sprawić, aby ork nie zabił krasnoluda. Drizzt zaczynał zauważać w Obouldzie coś niezwykłego. Ork w pewien sposób przypominał Drizztowi Artemisa Entreri. Zbyt dumny i skupiony tylko na jednej rzeczy, zawsze gotów, by się sprawdzić... tylko przed kim? Pewnie przed samym sobą.
Drizzt nie miał nawet cienia wątpliwości, że Obould wyjdzie mu na spotkanie. Obserwował jego długie kroki, dostrzegł też inne orki i parę drowów idących szerokim łukiem za samotną postacią króla. Trzymając lewą dłoń na głowicy Lodowej Śmierci, wyciągnął Khazid’heę z przymocowanej do siodła pochwy i natychmiast opuścił broń tak, aby nie wyglądać groźnie.
Wytniemy jego serce, zaczął obiecywać miecz.
Będziesz milczeć i trzymać się z dala od moich myśli, odparł telepatycznie Drizzt. Rozprosz moją uwagę jeszcze raz, a zrzucę cię do przepaści i przykryję lawiną śniegu i zimnych kamieni.
Skupione myśli drowa były tak mocne i władcze, że świadomy miecz natychmiast zamilkł.
* * *
– Wygra, prawda? DziÄ™ki magii, którÄ… rzuciÅ‚aÅ› na jego zbrojÄ™, Obould wygra, prawda? – dopytywaÅ‚a siÄ™ Tsinka, podchodzÄ…c do miejsca, gdzie staÅ‚y drowy.
Kaer’lic ignorowała ją przez większość drogi, co sprawiło tylko, że ogłupiała szamanka stała się jeszcze bardziej natarczywa.
Wreszcie kapłanka odwróciła się i spytała:
– Jest Gruumshem, prawda? Tsinka zamilkÅ‚a i stanęła jak wryta.
– Drizzt to tylko drow-wojownik – powiedziaÅ‚a Kaer’lic. – A Obould to Gruumsh. Boisz siÄ™ o Gruumsha?
Tsinka popatrzyła na nią zaskoczona, zastanawiając się, jak odpowiedzieć na zarzut braku wiary.
– Zatem milcz i rozkoszuj siÄ™ widowiskiem – powiedziaÅ‚a Kaer’lic. Jej gÅ‚os byÅ‚ tak wÅ‚adczy, zwÅ‚aszcza dla pozostajÄ…cej pod wpÅ‚ywem zaklÄ™cia Tsinki, że skutek wydanego polecenia byÅ‚ taki sam, jak w przypadku rozkazu Drizzta dla Khazid’hei.
* * *
– Powiedz, co masz do powiedzenia, i to szybko – powiedziaÅ‚ Obould, stajÄ…c naprzeciw drowa na wielkim, pÅ‚askim gÅ‚azie. Jutrzenka zrobiÅ‚a kilka kroków i odleciaÅ‚a, jak jej poleciÅ‚ Drizzt.
– Powiedz? – spytaÅ‚ drow.
Obould wypuÅ›ciÅ‚ biednego Fendera – krasnolud stÄ™knÄ…Å‚, lÄ…dujÄ…c twarzÄ… na skale.
– PrzybyÅ‚eÅ› jako poseÅ‚ z Mithrilowej Hali?
– Nie byÅ‚em tam.
Uśmiech na twarzy Oboulda stał się szerszy, choć z trudem można go było dostrzec za przerażającym hełmem o kształcie czaszki.
– Wierzysz, że krasnoludy bÄ™dÄ… chciaÅ‚y siÄ™ z tobÄ… ukÅ‚adać? – spytaÅ‚ drow.
– A majÄ… inny wybór?
– BÄ™dÄ… rozmawiać z tobÄ… toporami i Å‚ukami. Ich odpowiedziÄ… bÄ™dzie tylko gniew.
– MówiÅ‚eÅ›, że nie byÅ‚o ciÄ™ w Mithrilowej Hali.
– Czy muszÄ™ wracać do miejsca i osób, które tak dobrze znam, by przewidzieć dziaÅ‚ania klanu Battleharnmer?
– Tu chodzi o coÅ› wiÄ™cej niż klan Battlehammer – rzekÅ‚ Obould, a Drizzt zauważyÅ‚, że z twarzy orka zniknÄ…Å‚ uÅ›miech. Król warknÄ…Å‚ i kopnÄ…Å‚ skulonego Fendera, zrzucajÄ…c go z gÅ‚azu. Krasnolud potoczyÅ‚ siÄ™ po zboczu.
Nagły przypływ gniewu wytrącił Drizzta z równowagi.
– Chcesz ukÅ‚adać siÄ™ z MithrilowÄ… HalÄ…? – raczej oznajmiÅ‚, niż spytaÅ‚. Nawet nie próbowaÅ‚ ukryć zaskoczenia.
Obould patrzył na niego z nienawiścią przez szkliste osłony oczu.
Zewsząd atakowały Drizzta pytania. Skoro Obould chciał rozmawiać, czy to możliwe, że wojna miała się ku końcowi? Jeśli Drizzt pokonałby orka, czy okazałby nielojalność wobec Bruenora i jego ludu, zwłaszcza gdyby pojawił się teraz promyczek nadziei na koniec wojny?
– Wrócicie do swoich jaskiÅ„? – wypaliÅ‚, gdy tylko pytanie pojawiÅ‚o siÄ™ w jego gÅ‚owie. Obould spojrzaÅ‚ na niego krzywo.
– Rozejrzyj siÄ™, drowie – powiedziaÅ‚. – To jest teraz mój dom. Moje królestwo! Kiedy leciaÅ‚eÅ› na swoim koniku, widziaÅ‚eÅ› wielkość Oboulda. WidziaÅ‚eÅ› Królestwo Mrocznych StrzaÅ‚. PamiÄ™taj tÄ™ nazwÄ™ przez ostatnie minuty swego życia. Umrzesz w Mrocznych StrzaÅ‚ach, Drizzcie Do’Urdenie, a ptaki rozdziobiÄ… twoje ciaÅ‚o na górskim zboczu należącym do króla Oboulda – warknÄ…Å‚ i uniósÅ‚szy swój wielki miecz, zaczÄ…Å‚ iść w stronÄ™ drowa.
– Kto jest twoim nastÄ™pcÄ…? – spytaÅ‚ Drizzt. Jego sÅ‚owa sprawiÅ‚y, że Obould zatrzymaÅ‚ siÄ™. – MuszÄ™ to wiedzieć, zanim zginiesz. Może ten ork bÄ™dzie mÄ…drzejszy niż Obould i zrozumie, że nie ma dla niego miejsca miÄ™dzy krasnoludami, elfami i ludźmi. A jeÅ›li nie, jego też zabijÄ™ i porozmawiam z jego nastÄ™pcÄ….
Drizzt widział, jak okryte za osłoną oczy orka rozszerzają się. Z rykiem, od którego zadrżały kamienie, Obould skoczył do przodu, wykonując gwałtowne pchnięcie. Wielki miecz buchnął płomieniami.