Odwrócił się tyłem do światła reflektora i osłaniając oczy przed blaskiem bijącym mu spod nóg, spróbował zajrzeć w kryształową głębinę jak przez lód, który skuwa jezioro...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, że (z tymże trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad nią, lecz w celu ochrony praw zagrożonych przez inne instytucje społeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektów społecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- mo unt po dejm ie pr ĂłbĂŞ sko mun iko wan ia siĂŞ przez RPC z de mon em rpc...
- Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ale nic nie zobaczył - nawet gdy spróbował zogniskować smugę światła ze swojego hełmu. Owa powierzchnia przeświecała, wcale jednak nie była przezroczysta. Jeżeli to zamarznięta ciecz - pomyślał - temperatura jej topnienia jest znacznie wyższa niż wody.
Stuknął delikatnie młotkiem ze swego wyposażenia geologicznego: usłyszał, jak młotek odbija się z głuchym stukiem. Uderzył mocniej, też daremnie, i już miał stuknąć z całej siły, gdy nagle odruchowo się powstrzymał.
Roztłuczenie tego materiału wydawało się ze wszech miar nieprawdopodobieństwem, ale co by było, gdyby jednak się roztłukł? Kapitan Norton okazałby się nie lepszy od wandala rozbijającego ogromną taflę szyby. Sposobność do pobrania próbki na pewno jeszcze się nadarzy, a teraz przynajmniej są cenne informacje. Już wiadomo, że to nie jest kanał: to tylko jakiś szczególny rów, który raptownie się zaczyna i tak samo raptownie się urywa nie prowadząc donikąd. Jeżeli kiedykolwiek zawierał jakąś ciecz, to gdzie są te plamy, gdzie skorupa z zaschniętych osadów? Nie było żadnych pozostałości, jakich należałoby się w takim wypadku spodziewać. Jasne to i czyste, jak gdyby ci budowniczowie odeszli stąd wczoraj...
A więc znowu ta podstawowa tajemnica Ramy, narzucająca się, nie do uniknięcia. Norton nie miał zbyt bujnej wyobraźni; gdyby dawał się jej ponosić, nigdy przecież nie znalazłby się w obecnej sytuacji. Teraz jednak coś go tknęło - niezupełnie przeczucie, to było raczę] oczekiwanie. Jest zupełnie inaczej, niż się wydaje: jest dziwnie, bardzo dziwnie w tym miejscu, gdzie wszystko lśni nowością, chociaż istnieje od miliona lat.
Bardzo rozważnie i powoli poszedł środkiem dna wąskiej doliny owiązany w pasie liną, którą trzymali jego towarzysze idąc za nim krawędzią. Nie liczył na żadne dalsze odkrycia, chciał po prostu rozładować swój niezwykły nastrój. Denerwował się i to nie miało nic wspólnego z niewytłumaczalną nowością Ramy.
Przeszedł niespełna dziesięć metrów, gdy raptem doznał olśnienia.
Ja znam to miejsce. Ja tu kiedyś już byłem.
Nawet na Ziemi czy innej z dobrze znanych planet takie wrażenie jest niepokojące, chociaż nie należy do rzadkości. Większość ludzi miewa to uczucie w jakichś tam chwilach i na ogół je zbywa, uważając za nagłe wspomnienie dawno zapomnianej fotografii, czysty zbieg okoliczności - bądź też, jeżeli ktoś jest skłonny do mistycyzmu, za formę telepatii, a nawet za przebłysk przyszłości. Ale tak poznać miejsce, którego żadna istota ludzka dotychczas na pewno nigdy nie widziała... jest to rzeczywiście wstrząsające. Przez kilka sekund komandor Norton stał jak wryty na gładkim, krystalicznym dnie Prostej Doliny, usiłując wyjaśnić swoje wzruszenie. Jego uporządkowany wszechświat ni stąd ni zowąd wywrócił się i mignęły mu owe tajemnice na skraju bytu, których istnienia udawało mu się dotychczas po prostu nie przyjmować do wiadomości.
Potem, ku jego ogromnej uldze, przyszedł mu na ratunek zdrowy rozsądek. Denerwujące wrażenie deja-w zniknęło zastąpione prawdziwym, wyraźnym wspomnieniem z' młodych lat.
To była prawda - rzeczywiście stał kiedyś pomiędzy takimi zboczami i patrzył, jak one na pozór zbiegają się w dali przed nim. Ale tamte zbocza porastała równo strzyżona trawa, a on stał na tłuczonych kamieniach, nie na gładkim krysztale.
Było to przed trzydziestu laty, gdy spędzał wakacje w Anglii poniekąd ze względu na koleżankę z wyższych studiów (pamiętał jej twarz, ale zapomniał, jak ona się nazywała). Przeszedł kurs archeologii przemysłowej, którą wówczas bardzo się interesowali absolwenci politechniki i uniwersyteckich wydziałów nauk ścisłych. Razem z tą koleżanką zwiedzał zabytkowe kopalnie węgla i przędzalnie, wspinał się na zrujnowane piece hutnicze i wyparniki, wybałuszając oczy patrzył pełen niedowierzania na prymitywne (więc nadal niebezpieczne) reaktory atomowe i prowadził napędzane spalinowymi silnikami bezcenne antyki na odrestaurowanych szlakach ruchu kołowego.
Nie wszystko, co wtedy widział, było autentyczne - wiele starych urządzeń zaginęło na przestrzeni stuleci, ponieważ ludzie rzadko kiedy zawracają sobie głowę konserwowaniem pospolitych artykułów codziennego użytku. Ale tam, gdzie uznawano potrzebę ich odtwarzania, czyniono to z pietyzmem.
Tak więc młody Bill Norton mógł przejechać się lokomotywą, która turkotała po szynach z ucieszną prędkością stu kilometrów na godzinę, gdy on zawzięcie dorzucał łopatą cenny węgiel, i wyglądała doprawdy na dwustuletnią staruszkę, chociaż rzeczywiście była młodsza od niego. Jednakże trzydziestokilometrowy odcinek Wielkiej Zachodniej Linii Kolejowej był zupełnie autentyczny, bo też dobrze się natrudzono przy odkopywaniu go i przywracaniu do stanu używalności.
Gwizdało, sapało i młody Norton z piękną koleżanką wjechał w zadymioną, oświetloną tylko ogniem z kotła ciemność. Po czasie zdumiewająco długim lokomotywa wynurzyła się z tego tunelu w głęboki prosty rów między stromymi zboczami porośniętymi trawą. Tamten widok od dawna zapomniany prawie nie różnił się od widoku, jaki komandor Norton miał przed sobą teraz.