Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- 187mo¿emy przyj¹æ jako zasadê, ¿e ka¿dy kraj wymieniony wœród owych affines le¿a³ na zewn¹trz granic tego pañstwa, jako jego „bok" (tatuœ] Kieruj¹c siê t¹ zasad¹,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijaj¹c bardziej szczegó³ow¹ analizê procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a tak¿e proces jego nasilania siê...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO ŒWIÊTEJ KINGI28Zaledwie trzynaœcie lat mia³ ksi¹¿ê Boles³aw, zwany póŸniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rz¹dy sprawuj¹cy, postanowili mu ¿onê...
- Źródła w Antibes podają, że Jordana zatłuczono na śmierć zaledwie w kilka dni po jego weselu i po tym, jak wydostał pijaną bratową ze szponów portowego opryszka...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Małe dzieci nastawione są na rodziców jak kwiaty zawsze zwracające się do słońca. Biedne są kwiaty w pochmurne i zimne lato - spuszczają głowy i marnie rosną.
Dziecko wyrasta z kołyskiOpowiadała mi koleżanka, że kiedy oczekiwała przyjścia na świat córeczki, pragnęła - gdyby mogła - odwlec jej urodzenie. Czuła bowiem niepokój o dziecko: czy zdoła je uchronić przed chorobami, wypadkami, złym wpływem itd., a na razie chroniła je bezpośrednio na miarę własnego życia i zdrowia. Nie wiem, jak częste są takie odczucia, ale na pewno bardzo częsty jest niepokój rodziców o dziecko już narodzone. Chciałoby się uchronić je przed wszelkim złem, a najłatwiej to zrobić trzymając dzieci blisko siebie, w bezpośredniej zależności, o wszystkim za nie decydując. Tymczasem dziecko rozwija się i musi stawać się coraz bardziej od rodziców niezależne. Sprzeciwiać się temu - to byłoby jak nie chcieć urodzić i w imię bezpieczeństwa dziecka pozbawić je powietrza.
Oczywiście, uniezależnienie dziecka musi przebiegać etapami i stopniowo, gdyż z samodzielności uzyskanej nagle i bez przygotowania nie umiałoby korzystać, co rzeczywiście często się zdarza. Ważne jest więc, żeby nie przeoczyć tych etapów i traktować dziecko stosownie do wieku. Nie chodzi o jakąś skomplikowaną wiedzę z psychologii rozwojowej, ale postępowanie zgodnie z prawdą, że dziecko rośnie, a rosnąc potrzebuje nie tylko coraz większych ubrań, ale także coraz większego zasięgu decydowania o sobie.
Mama syna kołysała: Luli spać już pora.
Synek wołał od poduszki: Idę pole orać,
Mama syna kołysała: Luli, śpij mój złoty.
Synek wołał z kołyseczki: Idę do roboty.
Mama syna kołysała: Luli modre oczy.
Synek porwał czapkę, buty, z kołyski wyskoczył.
(A. Kamieńska)
W trosce o bezpieczeństwo dziecka, i z miłości do niego, można nie zauważyć, że pora mu już wyskoczyć z kołyski. Starając się je zatrzymać, można wreszcie stwierdzić ze smutkiem, że rzecz już się dokonała: w domu nie ma dziecka, jest człowiek dorosły i obcy - bo siedząc przy kołysce nie towarzyszyło mu się w jego dorastaniu.
Wbrew pozorom oczywistości procesu dorastania, sytuacja taka jest nader częsta. Rodzice cieszą się z każdego osiągnięcia dziecka (siadanie, chodzenie, dobre stopnie itd.), ale z osiągnięcia zgodnego z ich planem i z ich wyobrażeniem o tym, jakie dziecko powinno być, nie dopuszczają do decydowania o sobie albo pozwalają na decydowanie w mniejszym zakresie, niż wskazywałby wiek dziecka. Tymczasem tylko trening w decydowaniu może doprowadzić do osiągnięcia prawdziwej dojrzałości psychicznej w wieku dojrzałym.
Proces ten zaczyna się już w wieku niemowlęcym, kiedy dziecko ma do pewnego stopnia prawo decydowania o niektórych sprawach, np. o ilości pożywienia. Dzieci tak samo jak dorośli lubią jeść dużo lub mało, zależnie od konstytucji fizycznej, ruchliwości itp., a także mają różny apetyt w różnych dniach i porach dnia. Tymczasem zmusza się je często do jedzenia przy każdym posiłku tej samej ilości, która, choć zalecana przez lekarzy, jest tylko wartością statystyczną, czyli średnią dla bardzo różnych dzieci. Nie ma obawy, żeby zdrowe dziecko, któremu dostarcza się właściwe pożywienie, zagłodziło się, natomiast przez przymuszanie osiąga się to, że przyjemna z natury czynność - jaką jest jedzenie - staje się niemiła i kojarzy się z przykrościami. Stąd najczęściej wywodzą się późniejsze kłopoty z jedzeniem, będące zmorą dzieci i rodziców.
Samodzielność postępuje dalej stopniowo, gdy dziecko zaczyna samo się ubierać, jeść i wybierać sobie towarzystwo. Trzeba mu w tym, oczywiście w granicach rozsądku, zostawić swobodę. Dzieci, którym nie pozwala się jeść samodzielnie, gdy zdradzają do tego ochotę, później zwykle długo trzeba karmić. To samo odnosi się do ubierania, a czasem i do wyboru tego, co na siebie włożyć (lubią to już dzieci kilkuletnie). Trzeba im w tym pomóc, ucząc wyboru zależnie od temperatury i sytuacji, jeśli jednak nie zostawi się żadnej swobody w tym względzie, może się zdarzyć, że przez całe życie nie będą się umiały stosownie ubrać i znaleźć własnego stylu w wyglądzie zewnętrznym.