Nie mogłem pojąć, jak to się stało, gdy nagle z przeciwnej strony wypadł na mnie mój ordynans i zasypawszy mnie gradem płynących z serca powinszowań wyłożył mi...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- PO NEAPOLITAÑSKU (inaczej)30 dag m¹ki, 0,5 dag dro¿d¿y, 2 ³y¿ki oliwy, 4 pomidory, 2 ³y¿ki przecieru pomidorowego, 2 z¹bki czosnku, 4 filety anchois (kore-czki...
- Sytuacje przeciwnie zró¿nicowane polegaj¹ na tym, ¿e jednostka jest za jedn¹ ze swych cech akceptowana przez jedn¹ osobê, a za inn¹ cechê odrzucana przez drug¹...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- jako zakładnik, wszedł do miasta i postanowił go wykraść i zbiec do Judei; następnie korzystając z tego, że Kasjusz musiał spiesznie podążać przeciwko...
- mo to, kiedy w stoczniach Contruuma instalowano te urządzenia, mało kto pokładał w Ze skwierczeniem przecięły warstwy atmosfery, unicestwiły wszystko na swojej...
- Kommodus odby³ drogê z m³odzieñczym poœpiechem, przeci¹ga³ szybkoprzez miasta, które le¿a³y po drodze, przyjmowany wszêdzie po cesarsku,a gdy siê zjawi³...
- pozostali ze zburzonymi umysłami, z krwią zaognioną, z na pół w ustach przeciętymi wyrzuty wzajemnymi, które gdzie indziej wysypać się miały...
- kończył obrót o sto osiemdziesiąt stopni, ustawiając okręt ekranami ku przeciwnikowi i kontynuując ostry skręt w lewo...
- Tylko jedn¹ powa¿n¹ obiekcjê mo¿na wysun¹æ przeciwko tej teorii i sam j¹ wysunê, zanim uczyni to ktoœ inny...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Gdym wmieszaÅ‚ siÄ™ w tÅ‚um uciekajÄ…cych nieprzyjaciół — opowiedziaÅ‚ mój ordynans — opuszczono z nagÅ‚a zaworÄ™ w bramie, która zad koniowi memu odcięła. WÅ›ród nieprzyjaciół, którzy, Å›lepi i gÅ‚usi ze strachu, dopadli bramy, wierzgajÄ…cy bez przestanku zad koÅ„ski uczyniÅ‚ straszliwe spustoszenie, po czym ruszyÅ‚, zwyciÄ™ski, na pobliskÄ… Å‚Ä…kÄ™, gdzie go jeszcze zapewne napotkać można.
W te pędy zawróciłem i rączym galopem na połowie wierzchowca, która mi jeszcze pozostała, puściłem się na łąkę. Uradowałem się wielce, gdym tu zaraz drugą połowę jego znalazł i gdym się dowodnie przekonał, iż obie połowy mego konia są żywe. Przywołałem tedy co duch naszego konowała. Ten, nie
namyślając się długo, zeszył obie części pędami wawrzynowymi, które właśnie miał pod ręką.
Rana zagoiła się szczęśliwie, po czym zdarzyła się rzecz niepowszednia, która przytrafić się mogła tylko tak sławnemu wierzchowcowi. Pędy wawrzynu zapuściły korzonki w grzbiet koński, wyrosły w górę i ocieniły mnie jak altana. Odtąd mogłem używać przejażdżek pełnych uroku w cieniu laurów: moich i mego konia.
Wspomnę jeszcze o pewnej wynikłej z tej sprawy niedogodności. Rąbałem nieprzyjaciół tak długo, tak krzepko i tak niezmordowanie, iż moje ramię, mimo woli, wciąż czyniło ruch rębacza, choć już nieprzyjaciel był dawno za górami. Abyśmy ja i moi ludzie nie brali cięgów za nic, byłem zmuszony obwiązać sobie rękę i nosić ją na temblaku, jakby mi jej połowę odrąbano.
Jazda na kuli armatniej, podróż na księżyc i inne niezwykłe przypadki
Kawalerowi, który by chętnie dosiadł takiego, jak mój litewski wierzchowiec, konia, możecie, panowie, zawierzyć jeszcze i taką jeździecką sztuczkę, choć może zda się wam ona czarodziejską, niezwykłą banialuką.
OblegaliÅ›my wtedy, nie pomnÄ™ już jakie, miasto i naszemu feldmarszaÅ‚kowi wielce o to chodziÅ‚o, by dowiedzieć siÄ™, co siÄ™ dzieje w fortecy. Rzecz byÅ‚a trudna, niemożliwa prawie, jakże bowiem przedrzeć siÄ™ do fortecy poprzez wszystkie czaty, straże i mury obronne? Tym bardziej że nie byÅ‚o takiego chwata, co by siÄ™ na takÄ… rzecz ważyÅ‚. PeÅ‚en mÄ™stwa i żoÅ‚nierskiej gorliwoÅ›ci stanÄ…Å‚em natychmiast — kto wie, czy nie nazbyt prÄ™dko? — przy jednym z najwiÄ™kszych dziaÅ‚. A że dawano wÅ‚aÅ›nie do twierdzy ognia, wskoczyÅ‚em w okamgnieniu na kulÄ™ armatniÄ…, aby mnie do twierdzy przeniosÅ‚a. WÅ‚aÅ›nie byÅ‚em w poÅ‚owie drogi, w powietrzu, gdy opadÅ‚y mnie wÄ…tpliwoÅ›ci niemaÅ‚ej wagi. Hm... Å‚atwo siÄ™ tam dostać, ale jak siÄ™ wydostać z powrotem? Zaraz przecież wezmÄ… mnie za szpiega i powieszÄ…
na pierwszej lepszej gałęzi. A nie życzyłem sobie, by mnie taki honor spotkał.
Po takich i podobnych rozważaniach szybko powziąłem pewne postanowienie i skorzystałem ze szczęśliwej sposobności, gdy kula armatnia z fortecy leciała o parę kroków przede mną, ku naszemu obozowi. Przeskoczyłem z kuli na kulę i, wprawdzie nie spełniwszy zadania, lecz zdrów i cały, powróciłem do kochanych towarzyszy broni.
Równie jak ja biegły i zwinny w skokach był mój koń. Ani rów, ani płot żaden nie zmusił go, by z prostej drogi zboczył. Kiedyś puściłem się na nim za zającem, który przebiegał w poprzek szerokiego traktu. Karoca z dwoma pięknymi damami jechała właśnie drogą i znalazła się między mną a zającem. Mój koń przeskoczył tak szybko na przestrzał przez karocę, w której szyby były właśnie podniesione, i to nawet o nic nie zawadziwszy, żem ledwie zdążył zerwać z głowy kapelusz, by siedzące w karecie damy za tę śmiałość w przelocie uniżenie przeprosić.
Innym znów razem chciałem przesadzić bagno, które mi się na pierwszy rzut oka nie zdało tak szerokie, jak mogłem się o tym przekonać, gdym w połowie skoku nad nim się znalazł. Szybując w powietrzu, obróciłem się tedy w tę stronę, skąd się do skoku porwałem, aby wziąć większy rozpęd. Dałem znów susa, który i tym razem okazał się za
krótki, tak iż wpadłem w bagno aż po szyję. Utonąłbym niechybnie, gdyby nie moja siła. Trzymając bowiem konia krzepko kolanami, wyrwałem się z bagna, ciągnąc się za własny harcap ręką.