Tylko jedną poważną obiekcję można wysunąć przeciwko tej teorii i sam ją wysunę, zanim uczyni to ktoś inny...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Czy to ojczyzna moze byc kiedyniekiedy, byc i nie byc na przemian? Ojczyzna moze byc tylko kraj stanowiacy nieprzerwalnie teren historyczny narodu, i to teren centralny...
- Najczęściej wolno ci tylko kopiować pliki z serwera, ale często możesz także kopiować własne pliki na serwer do specjalnie w tym celu utworzonego katalogu...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysĹ‚ – dodaĹ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- tylko jeden, podczas gdy żydowscy komuniści dostarczyli, jakże licznych zbrodniarzy, wcale nie mniejszych pod względem rozmiarów zbrodniczości od...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- jaki zwiedzać będzie Paryż, gdy z jednej strony Sekwany zostaną tylko szczątki z Tuileriów, brama Saint-Denis, Magdalena, pałac Inwalidów etc...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Otóż orbita, po której leci Rama, wiedzie zdecydowanie w System Słoneczny i to mi wcale nie wygląda na czysty zbieg okoliczności. W istocie, powiedziałbym, że teraz niepokojąco zbliża się do Słońca. Śmiałek będzie musiał oderwać się na długo przed peryhelium, żeby uniknąć przegrzania.
Nie udaję, że to rozumiem. Może jakaś forma automatycznego sterowania jeszcze działa kierując Ramę do najbliższej odpowiedniej gwiazdy przez całe wieki po śmierci jego budowniczych.
A że oni nie żyją, ręczę moją reputacją. Wszystkie próbki, które pobraliśmy z wnętrza Ramy, są absolutnie jałowe... Nie znaleźliśmy ani jednego mikroorganizmu. Mówi się, jak państwo chyba słyszeli, o spowolnieniu funkcji życiowych, ale możemy to zlekceważyć. Są zasadnicze przyczyny, dla których sposoby hibernacji mogą być skuteczne na przeciąg tylko niewielu stuleci, a mytu mamy do czynienia z okresami tysiąckrotnie dłuższymi.
Tak więc pandorzyści i ich zwolennicy nie mają się czym denerwować. Ja z mojej strony żałuję. Byłoby cudownie spotkać przedstawicieli innego inteligentnego gatunku.
Ale przynajmniej otrzymaliśmy odpowiedź na jedno odwieczne pytanie. Nie jesteśmy samotni. Gwiazdy już nigdy nie będą dla nas takie jak przedtem.
10. Zejście w ciemność
Komandor Norton miał ogromną ochotę - ale jako dowódca przede wszystkim poczuwał się do obowiązków wobec swego statku. Gdyby w czasie tej pierwszej wyprawy w głąb Ramy stało się coś niedobrego, może trzeba by uciekać.
Wobec tego oczywiście wybrał swego drugiego oficera, komandora porucznika Mercera. Chętnie zresztą przyznawał, że Karl nadaje się lepiej do takiego zadania, jako autorytet w dziedzinie ochrony życia. Napisał nawet kilka akademickich podręczników. Na sobie samym sprawdzał niezliczone rodzaje wyposażenia, często w trudnych warunkach, i zasłynął z panowania nad swoim organizmem. W jednej chwili potrafił zwolnić tętno o pięćdziesiąt procent i wstrzymać oddech prawie zupełnie na okres do dziesięciu minut. Te użyteczne sztuczki nieraz ocaliły mu życie.
A jednak przy całej swojej inteligencji i wielkich zdolnościach miał ubogą wyobraźnię. Większość ryzykownych eksperymentów czy misji to były dla niego po prostu zadania, które musiały być wykonane. Nigdy nie podejmował zbędnego ryzyka, więc nie potrzebował wykazywać tego, co nazywa się pospolicie odwagą.
Dwa napisy na jego biurku stanowiły podsumowanie jego filozofii życiowej. Jeden był pytaniem: "O czym zapomniałeś?" Drugi był zaleceniem: "Zdławiaj w sobie odwagę". Jeśli go kiedykolwiek coś gniewało, to tylko fakt, że uważano go za najodważniejszego z odważnych we Flocie.
Skoro już został wybrany Mercer, automatycznie został także wybrany jego nieodłączny towarzysz, porucznik Joe Calvert. Chociaż właściwie nikt nie mógł zrozumieć, co ci dwaj mają ze sobą wspólnego: szczupły i zwinny Joe Calvert, oficer nawigacyjny, był o dziesięć lat młodszy niż Mercer, flegmatyczny, niewzruszenie spokojny, i w dodatku na pewno nie podzielał zainteresowań przyjaciela pasjonującego się sztuką prymitywnego kina.
Ale nigdy nie wiadomo, gdzie piorun uderzy, więc tak się stało, że przed laty Mercer i Calvert zawarli trwałą przyjaźń. Płaszczyzna dostatecznie wspólna. O wiele bardziej niezwykłe było to, że na Ziemi mieli też wspólną żonę, która każdemu z nich urodziła po jednym dziecku. Komandor Norton żywił nadzieję, że może ją kiedyś pozna: musiała to być wyjątkowa kobieta. Ten trójkąt trwał co najmniej od pięciu lat i nadal wydawał się stabilny.
Dwaj ludzie to za mały zespół badawczy. Dawno już stwierdzono, że najlepiej wysyłać trzech, bo jeśli któryś z nich zginie, dwaj pozostali mają jeszcze szanse powrotu, podczas gdy jeden, zdany tylko na własne siły, raczej nie dałby sobie rady. Po głębokim namyśle Norton wybrał sierżanta technika Willarda Myrona. Ten utalentowany inżynier umiejący naprawić każdą maszynę - albo też na jej miejsce, gdy mimo to nie działała, zaprojektować lepszą idealnie się nadawał do badania nie znanego sprzętu. Był profesorem nadzwyczajnym przy katedrze astrotechniki, obecnie na długim urlopie naukowym, i odmówił przyjęcia stopnia oficerskiego, oświadczając, że nie powinien stawać na drodze oficerom zawodowym, którzy bardziej na awans zasługują. Nikt nie potraktował jego wyjaśnienia zbyt poważnie; ogólnie się zgadzano, że Will to człowiek bez ambicji. Mógł awansować na sierżanta oddziałów kosmicznych, ale wtedy nie zostałby profesorem zwyczajnym. Will Myron, podobnie jak niezliczeni podoficerowie przed nim, odkrył możliwość idealnego kompromisu pomiędzy władzą i odpowiedzialnością.
Gdy ci trzej, dryfując przez ostatnią śluz, wylecieli w stanie nieważkości na oś Ramy, porucznik Calvert znowu, jak często mu się zdarzało, miał wrażenie, że odgrywa retrospektywną scenę w filmie. Czasami zastanawiał się, czy nie próbować się z tego wyleczyć, ale ostatecznie uznawał, że to nawyk zgoła nieszkodliwy; sprawia, że sytuacja nawet najnudniejsza staje się interesująca i - kto wie? - może kiedyś ocali mu życie. Zawsze warto pamiętać, co Fairbanks bądź Connery, bądź Hiroshi robili w podobnych okolicznościach...