pozostali ze zburzonymi umysłami, z krwią zaognioną, z na pół w ustach przeciętymi wyrzuty wzajemnymi, które gdzie indziej wysypać się miały...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- przekazywaniu właściwym adresatom we właściwym czasie informacji, które zostaną zrozumiane zgodnie z intencją nadawcy;zdolności do właściwego odbioru...
- 304 Roz dzia³ 17: Pocz ta elek tro nicz na Cc:Jest to li sta ad resów e-ma il, na które zo sta nie wys³ana ko pia „do wia do mo œci”...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- Sd Najwyszy z kolei zauwaa, e prawo do odmowy zastosowania przepisw ustawy, ktre sdy uznaj za sprzeczne z konstytucj, wynika z trzech wyraonych w niej zasad: jej...
- Ustalenie zakresu pojcia zwykych potrzeb rodziny zaley od kryterium, ktre stanowi bdzie podstaw zdefiniowania tego pojcia...
- Program komputerowy jest sekwencją rozkazów, które muszą być wykonane w określonym porządku, zaś wynik działania rozkazu często zależy od wyniku...
- pozytywistycznych, które wszelkie warianty artyzmu traktują jako instrumenty krasomówcze, a wartość słowa poetyckiego pragną mierzyć wartością...
- Diagnozowanie problemw z niskopoziomowym ruchem IPPierwsza seria testw bada niskopoziomowe usugi, ktre s niezbdne do pracy Samby...
- Zgromadzenie Oglne moe zwrci uwag Rady Bezpieczestwa na sytuacje, ktre mogyby zagraa midzynarodowemu pokojowi i bezpieczestwu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nikt nie był uspokojony, a duchowień-
stwo wrzało niechęcią przeciwko burzycielom powszechnego pokoju, chociaż oni należeli do
najwyższych kraju dostojników.
Gdy po zasiądzeniu na tronie i odebraniu przysiąg od senatorów król w stroju swym ob-
rzędowym zasiadł z nimi razem do stołu, na twarzy jego i Francuzów widać było nie tajoną
już ich niechęć ku Polakom i nieprzejednany wstręt, który się łączył z obawą. Chwila ta roz-
strzygnęła o dalszych stosunkach między obcym panem i garstką jego dworu a krajem, któ-
remu przybywał panować.
Henryk doskonale udawać umiał uprzejmość, przejednanie, wdzięczność, lecz w sercu je-
go była odraza do tych burzliwych poddanych, którym wcale już nie ufał. Francuzi otaczający
go szli dalej jeszcze, milczeli z zaciętymi ustami, ale nieprzejednana nienawiść się w nich
zrodziła. Spodziewali się tu uległości, znajdowali nieugięty opór. Sądząc się o wiele wyższy-
mi od Polaków, nie mogli im tych wymagań przebaczyć.
Otaczający króla Polacy starali się dnia tego jeszcze zatrzeć wrażenie smutne sceny koro-
nacyjnej. Katolicy zrzucili całą winę na bezwstydne zuchwalstwo dysydentów, Zborowscy
starali się króla przekonać, iż chciano jego i ich oszukać.
Wśród tych uroczystości, które mało królowi zostawiały czasu dla zbliżenia się do infantki,
zwrócono wreście jego uwagę, że powinien był ją powitać. Czas i godzina wyznaczone zo-
stały.
Z bijącym sercem Anna przygotowała się do tego spotkania. Ona i dwór jej musiały wy-
stąpić z przepychem i wykwintnością, od których od dawna były odwykły.
Henryk, który w czasie tym właśnie krwią pisał listy do pozostałych w Paryżu kocha-
nek214, dla kobiet zawsze z nawyknienia był niesłychanie grzecznym. Natura i wychowanie
czyniły go zalotnym, chciał się podobać i te nawet zdobywać serca, o które nie dbał wcale.
Ubrany jak laleczka, okryty klejnotami, woniejący, strojny, zręczny, mimo zużycia wczesne-
go ujmujący wdziękiem młodości, stanął przed poważną królewną, starając się widocznie
pozyskać ją sobie. Jakoż ujął ją i oczarował nie tylko słodkimi słowy, jakimi ją przywitał, ale
samym dźwiękiem głosu, uśmiechem i obejściem się pełnym pieszczotliwości jakiejś, która
zachwyciła Annę. Całą tę komedię zalotów wzięła ona za szczerą prawdę. Henryk wydał się
jej niezrównanie pięknym, niewypowiedzianie łagodnym i miłym. Twarz jej mówiła mu, jak
wdzięcznie i serdecznie go przyjmowała. Rozmowa toczyła się po włosku, bo Anna mówiła
doskonale tym językiem, Francuz zaledwie znośnie, ale umiał się ratować tak zręcznie uśmie-
chami i gestami, że się mało zdradził z tą niewprawą we włoszczyznę.
W czasie tych pierwszych odwiedzin, które dla zbyt zajętych godzin trwały zaledwie kwa-
drans, król, który rozmawiał więcej oczyma niż usty z królewną, miał nadto czas przebiec
nimi fraucymer, który jej towarzyszył, i znalazłszy wśród niego tę samą twarzyczkę cudownie
jaśniejącą pięknością, która go w męskim stroju w czasie wjazdu uderzyła mocno, dał poznać
Dosi, jak wielkie na nim zrobiła wrażenie.
Po wyjściu Francuzów i Anna, i Łaska, i inne panie wybuchnęły z pochwałami dla niego,
unosząc się nad tą galanterią w Polsce niewidzianą, grzecznością, słodyczą, obejściem, które
upoiły wszystkie panie. Nie taiła się królewna, że podzielała to ich zdanie o królu, i na chwilę
214 Król istotnie pisywał krwią listy do księżniczki de Conde.
126
także rozmarzyła się, dała uwieść nadziei. Zdawało się jej, że i ona musiała na nim toż samo
uczynić wrażenie, a towarzyszki potwierdzały to i radość dnia tego była powszechna.
Nazajutrz powtórzone odwiedziny, równie krótkie, w ciągu których król z większą poufa-
łością, żartobliwie, wesoło starał się zabawiać Annę opowiadaniem o tym, jak go nowi dla
niego ludzie, obyczaje, stroje zachwycały — potwierdziły i podniosły jeszcze dnia pierwsze-
go uczynione wrażenie. Anna modliła się, dziękując Bogu i prosząc Go tylko, aby ten począ-
tek szczęśliwy nie prowadził do smutnego rozczarowania i zawodu. Nie miała dotąd Henry-
kowi nic do wyrzucenia, był tak niesłychanie zajęty, umęczony, porywany, iż więcej czasu
poświęcić jej nie mógł.
O ożenieniu, które miało być włożone w pakta i poręczone, jakoś dotąd nie mówiono
wcale, nie ukazywało się ono nawet na bardzo odległym horyzoncie. Milczeli wszyscy, ale
honory oddawane infantce, znalezienie się króla, zdawały poręczać za nie. Rzeczywiście zaś
nikt dotąd ani słowem o tym nie śmiał napomknąć Henrykowi, a on umiejętnie bardzo
uprzejmością zwłokę starał się osłodzić. Anna za siebie upomnieć się nie mogła. Bliżsi jej
zdawali się pewni szczęśliwego końca. Biskup chełmski, pani Łaska, Chodkiewiczowa i inne
przypuszczane do królewnej, ciągle zmuszały ją rumienić się, czyniąc aluzję do małżeństwa i
domniemywając się, iż Anna bardzo życzliwą była dla przyszłego pana. Było to powszechnie
uznanym i przyjętym; chodziły gadki po dworze całym, że królewna sprzyjała wielce Henry-
kowi, że on się jej podobał, że była nim zachwyconą. O nim nie mówiono wcale.
Tymczasem uroczystości, turnieje następowały jedne po drugich... król musiał występować
wszędzie. Anna także ukazywała się tam chętnie. Zamieniano ukłony i uśmiechy. Gdy się z
dala spotykali z sobą, a Henryk zobaczył królewnę, pozdrawiał ją publicznie z największym
poszanowaniem i uprzejmością, Anna rumieniła się jak młode dziewczę. Coraz żywiej zaj-
mował ją widocznie, trudno to ukryć było — dwór oczarowany wtórował jej gorąco. Z naj-
mniejszej drobnostki wyciągano wnioski, tłumaczono słowa, nadawano znaczenie wejrze-
niom, ruchom i starano się w królewnie uczucie rodzące się ożywić.
W ostatni wtorek Anna wraz z królem znajdować się miała na weselu u Zborowskich, któ-
rzy opóźniwszy się na wjazd, teraz z całym przepychem pańskim swojego domu występowali
sami jedni.
Do dworu Henryka przyplątał się był od dni kilku Włoch. który dowcipem, maszkarami,
odgrywanymi małymi scenami, figlami różnymi króla i panów zabawiał. O tym signorze Pa-