Kątem oka widziałem stojącego na rogu ulicy Mopsusa...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- Doszłam do wniosku, że nie powinnyśmy w ogolę tłumaczyć się z tego co robiłyśmy, kiedy nas nie było, chyba żeby ktoś pytał Widziałam ludzi gęsto...
- cio nie ma worka z pieniędzmi? W gronie najbliższych tak nazywała teraz hrabiego, a panowie nie pytali już o niego inaczej, jak: „Czy widziałaś wczoraj...
- Widziałem też ludzi, którzy jedli glinę - jakiś specjalny gatunek, która podobno robiła dobrze na krwawą biegunkę...
- Odwrócił się; z jego twarzy biła taka sama szaleńcza furia, jaką widziała, gdy pociął portret żony...
- Patrzyła uważnie na mnicha, lecz tym razem na jego twarzy widziała tylko szczery wyraz troski...
- Sheel Tar odwrócił się więc z powrotem w stronę nadciągającego wroga, ale Fain widział, że trzęsie się ze strachu...
- Belmonte przyjął ją w salonie, w którym na ścianie wciąż widział ślad po van Huysie...
- Rozdział 30 - Nigdy nie widziałeś czegoś takiego na własne oczy?Sam podskoczył z wrażenia...
- to kawał chłopa, który wiele w życiu widział i potrafi o siebie zadbać...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Pomachał mi ręką. Zgromiłem go wzrokiem, kręcąc głową z wyrzutem i odwróciłem się. Wyraźnie mu zabroniłem machania do mnie, które mogło tylko zwrócić na nas czyjąś uwagę. Kiedy jednak zignorowałem jego sygnał, Mopsus zaczął jeszcze bardziej gorączkowo wymachiwać ręką. Postanowiłem dobrze go wyłajać po zakończeniu zadania. Odsunąłem się od okna.
Pod łóżkiem zauważyłem szeroką i płytką misę. Przeniosłem ją na środek pokoju, uklęknąłem i wrzuciłem do niej pergaminy z wierszami. Sięgnąłem pod tunikę po krzesiwo i hubkę, które zabrałem specjalnie w tym celu, i tak mocno skoncentrowałem się na rozniecaniu ognia, że nie dosłyszałem kroków Androklesa na korytarzu. Aż podskoczyłem, kiedy nagle drzwi się otworzyły i chłopiec wsunął przez nie głowę.
– Panie, jakiÅ› mężczyzna wchodzi tu na górÄ™!
Nagle zrozumiałem, dlaczego Mopsus machał tak energicznie.
– WÅ‚aź wiÄ™c tutaj! – syknÄ…Å‚em do Androklesa.
Malec wśliznął się do pokoju i odwrócił, by zamknąć drzwi. Spóźnił się, coś je zablokowało. Pchnął mocniej, ale bez skutku. W szparze między drzwiami i framugą tkwiła męska stopa. Androkles pisnął z przerażenia.
Na krawędzi drzwi pojawiły się czyjeś palce. Chłopiec całym ciężarem starał się zapobiec wtargnięciu obcego, ale nie miał szans wobec dorosłego mężczyzny. Drzwi otwierały się nieubłaganie. Rzuciłem krzesiwo na podłogę i wyciągnąłem sztylet. Zerwałem się na nogi i napiąłem mięśnie w oczekiwaniu ataku, a serce biło mi jak oszalałe.
– Panie, nie mogÄ™ go zatrzymać! – krzyknÄ…Å‚ Androkles.
Drzwi uchylały się wolno, ale nieprzerwanie, aż wreszcie snop słonecznego światła z okna padł na śniadą twarz... mojego starego przyjaciela Tirona.
Rozdział 11
– NiezÅ‚y stÄ…d widok na Kapitol – zauważyÅ‚ Tiro, stanÄ…wszy przed oknem. – Zastanawiam siÄ™, ile też czynszu można brać za takie mieszkanie na wolnym rynku?
Poklepał zaskoczonego Androklesa po głowie i z wolna obszedł pomieszczenie. Widziałem, że natychmiast rzucił mu się w oczy opróżniony i rozbebeszony kufer oraz rzucony na podłogę materac z poduszkami.
– Co tu robisz, Tironie?
Zamiast odpowiedzieć, sekretarz Cycerona spojrzał w dół i zapytał:
– Ten chÅ‚opak na ulicy, gapiÄ…cy siÄ™ na mnie, jakbym byÅ‚ GorgonÄ…, należy do ciebie?
Podszedłem do okna i pomachałem Mopsusowi, dając mu znak, że wszystko jest w porządku. Uśmiechnął się z wyraźną ulgą i na migi zaproponował, że wejdzie na górę, na co tym samym językiem odpowiedziałem przecząco i zasygnalizowałem, że ma dalej pełnić wartę.
– Androklesie, wracaj na schody i czuwaj – powiedziaÅ‚em. – Może tym razem uda siÄ™ nam uniknąć takiego zaskoczenia.
– Ale, panie, czyż to nie ten zabójca, którego kazaÅ‚eÅ› nam wtedy Å›ledzić?
Tiro uniósł brwi, słysząc takie dictum.
– Nigdy im czegoÅ› takiego nie mówiÅ‚em – pospieszyÅ‚em z zapewnieniem. – ChÅ‚opaki majÄ… wiÄ™cej wyobraźni niż zdrowego rozsÄ…dku. No, zmykaj, Androklesie.
– Ale, panie...
– BÄ™dÄ™ najzupeÅ‚niej bezpieczny. Przynajmniej tak myÅ›lÄ™. – Tym razem to ja spojrzaÅ‚em na Tirona z uniesionymi pytajÄ…co brwiami. Kiedy wreszcie malec zniknÄ…Å‚ za drzwiami, powtórzyÅ‚em pytanie. – Co tu robisz, Tironie?
– Chyba to samo co ty. – Tiro znaczÄ…co postukaÅ‚ siÄ™ po nosie. – Nos mnie tu przyprowadziÅ‚.
– ÅšledziÅ‚eÅ› mnie, chcesz powiedzieć.
– Możliwe.
– Czyżby Å‚ażenie za mnÄ… za każdym razem, kiedy wychylÄ™ nos z domu, weszÅ‚o ci już w krew?
– Nie bardziej niż tobie Å‚ażenie za mnÄ….
– Dlaczego wiÄ™c robisz to akurat dzisiaj?
– Bo wczoraj zÅ‚ożyÅ‚a ci wizytÄ™ mÅ‚odziutka kochanka Numeriusza.
– SkÄ…d wiesz, że byli kochankami?
– Wiem mnóstwo różnych rzeczy.