Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187mo¿emy przyj¹æ jako zasadê, ¿e ka¿dy kraj wymieniony wœród owych affines le¿a³ na zewn¹trz granic tego pañstwa, jako jego „bok" (tatuœ] Kieruj¹c siê t¹ zasad¹,...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijaj¹c bardziej szczegó³ow¹ analizê procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a tak¿e proces jego nasilania siê...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO ŒWIÊTEJ KINGI28Zaledwie trzynaœcie lat mia³ ksi¹¿ê Boles³aw, zwany póŸniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rz¹dy sprawuj¹cy, postanowili mu ¿onê...
- Źródła w Antibes podają, że Jordana zatłuczono na śmierć zaledwie w kilka dni po jego weselu i po tym, jak wydostał pijaną bratową ze szponów portowego opryszka...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- T.. .ty - wydukał - to ty, od samego początku. Jesteś tym, kogo nigdy nie mogłem zobaczyć.
- Pierścień nie jest twój - rzekłem tonem, który miał wstrząsnąć nim do głębi. - Pierścień jest mój. Stąd cię znam. Dlatego jestem tutaj, w Roosing Oolvaya, przyglądam się twoim planom, rejestruję twoje błędy, gotuję twoje przeznaczenie - ogarnął mnie wewnętrzny chłód. Reagowałem w zależności od jego oczekiwań, improwizując na poczekaniu, podążając tropem, jaki sam mi wskazywał, ale to, na co się natknąłem, miało posmak prawdy. Nawet jeśli nie było prawdą, Oskin Yahlei w to wierzył. Kant z pierścieniem obmyślił prawdziwy bóg, a Oskin Yahlei, nekromantą, dla tegoż boga pracował. Pracował, ale go nie znał. Niezależnie od tego, na czym polegał plan, bóg miał wejść w posiadanie pierścienia, bez wątpienia po to, aby za jego sprawą powiększyć własną moc, tylko że Oskin Yahlei okazał się szybszy i zatrzymał pierścień dla siebie. Tyle wiedziałem. Oświadczenie Oskinowi, że jego szefem jest Gashanatantra, było naprawdę dalekim strzałem.
Ale miało sens. Yahlei wykiwał Gasha, a on wykorzystał mnie do wytropienia złodzieja. Być może pojawi się po załatwieniu Oskina Yahlei i spokojnie zapakuje pierścień do kieszeni. Szkoda, że moim zdaniem miało to być bardziej skomplikowane. Jakoś nie mogłem sobie wyobrazić, by ktoś pokroju Gasha zrezygnował ze słodkiej zemsty na takim parweniuszowskim sługusie jak Oskin. A na dodatek nie sądziłem, by był zadowolony dowiedziawszy się, że podszywałem się pod niego i że śmiałem na własną rękę odkryć, o co chodzi.
Gdybym nie miał racji co do roli Gasha, to tym gorzej. Być może Oskin Yahlei pracował dla kogoś innego, a Gash tylko przypadkiem natknął się na ten spisek. W takim wypadku bóg wykiwany przez Oskina nadal szwendał się gdzieś tutaj, a ja w konsekwencji miałbym do czynienia nie tylko z jednym bardzo wrednym klientem, a z dwoma.
Rzeczą, która wydawała się najpewniejsza, był pierścień. Ktokolwiek wchodził w grę, chciał mieć pierścień. Oskin Yahlei powiedział, że pierścień pracuje tylko dla pierwszego właściciela, ale takie ograniczenie nie stanowiło przeszkody dla sprytnego maga. Dobra, chcieli mieć pierścień. Wszyscy. W tej chwili jednak miał go Oskin Yahlei, a Oskina Yahlei miałem ja.
Ale nie chciałem wzbudzać w nim paniki. Gdyby zaryzykował i wykonał jakiś desperacki ruch, istniały przeogromne szansę, że sobie z tym nie poradzę. Przygwoździłem go groźnym spojrzeniem.
- A jednak nadal możesz się przydać - warknąłem. - Twoje przeznaczenie nie zostało przypieczętowane. Mogę zmienić surowy wyrok.
- Nadal siÄ™ ze mnÄ… bawisz.
- Nie. Dam ci szansę. Skorzystasz z niej, jeśli masz choć trochę rozsądku.
- Co mam zrobić?
- A jak myślisz? Po pierwsze, pierścień. Westchnął.
- Tak. Dobrze... - zacisnął dłonie na poręczach fotela i podniósł się ociężale. - Mam go po prostu zdjąć czy też pozwolisz mi podjąć pewne środki ostrożności?
- Obaj jesteśmy rozluźnieni, uważam więc, że wskazane jest zachowanie pewnej ostrożności. Ale nie wysnuwaj pochopnych wniosków, znam twoją perfidię. Jesteś zwolniony warunkowo, będę czujny.
Oskin Yahlei spojrzał na mnie, rozbłysk nadziei w jego oku zaćmiła chmura strachu. Skinął sztywno głową.
- Moja pracownia jest na górze.
Podniosłem się z fotela, ująłem rączkę laski w prawą dłoń. Oskin Yahlei ruszył w stronę spiralnych schodów w kącie pokoju. Ja odetchnąłem głęboko i podążyłem za nim.
Postawiłem stopę na pierwszym stopniu i już zacząłem składać sobie nieśmiałe gratulacje, gdy poczułem ciarki pod kołnierzem. Miałem wrażenie, że postrzegam jakąś większą, odrębną przestrzeń, na dodatek z pomocą zmysłów, które różniły się od moich własnych.
Gdzieś w głębi mojego umysłu wierciła się obca świadomość. Czułem się mniej więcej tak, jak kiedyś w dżungli, gdy coś, co mnie obserwowało, odwróciło wzrok, a potem raptownie spojrzało znowu. Może moje zmysły stały się ostrzejsze niż za dnia albo może spodziewałem się czegoś takiego - nieważne, bałem się. Nie wiedziałem, jakie mam szansę wyjaśnić Gashowi, dlaczego się pod niego podszywam, ale nie postawiłbym na siebie złamanego oola. Obca obecność krążyła gdzieś pod moją czaszką, obserwowała, słuchała, wyczekiwała. Odrobina świadomości, jaką udało mi się zinterpretować, okazywała ogromne zaskoczenie. Nie mogła uwierzyć w to, co wyczuwała. Nie mogła uwierzyć w to, co zamierzałem zrobić.
Koło zdarzeń toczyło się coraz bliżej. Ogarnęło mnie nieprzyjemne uczucie. Chyba wiedziałem, kto zostanie przez nie zmiażdżony. Może i miałem w garści Oskina Yahlei, ale wyglądało na to, że Gashanatantra ma mnie. Rączka laski zawibrowała mi w dłoni.