Rozdział 30 - Nigdy nie widziałeś czegoś takiego na własne oczy?Sam podskoczył z wrażenia...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Ogniem i mieczem - Tom I Rozdzial VI- Moci ksi - odpar Bychowiec - aska to wysoka waszej ksicej moci, e mogc rozkaza, na moj wol to zdajesz, ktrej aski nie...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- Wszystkie oczy wpatrywały się w kanapkę i gdy Harry uniósł ją, bywziąć potężny kęs, zauważył, że Mark Sway śledzi każdy jego ruch...
- tim beardsley,(w poszukiwaniu nowej drogi w kosmos) sprzeda˝ wysy∏kowà Po∏àczone linà cia∏a podlegajà oczy- smiczny bez trudu dotar∏by w...
- Najczęściej wolno ci tylko kopiować pliki z serwera, ale często możesz także kopiować własne pliki na serwer do specjalnie w tym celu utworzonego katalogu...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- - Ale Thrawn jest inny? diousa nie obejmował zlikwidowania wszystkich świadków, aby nic nigdy nie przed- - Thrawn to dorosła wersja - odparła...
- Przedstawiony w tym rozdziale projekt pomylany by jako opisowa analiza wywiadw przeprowadzanych przez kuratorw z podopiecznymi, oparta na badaniu aktw mowy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie słyszał kroków, co zresztą było oczywiste, bo warkot wielkiego pancera zagłuszał wszelkie cichsze od krzyku dźwięki.
Głos należał do Ameroindianina, który nosił się zupełnie po angolsku. Był szeroki w ramionach i wąski w biodrach, a skórę na nagim torsie miał tak brązową od słońca, że mięśnie sprawiały wrażenie wyrzeźbionych w tekowym drewnie. Brud za paznokciami zupełnie nie przystawał do lśniących złączy riggera na dłoniach, nadgarstkach i gniazda na skroni.
-Ty jesteś Twist? Sam pokiwał głową.
Mężczyzna uśmiechnął się i wyciągnął rękę. Uścisk był mocny, podkładka indukcyjna na jego dłoni obtarła Samowi nieco skórę.
- Cog mówił, że jesteś zielony. Moje imię Josh Begay, z Dineh.
- Jesteś Navaho? Masz stąd ładny kawałek do domu. Oczy Begaya zwęziły się, a uśmiech zniknął.
- Spryciarz. Bądź jeszcze trochę sprytny i prowadź dalej uprzejmą rozmowę.
Ton głosu wskazywał, że Navaho jest bardzo czuły na punkcie swego pochodzenia. Jeżeli Sam miał spędzić w towarzystwie tępo riggera kilka następnych dni, to rozsądnie byłoby nie deptać mu p. odciskach. Pancer powinien okazać się bezpiecznym tematem. Zazwyczaj riggerzy wykazywali większe zainteresowanie kierowanymi przez siebie maszynami niż ludźmi.
- Takie czołgi oglądałem jedynie na trideo — stwierdził Sam Begay rozluźnił napięte mięśnie. Sam wiedział już, że obrał właściwą taktykę.
- Ten model różni się trochę od potworów, których używają podczas wojen korporacyjnych. Im potrzeba ognia i huku - to się lepiej sprawdza w natarciu. Ja potrzebuję dyskrecji. Wytłumiłem silniki Thunderbirda i dodałem sporo zagłuszaczy radarowych. Deflektory obcięły mi trochę szybkość, ale kosztem paru zbędnych kilometrów na godzinę zyskałem na dyskrecji. T-bird jest cichy jak mysz.
- Cichy? - krzyknął Sam. To słowo brzmiało zupełnie absurdalnie. Warkot silnika spotęgowany przez echo odbite od ścian magazynu był nie do wytrzymania. Nawet na otwartym terenie nadje-5'-dżający pojazd można byłoby usłyszeć bez trudu.
- Wszystko jest względne. Żadna uzbrojona maszyna nie może" być cicha jak wąż. Poza tym odpada wysyłanie ostrzeżeń do następnej przecznicy. A zresztą, do czasu aż jakiś pieprzony piacho-żer usłyszy T-birda i ustali, skąd dobiega dźwięk, my już dawno znikniemy za horyzontem.
- Trzymam cię za słowo.
Navaho nie odpowiedział, tylko stał i patrzył. Przenikliwość jego ciemnobrązowych oczu wprawiała Sama w niepokój.
- Masz niezłe noty. Wciąż żadnej odpowiedzi.
- Cog twierdzi, że jesteś jednym z najlepszych na północno-zachodniej trasie. Podobno mam szczęście, że jesteś akurat do wynajęcia.
Begay splunął pod nogi.
- Cog to dobry fikser, ale ma biały język. Kiedy Sam spojrzał na niego pytająco, Navaho pokazał dwa palce wychodzące z ust.
- No wiesz, rozwidlony.
Sam zaśmiał się nerwowo i z ulgą spostrzegł, że nikły uśmiech wraca na twarz Begaya.
- Chłopie, masz farta, że jedziesz w tę samą stronę co ja. Masz farta, że znajdzie się miejsce dla dodatkowej pary rąk. Masz farta, że nie znam w tym mieście nikogo, kto umiałby jako tako obchodzić się ze strzelbą. Masz farta, że brakuje mi czasu na długie poszukiwania. - Znów splunął. - Lubię tego typu farta. Jest zaraźliwy. Tak naprawdę szczęście ma z tym wszystkim niewiele wspólnego. Chodzi o pieniądze. Z tego co słyszałem, nie stać by cię było na wynajęcie mojego sprzętu. Ale masz przyjaciół, których stać i to także jest fart.
- Co masz na myśli? Myślałem, że sam odpracuję przejazd.
- Tak, oczywiście. Ktoś musi cię bardzo lubić, bo buchnął grafik z rozkładem patroli straży granicznej Tir i jeszcze wysłał dc paru starych znajomych zawiadomienia, żeby poszli sobie gdzie indziej, kiedy my będziemy przekraczać granicę.
- Nasza trasa prowadzi przez Tir? Nie łatwiej byłoby przejść m przełaj przez Radę Ute?
- Nie jeżdżę przez Ute - odpowiedział krótko Begay. - Ale be; nerwów. Będziemy podróżowali przez Tir w większości za dnia z pomocą tych paru udogodnień powinno pójść jak po maśle Później uderzamy przez Skały, gdzie Salish-Shidhe graniczy z terytorium Siuksów. Potem tylko Algonkin, Manitou i już jesteśmy w Quebecu. Robimy postój dla uzupełnienia zapasów przy Dworshak. Później, po przekroczeniu dawnej granicy kanadyjskiej, w Portage-La-Prairie. Ostatni przystanek to Hearst, tuż przed granicą Quebecu. Po drugiej stronie wysadzam cię i musisz radzić sobie na własną rękę.
- Mówiłeś, że masz już jakieś zlecenie, więc musisz przewozić jakiś towar. Co to takiego? Begay splunął.
- Cog ostrzegał, że jesteś ciekawski. Zadawanie zbyt wielu pytań przynosi pecha.
- Rozumiem. - Sam uśmiechnął się, we własnym mniemaniu rozbrajająco. - Nie mam zamiaru psuć dotychczasowego farta.
- Cog ostrzegał też, że jesteś bystry.
Sam pozostawił tę uwagę bez komentarza, wyraźnie zyskując przez to aprobatę Begaya. Po paru chwilach przeprowadzanych w milczeniu kalkulacji, Navaho klepnął Sama po ramieniu.
- A jesteś dość bystry, żeby nauczyć się paru rzeczy na temat obsługi karabinu w czasie jazdy pancerem?
- Sam się przekonaj.