to kawał chłopa, który wiele w życiu widział i potrafi o siebie zadbać...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Krtko mwic, produkt narodowy brutto to wynik, ktry otrzymamy wyraajc w jednostkach pieninych ca rnorodno dbr i usug: korn-puterw, pomaracz, usug...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- – Hej! – krzyknął swym ochrypłym i niemal bezdźwięcznym głosem, który przypominał plusk kamieni wrzucanych do podziemnego jeziora...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- da siy sprawiedliwoci, usprawiedliwiono si,iby sprawiedliwe i silne byy razem i aby bypokj, ktry jest najwyszym dobrem...
- Z mieczem Gawaina natarł na Gwydiona, który natychmiast upadł w poprzek łoża, wyjąc i strasznie krwawiąc z wielkiej rany na plecach; po chwili, gdy do przodu...
- Nałgała mu coś o jednym jedynym weekendzie w łóżku z narzeczonym, który poszedł do wojska i zginął, co potem okazało się szczerą prawdą, gdyż...
- zemsty wywrzeć, ogłosił między swymi dworzanami nagrodę temu, kto mu wskaże owego arbitra, który pierwszy po Ketlingowym wniosku zakrzyknął: „Zdrajca i...
- W okresie, ktry upyn od wejcia w ycie ustawy zasadniczej, nastpio rozwinicie konstytucyjnej regulacji stanw nadzwyczajnych w drodze ustawodawstwa zwykego...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wątpię, by kto-
kolwiek próbował go do czegoś zmusić. Natomiast Lewis nie sprawia takiego wrażenia,
choć sądzę, że ma większe niż on zdolności przywódcze i faktycznie zdaje się odgady-
wać naturę problemów technicznych. Jest doskonałym praktykiem i choć w teorii jest
słabsza, to i tak lepsza od dziewięćdziesięciu procent pozostałych. Nie zdziwiłbym się,
gdyby została mustangiem i za dziesięć lat zajęła moje obecne miejsce. Może nawet prę-
dzej, biorąc pod uwagę nowe kursy oficerskie, o których słyszałem. Naprawdę jest do-
bra.
Honor przytaknęła, nie odzywając się, choć zaskoczyła ją ta ocena. Królewska Ma-
rynarka miała więcej „mustangów”, czyli oficerów, którzy zaczynali jako zwykli człon-
kowie załóg i awansowali przez wszystkie stopnie, niż inne floty o arystokratycznych
128
tradycjach, ale rzadko zdarzało się, by ktoś prorokował taką karierę technikowi dru-
giej klasy po miesiącu pierwszego przydziału bojowego. Co do faworyzowania, to od-
rzuciła taką możliwość — Tschu nie był typem oficera, który sypiałby z podkomendny-
mi, a nawet gdyby go źle oceniła, to o czymś takim dowiedziałaby się już dawno dzię-
ki Nimitzowi.
Wszystko więc sprowadzało się do jednego: Harold Tschu prosił ją, by zaryzykowa-
ła zawodowo dla dwóch osób, których najprawdopodobniej nawet na oczy nie widzia-
ła. Trzeba było do tego sporej odwagi, gdyż w wypadku negatywnej oceny kadr wielu
kapitanów odegrałoby się na pomysłodawcy. Tylko że to wcale nie musiało być równo-
znaczne z tym, że Tschu miał rację. Z drugiej strony to byli jego ludzie, których znał (w
przeciwieństwie do niej), a jakieś kroki należało podjąć, gdyż maszynownia była pod-
stawą działania całego okrętu, a kontrola uszkodzeń często miała zasadnicze znaczenie
w czasie walki. Pytanie podstawowe było proste: na ile ufała ocenie Tschu. W pewnym
sensie zapędził ją w kozi róg, o co trudno było mieć do niego pretensje. Nie zmieniało
to jednak faktu, że proponując takie rozwiązanie, dał jej tylko dwie możliwości — mo-
gła się z nim zgodzić lub nie, a to drugie oznaczałoby, że nie ma doń wystarczającego
zaufania, o tym nikt poza nią, Cardonesem i Tschu nigdy by się nie dowiedział, ale to
i tak byłoby o dwie osoby za dużo.
— No dobra, Harry — odezwała się w końcu. — Skoro uważasz to za najlepsze wyj-
ście. Spróbujemy. Rafe, zleć Archerowi sporządzenie stosownych dokumentów, gdy roz-
pocznie wachtę.
— Aye, aye, ma’am.
— Dziękuję, ma’am — powiedział cicho, lecz z uczuciem Tschu. — Doceniam to, co
pani zrobiła.
— Nie praw mi komplementów, tylko wracaj do siebie i udowodnij mi, że to było
właściwe posunięcie — prychnęła uśmiechając się krzywo.
— Udowodnię to, ma’am!
— To dobrze.
Rafe i Tschu wstali, toteż Samantha wskoczyła temu ostatniemu w objęcia, ale nie
wspięła się na ramię, lecz pozostała tam, spoglądając na Nimitza. Ten zaś odwrócił łeb
i spojrzał na Honor roześmianymi ślepiami.
— Ma pan siłę nieść dwa treecaty, panie Tschu? — spytała Honor ze śmiertelną po-
wagą i błyskiem w oczach.
— Pochodzę ze Sphinxa, ma’am.
— Co się za chwilę przyda — oceniła z uśmiechem, obserwując, jak Samantha wspi-
na się na jego prawe ramię, a Nimitz moment później na lewe, dosłownie promieniu-
jąc szczęściem.
— Tylko się nie zasiedź, Stinker — ostrzegła go. — Mac i ja będziemy na ciebie cze-
kać z kolacją. A dziś jest królik!
ROZDZIAŁ XIII
Tego frachtowca w ogóle nie powinno tu być.
Wrak dryfował na peryferiach systemu tak daleko od gwiazdy klasy G3 będącej jego
słońcem, że nikt nie powinien go nigdy znaleźć. I nikt by nie znalazł, gdyby lekki krą-
żownik nie próbował aż tak dobrze się ukryć. Ponieważ próbował pozostać niezauwa-
żony, przyjął pozycję, z której sensory pokładowe mogły śledzić ruch statków wewnątrz
systemu, jak też wybrać miejsca, w których najlepiej będzie rozmieścić inne jednostki,
gdy nadejdzie czas. Wrak wykryto przypadkiem. Albo raczej dlatego, że oficer taktycz-
ny „miała przeczucie”.
Dowodzący krążownikiem Ludowej Marynarki Vaubon komandor Caslet, obser-
wując wrak na ekranie, zastanawiał się, jak zgrabnie ująć w raporcie fakt, że poleciał
sprawdzić słaby sygnał radaru. To, że komisarz Denis Jourdain był zaskakująco porząd-
nym człowiekiem, mogło pomóc, ale jeśli nie wymyśli sensownego powodu poszuki-
wań, ktoś mu i tak zarzuci, że powinien pilnować własnego nosa i zadania, które dostał.
Z drugiej strony Komitet Bezpieczeństwa Publicznego nie dowierzał oficerom — stąd