cio nie ma worka z pieniędzmi? W gronie najbliższych tak nazywała teraz hrabiego, a panowie nie pytali już o niego inaczej, jak: „Czy widziałaś wczoraj...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- Gdyby tego rodzaju wydarzenie zaszło pierwszej nocy, zaraz pomyślałbym o zmarłych mnichach, lecz teraz najgorszego gotów byłem spodziewać się po...
- UZNANIE Skoncentrujmy się teraz na znaczeniu uznania i na tym, co ono tak naprawdę oznacza...
- — Wyczuwacie taką ingerencję nawet teraz? — Śnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- Teraz – mając Boga, a z Nim Jego nieskończone bogactwa – pośpiesznie wyrzekałam się ich...
- Chciałam to teraz powiedzieć Beacie, żeby ją skłonić do przemyślenia kwestii i urwałam, bo przyszło mi na myśl, że może spowoduję tym pierwszy krok na drodze...
- Czy na zewnątrz wiał wiatr tak silny, że szeleściły liście na drzewach? Czy może mój umysł dał się porwać przez wicher i słuchał teraz, jak tłucze się,...
- i rozmaitych spółek, parę silnych branż, jak górnicy, jeszcze zachowu- je resztki dawnej potęgi, ale zdecydowana większość trzyma się teraz za...
- zobaczymy… (po chwili) A dlaczegoż to on teraz już tak się absztyfikuje, myśli gotów zgadywać… przecie nie z czułości, bo któż by patrząc na nich...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
sądziłem, że spotkam
tu Mufcia!” Na tę poufałość nie pozwalała sobie jednak jeszcze w jego obecności.
Labordette zwijał rysunki dając ostatnie wyjaśnienia: złotnicy zobowiązali się dostarczyć
łóżko w ciągu dwóch miesięcy, około 25 grudnia: począwszy od przyszłego tygodnia rzeź-
biarz zacznie przychodzić, by robić szkice do Nocy. Odprowadzając go Nana przypomniała
sobie o piekarzu, i nagle spytała:
192
─ Mój drogi, nie masz przypadkiem przy sobie dziesięciu ludwików? Zasadą Labordette'a ─
która mu wychodziła na dobre ─ było nie pożyczać nigdy pieniędzy kobietom. Zawsze dawał
taką samą odpowiedź.
─ Nie, moja kochana, jestem spłukany... Ale może chcesz, żebym poszedł do twego Muf-
cia?
Odmówiła, gdyż dwa dni temu wyciągnęła od hrabiego pięć tysięcy franków. Ale wkrótce
pożałowała swej powściągliwości.
Choć było zaledwie wpół do trzeciej, skoro tylko wyszedł Labordette. zjawił się znowu pie-
karz; rozsiadł się brutalnie na ławeczce w westybulu i klął tak głośno, że młoda kobieta sły-
szała go z pierwszego piętra. Zbladła, sprawiało jej przykrość, że służba coraz głośniej daje
wyraz swej radości. W kuchni wszyscy pękali ze śmiechu: stangret przyglądał się z głębi po-
dwórza, Franciszek bez powodu przechodził przez westybul, a później spiesznie zanosił in-
nym nowiny, porozumiewawczo rzuciwszy przedtem w stronę piekarza szyderczy uśmiech.
Kpili z pani, ściany trzęsły się od śmiechu: czuła się osamotniona i wyczuwała pogardę służ-
by, która ją śledziła i ordynarnie jej wymyślała. Wobec tego zrezygnowała z pożyczenia stu
trzydziestu trzech franków od Zoè. Była jej już coś winna, a duma nie pozwalała narażać się
na odmowę. Wzburzona wróciła do sypialni mówiąc głośno do siebie: „No cóż, dziewczyno,
licz tylko na siebie... Twoje ciało należy do ciebie. Lepiej będzie je wykorzystać niż narażać
się na afronty.” Nie przywołując nawet Zoè, ubierała się gorączkowo, żeby pobiec do Trico-
ny. Była to jej ostatnia deska ratunku w chwilach szczególnie kłopotliwych. Mogła odmawiać
albo też przyjmować propozycje, zależnie od swych potrzeb; rajfurka bowiem zawsze jej po-
szukiwała i molestowała ją. Gdy coraz częściej odczuwała braki przy swym królewskim try-
bie życia, mogła być pewna, że tam czeka na nią dwadzieścia pięć ludwików. Przyzwyczaiła
się chodzić do Tricony tak samo, jak biedni ludzie udają się do lombardu.
Lecz wyszedłszy z sypialni natknęła się na Jerzego, który stał w środku salonu. Nie zauwa-
żyła, że był blady jak wosk, a w rozszerzonych oczach miał ponure błyski. Westchnęła z ulgą.
─ Ach! Brat cię przystał!
─ Nie ─ powiedział maty, jeszcze bardziej blednąc.
Zrobiła rozpaczliwy gest. Czego on chce? Dlaczego zagradza jej drogę?
Przecież ona bardzo się spieszy. Po chwili spytała:
─ Nie masz pieniędzy?
─ Nie.
─ Doprawdy, jestem głupia! Przecież dobrze wiem, że nie przyniosą mi nawet rzodkiewki;
nie mają choćby paru groszy na autobus... Bo mama nie daje. I to mają być mężczyźni!
Już wychodziła, a on ją zatrzymał, pragnął z nią porozmawiać. Podniecona powtarzała, że
nie ma czasu, ale przystanęła, gdy usłyszała słowa:
─ Słuchaj, wiem, że zamierzasz wyjść za mojego brata. ─ A to dopiero komedia! Nana upa-
dła na krzesło i śmiała się do rozpuku. ─ Tak ─ ciągnął mały. ─ Ja tego nie chcę... Wyjdziesz
za mnie... Właśnie dlatego przyszedłem.
─ Co? Jak? Ty także! ─ krzyknęła. ─ To pewnie choroba rodzinna... Ale nigdy! Co za po-
mysł! Czyja od was żądałam takiego paskudztwa? Nigdy nie wyjdę za żadnego z was.
Twarz Jerzego rozjaśniła się. A może przypadkiem się pomylił? Więc mówił dalej.
─ A zatem przysięgnij mi, że nie sypiasz z moim bratem.
─ Ach! Jak ty mnie nudzisz! ─ rzekła Nana, która wstała zniecierpliwiona. ─ Wprawdzie
minuta to głupstwo, ale skoro ci mówię, że się spieszę!... Sypiam z twoim bratem, jeśli mi to
sprawia przyjemność. Czy ty mnie utrzymujesz, czy płacisz tu za coś, żeby móc żądać rozli-
czenia?... Tak, sypiam z twoim bratem...
Chwycił jej ramię, ścisnął je tak, że o mało co go nie złamał, i wyjąkał:
─ Nie mów tego... nie mów tego...
Trzepnęła go i wyrwała się z jego uścisku.
193
─ Jeszcze mnie bije! Widzieliście tego smarkacza!... Mój mały, wynoś się natychmiast...
Trzymałam cię tylko z dobrego serca. No, ale skoro chcesz być taki zachłanny!... Chyba nie
liczyłeś na to, że będę twoją mamą aż do śmierci. Mam inne rzeczy do roboty niż wychowy-
wanie dzieciaków. ─ Słuchał jej kamieniejąc z udręki, lecz nie buntując się. Każde słowo
raniło mu śmiertelnie serce. A ona nie dostrzegając nawet jego cierpienia ciągnęła dalej,
szczęśliwa, że może sobie ulżyć po swych porannych przykrościach. ─ A twój brat to też ład-
ny gagatek!... Obiecał mi dwieście franków. Ale gdzie tam! Mogę na niego czekać... Nie