— Musimy podróżować z jak najmniejszym balastem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — I co dalej? Co zrobiĹ‚eĹ›? — OkazaĹ‚o siÄ™, ĹĽe muszÄ™ zapĹ‚acić co najmniej paru prawnikom, ktĂłrych mi zaĹ‚atwili...
- Falą i nagą stopą, co wnet się zanurzy, Przyjściem listu i zdjęciem pieczęci z pośpiechem, Pomiędzy zaproszeniem i rankiem podróży, Między...
- a żadna ze stron, mimo półminutowej obserwacji, nie wykonała najmniejszego ruchu, choć nie ulegało wątpliwości, że obcy nie żywią przyjaznych zamiarów...
- kaporą za twój najmniejszy paznokietek! Wysłuchawszy mnie dziewczyna wybuchnęła śmiechem łotrzycy, zatrzasnęła mi drzwi przed samym nosem,...
- Żadne z nich nie zwracało najmniejszej nawet uwagi ani na ludzi obecnych na mostku, ani na zbliżających się na ekranie...
- polepszyło, tak, że postanowiliśmy wybrać się w podróż, przyłączając się do pięciu ludzi, któ- rym również sprzykrzyło się tam siedzieć...
- musimy podkreślić, Ŝe olbrzymią zasługąodtworzenia jakiegoś wydarzenia, nie od-Tulvinga było zwrócenie uwagi na jednost-noszą się...
- Mahomet nie miał najmniejszego zamiaru stworzyć dzieła literackiego...
- ale płócienna torba podróżna, wypchana czymś po brzegi...
- uczestniczyć co najmniej dwie osoby alborodziny...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nigdy nie wiadomo, co
znajdziemy u kresu wędrówki, więc trzeba być przygotowanym na szybki i sprawny
odwrót.
— Co myślą o tym nasi przyjaciele ze świata równani - spytał Tennyson.
— Są bardzo zdziwieni.
— To tak jak my - dorzuciła Jill.
— Same zdjęcia nie byłyby wystarczającym dowodem - ciągnął Tennyson. - Można je
zrobić gdziekolwiek, a my musimy mieć coś lepszego niż całą taśmę filmową.
Przeszli dookoła placu centralnego, ale nie znaleźli nic, co by wzbudziło ich
zainteresowanie.
- Jesteśmy uwięzieni - rzekła w końcu zmęczona Jill. - Mamy tylko jedną drogę
wyjścia, przez dziury, w których znikają robale. Może Szeptacz przeleciałby się
po kanale
ciągnącym się za taką dziurą i zobaczył,
co jest na drugim końcu? Przecież tam musi chyba być drugi koniec, prawda?
- Ludzie ze świata równań też mogliby to zrobić, bo przecież potrafią unosić się
w
powietrzu, ale nie chciałbym, żebyśmy teraz rozbijali naszą grupę. Mam
przeczucie, że
powinniśmy trzymać się razem.
Daleko po drugiej stronie placu inny czerw wysunął się z tunelu i skierował się
wprost
na nich. W końcu jednak skręcił przechodząc obok grupki przybyszów i niknąc w
jednej z
dziur w wieżyczkach.
— Nie jestem pewna, czy mogłabym wejść do takiej dziury - rzekła Jill ze
wstrętem. -
Chyba tylko czerwie ich używają.
— Ale jak na razie nie widać, żeby się nami interesowały.
— Bo stoimy daleko od nich. Poczekaj - tylko, aż wejdziemy do dziury.
— Zastanawiam się - zaczął Tennyson nie zwracając uwagi na słowa Jill - czy
Szeptacz mógłby poprosić jednego z naszych matematycznych przyjaciół, żeby ten
podszedł
bliżej i pozwolił mi wdrapać się na jego szczyt. Dzięki temu mógłbym dostać się
do dziury.
— Jeśli ty tam wejdziesz, to ja też - odparła zdecydowanym tonem Jill. - Nie mam
zamiaru zostać tu sama.
Każdy z nich chętnie ci pomoże, odpowiedział Szeptacz. Do której dziury chcesz
wejść?
Bez różnicy. Naprawdę nie prosiłbym ich o to, ale bez pomocy w żaden sposób nie
dosięgnę krawędzi, tłumaczył się Tennyson.
W takim razie wdrap się na tego stojącego za tobą.
W porządku.
- Mam wrażenie, że zupełnie nam odbiło - zauważyła Jill.
Różowoczerwony blok podsunął się do ściany wieżyczki, tuż pod wskazaną dziurę.
Blok zaczął się rozpłaszczać, dzięki czemu stawał się coraz niższy i parze
przyjaciół łatwiej
było wdrapać się na jego grzbiet.
— Podsadzę cię - powiedział Tennyson do Jill.
— Dobra - westchnęła. - Tylko mam nadzieję, że nie będzie to takie straszne, jak
mi
się wydaje.
Tennyson podniósł dziennikarkę, która wgramoliła się na grzbiet bloku.
- Co za ohyda, czuję się jak na stosie galarety. Zaraz chyba zapadnę się po
kolana. A
ślisko tu jak cholera - narzekała dziewczyna.
Tennyson wziął rozbieg, podskoczył i jego dłonie znalazły się obok niej, na
galaretowatej powierzchni. Jill złapała go za rękę i pomogła wdrapać się na samą
górę.
Siedzieli przez chwilę trzymając się mocno razem i próbując uchwycić równowagę.
Po
pewnym czasie bok przestał się tak trząść i wydawało się że nawet lekko
zgęstniał, dzięki
czemu czuli się bardziej stabilnie. Powoli zaczął się podnosić, a właściwie nie
tyle podnosić,
co zwyczajnie wyprostowywać do normalnego kształtu.
Dziura w wieżyczce znajdowała się tuż przed nimi. Tennyson podszedł do niej
chwiejnym krokiem i ostrożnie wszedł do środka. Chciał podać Jill rękę i pomóc
jej
przedostać się do otworu, ale dziennikarka zręcznie przesuwając się po galarecie
dotarła już
do niego.
Rozejrzeli się wokół. Dziura była wejściem do kolejnego tunelu, krótszego jednak
i
nie posiadającego drzwi.
Na samym jego końcu jarzyło się mocne światło. Grunt pod stopami był już solidny
więc szybko posuwali się w kierunku światła. Patrząc za siebie zauważyli, że
ludzie ze świata
równań także znaleźli się w tunelu. Nad pierwszym z nich unosił się Szeptacz.
Kiedy doszli do drugiego końca tunelu spostrzegli, że podłoże tunelu przechodzi
w
szeroką, białą drogę najwyraźniej ułożoną z tego samego materiału, co mury i
wieże.
Prowadziła ona w dal ginąc w promienistej poświacie. Zawieszona była w
powietrzu, nad
widniejącymi w dole budowlami.
Budowle te były ogromne, chociaż ich ogrom skutecznie maskowały strzeliste,
niewyobrażalnie wysokie kolumny dosięgające białej drogi. Tak jak większość
konstrukcji, i