kaporą za twój najmniejszy paznokietek! Wysłuchawszy mnie dziewczyna wybuchnęła śmiechem łotrzycy, zatrzasnęła mi drzwi przed samym nosem,...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagła krew zaleje! — zawołał Tay Tay...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- Schemat A2Zalenoci wystpujce midzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- A ktokolwiek si komu o pewny dug zapisa, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiada si podda dobrowolnie, bd przed mierci, abo iu y po mierci...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, e jestem jakzodziej, co chce wyj z cudzej kieszeni zegarek i da go komu innemu...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jedwabie, aksamity i złoto,
i kryształy, a kiedy chodzicie, nie czujecie tego wcale, gdyż stąpacie swymi grzesznymi nogami po
najdroższych dywanach, miękkich jak śnieg. A w dodatku te zegary! Na ścianach zegary, na stołach
217
zegary, niezliczona ilość zegarów! Ribojne Jojne! Host asach azojne? Po co jednemu człowiekowi aż tyle zegarów? Tak sobie myślę i idę dalej założywszy ręce do tyłu. Uszedłem parę kroków, aż
wtem patrzę — ze wszystkich stron idą mi naprzeciw — kto myślicie? Kilku Tewjów! Jeden Tewje
idzie tędy, drugi Tewje idzie tamtędy, jeden idzie wprost ku mnie, drugi odchodzi ode mnie —
tfu, paskudztwo! Ze wszystkich stron lustra?. . . Tylko taki niebieski ptak, taki podriadczyk jak ten Pedocer może sobie pozwolić na tyle zegarów i tyle luster!. . . I staje mi przed oczyma ten cały
Pedocer: grubiutkie toto, okrąglutkie, z łysiną na całej głowie, a mówi toto głośno, a śmieje się
drobniuteńko. . . I przypominam sobie, jak to zjawił się u mnie na Wsi po raz pierwszy. Przyjechał
swymi ognistymi rumakami, rozparł się u mnie, „jak u swego ojca w winnicy”, zapoznał się z moją
Bejłkie, zawołał mnie na bok i szepnął na ucho sekret, ale tak głośno, że można go było usłyszeć
po tamtej stronie Jehupca — że co? Że moja córka mu się spodobała, więc życzy sobie, ażeby było
raz-dwa-trzy i postawiona chupa — to był ten jego sekret! No cóż, że moja córka spodobała mu się,
rozumie się samo przez się, lecz to „raz-dwa-trzy” jak „miecz ostry” — czyli uderzyło mnie w serce niczym tępy nóż. Co to znaczy raz-dwa-trzy i ślub? A gdzie ja jestem? A gdzie jest Bejłkie? I miałem ja wtedy ochotę wlepić mu kilka twierdzeń z Midraszu i ksiąg świętych, ażeby zapamiętał mnie na całe życie! Ale zmiarkowałem się w porę. Pomyślałem sobie: „I po cóż to ja” — czyli po co wtrącasz 218
się, Tewje, do dzieci? Dużo wygrałeś u starszych córek, gdy chciałeś udzielić im rad przy wyborze mężów? Nagadałeś się jak ten bęben, wygarnąłeś swą całą Tor ˛
a, a kto pozostał głupcem? — Tewje!
Słowem, pozostawmy, jak wy to mawiacie w waszych książkach, królewicza i zabierzmy się do
królewny. Czyli że zadośćuczyniłem ich prośbie, przyjechałem do nich do Jehupca i zaczęło się całe weselisko: „Szołem ałejchem! Ałejchem szołem! Jak się macie? Co dobrego porabiacie? Siadajcie.
Dziękuję, mogę obstać i tak!” — i jeszcze inne ceremonie, jak to zwykle bywa. Żebym to ja był
pierwszy i zapytał: „Czym dzień dzisiejszy różni się od innych dni” — czyli po co zawezwaliście
mnie tak nagle? — Nie wypadało mi. Tewje nie jest babą, Tewje ma czas. Tymczasem przychodzi
jakiś stwór w dużych, białych rękawiczkach i oznajmia, że jedzenie już jest na stole. Wstajemy więc wszyscy troje i wchodzimy do pokoju, który cały zrobiony jest z dębu. Stół dębowy, krzesła dębowe, ściany dębowe, sufit dębowy, a to wszystko rzeźbione, strugane i malowane, kolorowane i wycac-kane, że strach popatrzeć! A na stole — „szaty królewskie” — czyli herbata z kawą i czekoladą,
pieczywo maślane i dobry koniak, najlepsze słone pieczywo i takiego rodzaju potrawy i owoce — że
wstyd mi to wyznać — ale obawiam się, że moja Bejłkie o czymś podobnym u swego ojca nawet nie
śniła. I nalali mi kielicha, i jeszcze jednego kielicha, a ja wypiłem lechaim i patrzę na nią, na moją Bejłkie znaczy się, i myślę sobie przy tym: „Doczekałaś się ty, córko Tewji — jak my to mówimy
w Halelu: "Który podnosi z prochu biednego" — czyli jeśli Pan Bóg wspomaga biedaka, wówczas 219
"z kurzu wywyższa ubogiego" — czyli to go ani nikt nie pozna”. Zdaje się ona — Bejłkie — a jednak nie ona. I przypominam sobie Bejłkie z tamtych czasów, porównuję ją z Bejłkie dzisiejszą i żal mi się robi serdeczny, jak gdybym to ja zrobił jakiś zły interes, dokonał takiego dzieła, że. . . Ale cóż, przepadło! To jest tak samo, dajmy na to, na przykład, jakbym zamienił swoją pracowitą szkapinę
na źrebię, co to jeszcze wcale nie wiadomo, co z niego wyrośnie — koń czy drąg.
„Ech, Bejłkie, Bejłkie! — myślę sobie. — Co się z ciebie zrobiło! Kiedyś, pamiętasz, siedziałaś
wieczorami przy kopcącej lampce, szyjąc i nucąc przy tym piosenkę lub w okamgnieniu wydoiłaś
parę krówek, albo zakasałaś rękawy i ugotowałaś ojcu mleczny barszcz czy fasolkę z kluskami lub