polepszyło, tak, że postanowiliśmy wybrać się w podróż, przyłączając się do pięciu ludzi, któ- rym również sprzykrzyło się tam siedzieć...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- ¬-------------------{ACTI_Misc00_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc00_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zniszczenie nieprzyjaciela!¬-------------------{ACTI_Misc01_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc01_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zniszczenie wikszo[ci oddziaBów wroga!¬-------------------{ACTI_Misc02_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc02_Text_01_Text1}Masz za zadanie doprowadzi swoich ludzi do fortu!¬-------------------{ACTI_Misc03_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc03_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest przejcie kontroli nad t lokacj!¬-------------------{ACTI_Misc04_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc04_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zajcie tej osady!¬-------------------{ACTI_Misc05_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc05_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zajcie miasta!¬-------------------{ACTI_Misc06_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc06_Text_01_Text1}Masz za zadanie odnalez i zabi tego czBowieka!¬-------------------{ACTI_Misc07_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc07_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest obrona tej lokacji!¬-------------------{ACTI_Misc08_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc08_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest obrona miasta!¬-------------------{ACTI_Misc09_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc09_Text_01_Text1}PLACEHOLDER¬***********************************************************¬* *¬* CAMPAIGN ADVICE *¬* *¬***********************************************************¬-------------------{Prologue_ROME_ITALY_MUST_BE_UNIFIED_Text_01_Text1b_Title} Mapa kampanii{Prologue_ROME_ITALY_MUST_BE_UNIFIED_Text_01_Text1b_Text1}Oto tereny wokóB Rzymu
- Analiza ta wyjaœnia nam równie¿, dlaczego poziom produkcji odpowiadaj¹cy naturalnej stopie bezrobocia jest równoznaczny z potencjalnym poziomem produkcji danego...
- że jest tam taki, prawda? To wcale nie jest żaden z tych kościołów, nie są to nawet wspólne ruchy ludzi, to jest bardzo ważne, drodzy bracia, bardzo ważne...
- da³ siê zwieœæ nieszczêœciom ani innych psów, ani innych stworzeñ, kotów, krów,œwiñ, koni, ani te¿ nieszczêœciom ludzi...
- Istmie i w portach korynckich kolonii w pó³nocno-zachodniej GreW Koryncie równie¿ koncentrowa³a siê wymiana handlowa miêdzy Peponezem a œrodkow¹ Grecj¹, nic...
- Równoczeœnie kocha ono rodzica-rywala spostrzegaj¹c go jako osobê wszechpotê¿n¹ i wszech-wiedz¹c¹, a wiêc równie¿ o skrytych pragnieniach dziecka...
- – Hej! żeby siÄ™ to tak udaÅ‚o tÄ™ wyspÄ™ i ten zamek ubiec! – Spojrzyj jeno na tych ludzi – odrzekÅ‚ Maćko...
- Ramię w ramię z nieludzkimi przeraźliwymi stworami maszerowała masa nagich postaci ludzkich - ludzi, których dusze Krwawnik schwytał z pomocą niszczącej...
- W Polsce wprowadza siê dopiero, i z oporami, zasady pañstwowej s³u¿by cywilnej, w zwi¹zku z czym zmiany polityczne na szczytach w³adzy czêsto pro- , wadz¹ równie¿ do...
- Kenneth od dziecka kochał to miejsce równie mocno, jak kochał matkę...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Było nas zatem dziewięciu. Wynajęliśmy muły i
nasza gromadka powiększyła się o sześciu mulników. Uzbrojeni byliśmy wszyscy znakomi-
cie, nawet mulnicy wyglądali tak, jakby żaden z nich nie bał się pójść w zawody z dziesięciu
wrogami. Ruszyliśmy więc nareszcie w drogę i z początku wszystko szło dobrze. Niebawem
jednak zaczęły padać ustawiczne deszcze i towarzyszom odnowiła się febra. Nadto woda tak
rozmiękczyła grunt, że z trudem tylko posuwaliśmy się naprzód, robiąc zaledwie po osiem mil
dziennie. Nawet w ciągu nocy w namiotach nie byliśmy bezpieczni przed upustami niebie-
skimi. To wzmogło jeszcze febrę naszych chorych tak, że musieliśmy biedaków poprzywią-
zywać do mułów.
– To diabelnie przykre! – przerwaÅ‚ jeden z siedzÄ…cych bliżej. – Ja także zaznaÅ‚em takich
przyjemności, więc wiem, jak się człowiek wtedy czuje.
– Well. W ten sposób przebyliÅ›my trzy czwarte drogi i pewnego wieczora wyszukaliÅ›my
miejsce na obóz. Roznieciliśmy takie ognisko, że zrobiło się jasno jak w dzień, i zajęliśmy się
rozbijaniem namiotów. Wtem ze wszystkich stron huknęły strzały. Ja klęczałem właśnie w
cieniu namiotu, przywiązując sznur do kołka, dlatego mnie nie dostrzeżono. Zerwałem się
czym prędzej i ujrzałem, że nasi mulnicy wsiadają na muły, by się rzucić do ucieczki. Czynili
to jednak z takim spokojem, że napastnicy mogli ich doskonale wystrzelać co do nogi. Nie
zrobili tego jednak. Miałem już zamiar podnieść strzelbę do strzału, lecz powstrzymał mnie
od tego straszny widok, który się ukazał moim oczom. Oto ośmiu rozbójników wypaliło tak
celnie, że pięciu moich zdrowych towarzyszy, zajętych pracą przy rozbijaniu obozu, leżało
bez życia na ziemi, a trzech chorych zamordowano właśnie w chwili, kiedy chwyciłem za
strzelbę. Zostałem więc przy życiu sam jeden. Co wy byście uczynili na moim miejscu, hę?
– PrzekleÅ„stwo! ByÅ‚bym siÄ™ na nich rzuciÅ‚ i staraÅ‚ wedle siÅ‚ odpÅ‚acić im za wszystko! –
rzekł jeden.
– Nie. Ja bym celnymi kulami zmiótÅ‚ najprzód kilku z nich! – zapewniaÅ‚ drugi.
– Bardzo dobrze – odparÅ‚ opowiadajÄ…cy. – Tak siÄ™ to mówi, ale w rzeczywistoÅ›ci postÄ…pili-
byście podobnie jak ja. Rzucać się na nich było szaleństwem, a strzelać również nie bardzo
mądrze, gdyż w takim razie zginąłbym i ja. Na pewno postaraliby się o to, żeby nie został przy
życiu żaden świadek napadu. Ścigaliby mnie więc zawzięcie, a ja mogłem przecież zabić naj-
wyżej jednego lub dwóch.
– Cóż wiÄ™c zrobiliÅ›cie?
– PieniÄ…dze i papiery miaÅ‚em w kieszeni, a mój muÅ‚ staÅ‚ nie opodal namiotu razem z inny-
mi. Kiedy łotry przeszukiwały namioty, zakradłem się do zwierząt i odwiązałem go. Wtem
jeden z rozbójników gwizdnÄ…Å‚, a zaraz potem daÅ‚ siÄ™ sÅ‚yszeć tÄ™tent. Jak myÅ›licie – co siÄ™ sta-
Å‚o?
130
– No?
– Mulnicy wrócili. Wydali nas w rÄ™ce tych Å‚otrów i przybyli teraz po swój udziaÅ‚ w Å‚upie.
Było ich więc teraz razem czternastu. Wobec tego wsiadłem na muła i uciekłem, jak tylko
mogłem najprędzej. Na szczęście było to zwierzę bardzo łagodne, a nie takie uparte bydlę,
jakie się często spotyka między mułami. Rozległy się wprawdzie za mną głośne przekleństwa
i wielki hałas, a potem nawet tętent, ale udało mi się szczęśliwie umknąć pod osłoną nocy.
– A potem?
– Potem? PrzybyÅ‚em do San Francisko, a teraz cieszÄ™ siÄ™, że siedzÄ™ tutaj zdrów i popijam
porter.
– Czy żadnego z rozbójników nie poznaliÅ›cie?
– Mieli na twarzach czarne maski. Jeden tylko, jak siÄ™ zdaje dowódca, wsadzajÄ…c palec do
ust, aby gwizdnąć, odsunął maskę z twarzy. Wtedy zobaczyłem jego fizjonomię. Poznałbym
tego łotra od razu, gdyby mi się nasunął przed oczy. Był to Mulat i miał na twarzy bliznę,
prawdopodobnie od noża.
– A mulnicy?
– PoznaÅ‚bym wszystkich, ale za nic nie wrócÄ™ już do tego piekÅ‚a, w którym diabeÅ‚ gotuje i
topi swoje złoto, aby niewinne dusze wabić na śmierć i zgubę.
– Jak siÄ™ nazywaÅ‚ mulero39? Dobrze jest czasem znać nazwisko takiego dżentelmena?
– WoÅ‚ano na niego Sanchez, ale dawniej niewÄ…tpliwie musiaÅ‚ mieć także i inne nazwiska.
Sądzę, że większość tych łotrów należy do tych hounds40, których San Francisko wypluło do
wszystkich kopalni zÅ‚ota. Teraz rabujÄ… tam do spółki – różni agenci, mulnicy i zwykli zbóje.
Byłoby najlepiej, gdyby kopalnie złota, podobnie jak w San Francisko, utworzyły straż, która
zajęłaby się ściganiem i tępieniem tych band. Opowiedziałem wam już teraz wszystko. Skoń-
czyłem.
– JeÅ›li tak – rzekÅ‚ Bernard – to pozwólcie, że zapytam jeszcze raz o owego Marshalla, o
którym mówiliście poprzednio. Jest to bowiem mój brat.
– Wasz brat? RzeczywiÅ›cie, zdaje mi siÄ™, że jesteÅ›cie nawet do niego podobni. Czego
chcielibyście się o nim dowiedzieć?
– Wszystkiego, co o nim wiecie. Jak dawno widzieliÅ›cie go po raz ostatni?
– Z pięć tygodni temu.
– Czy sÄ…dzicie, że jest jeszcze w Yellow-water-ground?
– WÄ…tpiÄ™. W kopalniach zÅ‚ota jest czÅ‚owiek dzisiaj tu, a jutro tam. chociażby nawet posta-
nowił siedzieć w jednym miejscu.
– Dziwi mnie to, że nie odpisywaÅ‚ mi nigdy, chociaż wiem, że otrzymaÅ‚ moje listy.
– Tego nie możecie wiedzieć na pewno. PomyÅ›lcie tylko o tym, co teraz opowiedziaÅ‚em.
Czy stÄ…d idzie poczta do kopalni? Tak, idzie, ale to, co tutaj nazywajÄ… pocztÄ…, pocztÄ… nie jest.
List błąka się często tam i z powrotem i nie dochodzi do rąk, które jedynie miałyby prawo go
otworzyć. Wstępujecie tam na przykład do tawerny, a gospodarz należy do houndsów, wcho-
dzicie do sklepu, a kupiec to także hound, gracie z trzema ludźmi w karty – dwóch z nich lub