zwolić nam kręcić się po ich statku...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Był to główny paleobiolog statku; wstał, czekając, aż wszyscy się uciszą...
- Z o f i a Jeżeli się Jaśnie pani czuje niedobrze, to można sprosić gości...
- Metody przetwarzania AC Przetworniki delta Przetworniki delta charakteryzują się błędami przy szybkich zmianach sygnału...
- — Jeszcze nie możemy rozmawiać...
- - Możesz nie mieć na to czasu, Jamesie - rzekł poważnie sir Brian...
- Dolores Cannon-Kosmiczni Ogrodnicysłuchaj mnie, zwróć na mnie uwagę...
- Wreszcie Valarowie zwołali naradę, zaniepokojeni wieściami, które Yavanna i Orome przynosili z Krain Zewnętrznych...
- dział tam...
- Odnośnie Fichtego uwyględnić należy:Biedermann, F...
- nawet, ile kupi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Być może mieli całkiem niewinne zamiary.
- Albo odwrotnie: może coś knują - rzekł Calrissian. - Naprawdę nie wiesz, kim może być ten ich komendant?
- Nie mam zielonego pojęcia. Ale pewnie wkrótce się tego dowiemy.
Z głośnika rozległy się trzaski.
- Halo, “Ślicznotka”, tu Sena - odezwał się znajomy głos. - Jesteśmy na miejscu.
- Tak, zdążyliśmy zauważyć - odparł Lando. - Pewnie chcesz, żebyśmy wylądowali razem z wami?
- To prawda. Kiedy będziecie gotowi do lotu, “Tułacz” zwolni zatrzask magnetyczny.
Solo utkwił zdumiony wzrok w głośniku, nie słuchając nawet odpowiedzi Landa. “»Tułacz«...?!”
- Han, co z tobą?
Soło wlepił wzrok w przyjaciela, z niejakim zdziwieniem rejestrując fakt, że Calrissian już skończył rozmawiać z Se-
ną.
- Nie, nic - rzucił. - Tylko... Ta nazwa, “Tułacz”, coś mi nagle przypomniała.
- Słyszałeś coś o tym statku?
- Nie, nie o statku - potrząsnął głową Han. - Kiedy byłem dzieckiem, opowiadano mi taką starą koreliańską legendę.
Jej bohater, zwany tułaczem, był jakimś starym, tajemniczym człowiekiem; spadła na niego klątwa, w wyniku której miał
już całe życie błąkać się po świecie, nigdzie nie mogąc znaleźć domu. Zawsze, kiedy słuchałem tej opowieści, cierpła mi
skóra.
Gdzieś w górze rozległo się szczęknięcie; statek zatrząsł się nieco i oderwał się od pancernika. Lando odsunął “Ślicz-
notkę” od ogromnego statku wojennego, uważnie obserwując, jak kolos przesuwa się nad ich głowami.
- Cóż, staraj się pamiętać o tym, że to tylko legenda - poradził przyjacielowi.
- Jasne - rzucił podejrzanie szybko Solo, zerkając na pancernik. - Wiem o tym.
Podążając za transportowcem Seny, zeszli w dół i niebawem lecieli już nad rozległą, trawiastą równiną, naznaczoną
gdzieniegdzie kępkami niskich drzew iglastych. Przed nimi wyłoniła się w oddali urwista ściana skalna; instynkt byłego
przemytnika podpowiedział Hanowi, że jest to idealne miejsce, by ukryć bazę naprawczą i całe zaplecze dla statków ko-
smicznych. Kilka minut później okazało się, że jego przeczucia były słuszne: ominąwszy krawędź urwiska, znaleźli się nad
obozowiskiem.
Było ono tak duże, że musiało mieścić coś więcej niż tylko bazę naprawczą. Całą równinę pokrywały liczne rzędy
zamaskowanych budowli, poczynając od niewielkich baraków mieszkalnych poprzez większe magazyny i budynki admini-
stracyjne, jeszcze większe warsztaty naprawcze, aż po ogromny, pokryty siatką maskującą hangar, który służył zapewne do
poważniejszych prac remontowych przy pojazdach kosmicznych. Cały obszar był usiany niskimi wieżyczkami z przeciw-
piechotnymi działami Golan; można też było dostrzec kilka cięższych dział typu Speizak, jak również garstkę pojazdów
bojowych KAAC Freerunner, gotowych w każdej chwili wkroczyć do akcji.
Lando gwizdnął przeciągle.
- Popatrz, popatrz - rzucił. - Czy to jakaś prywatna armia?
- Na to wygląda - przyznał Han czując, że skóra cierpnie mu na karku. Zdarzało mu się już mieć do czynienia z pry-
watnymi oddziałami wojskowymi i zawsze wynikały z tego jakieś kłopoty.
- Coraz mniej mi się to wszystko podoba - wyznał Calrissian, ostrożnie zniżając lot “Ślicznotki”, kiedy mijali ze-
wnętrzną linię obrony. Przed nimi transportowiec Seny podchodził do lądowania na ledwie widocznej płycie. - Jesteś pe-
wien, że chcesz się w to pakować?
- A co mam zrobić, skoro siedzą nam na karku trzy pancerniki? - prychnął Han. - Chyba nie mamy wielkiego wyboru.
Przynajmniej nie w tym pudle.
- Chyba masz rację - przyznał Calrissian. Najwyraźniej był tak zaaferowany całą sytuacją, że nie zwrócił uwagi na ob-
raźliwą uwagę pod adresem jego statku. - To co robimy?
Transportowiec Seny wysunął już płozy i właśnie sadowił się na lądowisku.
- Chyba wylądujemy i będziemy się zachowywać jak zaproszeni goście - stwierdził Solo.
Lando wskazał głową jego blaster.
- Nie sądzisz, że mogą mieć coś przeciwko temu, iż zaproszeni przez nich goście przybywają uzbrojeni?
- Jeśli zaprotestują, to wtedy będziemy z nimi na ten temat dyskutować.
Calrissian posadził “Ślicznotkę” na ziemi obok transportowca. Razem z Hanem poszli do luku na rufie statku.
Irenez przesłała już odpowiednie informacje i teraz czekała na nich przy wyjściu, z blasterem u pasa. Na zewnątrz za-