- Możesz nie mieć na to czasu, Jamesie - rzekł poważnie sir Brian...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
- Pierwsza z tych przemian -od seksu owocożercy do seksu drapieżnika -dokonywała się w ciągu długiego czasu i w zasadzie przeprowadzona została z powodzeniem...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- Moghedien zdawała się chętnie przychodzić z pomocą, a wręcz pragnęła jej udzielać, zwłaszcza od czasu, kiedy Siuan nauczyła je sztuczki z ignorowaniem upału...
- ottawskich, wspomni, ile czasu i pieniędzy pochłonie prześwietlenie, i zapewni pacjenta, żewykonane właśnie badanie daje niemal stuprocentowo pewne...
- Nina Łuszczewska nadzwyczaj wiele czasu poświęcając wychowaniu córek i czytaniu wszystkich prawie rozglośniejszych nowości literackich, mniej się...
- w miarę upływu czasu i rozwoju danej jednostki na czoło wysuwają się takie cechy charakteru, jakrzetelność, dokładność i wiarygodność...
- John spędzał ostatnio sporo czasu na samotnym rozmyślaniu o tym potencjalnym statusie, była to wręcz jego obsesja...
- Czasu więc mamy aż nadto, by ułożyć sobie plan; jeśli opuścimy to miejsce, nie znajdziemy równie wygodnego...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Rozdział 5
Jim jedynie zamrugał oczami, ale Angie szybciej pojęła.
- Co masz na myśli, mówiąc, że nie będzie miał czasu? - zapytała wojowniczo, nachylając się ku sir Brianowi. - Niby czemu miałby nie mieć czasu? Co mu w tym przeszkodzi?
- Prawdę rzekłszy przybyłem, żeby właśnie o tym was powiadomić. Postanowiłem poczekać na Jima i powiedzieć wam to, gdy będziecie razem, ponieważ sprawa ta dotyczy was obojga.
Na twarzy rycerza nie było ani śladu uśmiechu, a jego zachowanie było całkiem poważne. Przez chwilę Angie milczała, wobec tego Jim zapytał wprost:
- Co nam chciałeś powiedzieć?
- No jakżeż to, w miejscowości zwanej Poitiers, we Francji, stoczono wielką bitwę - odpowiedział sir Brian - Nasze wojska stanęły pod Edwardem, najstarszym synem i następcą naszego króla Edwarda, przeciw królowi Jeanowi z Francji, całemu jego rycerstwu i piechocie. I chociaż serce mi się kraje na tę wieść, jak każdemu wiernemu Anglikowi, książę Edward został wzięty w niewolę przez tegoż Jeana.
Jim i Angie wymienili błyskawiczne spojrzenia, którymi zgodzili się, że oboje nie wiedzą, co na to odrzec. Lecz rycerz z pewnością oczekiwał od nich odpowiedzi. Spojrzeli na niego.
- Wstrząsające! - powiedziała Angie z nutą prawdziwego oburzenia w głosie.
- Jeszcze jak! - pośpiesznie dodał Jim.
- Można śmiało tak powiedzieć, a nawet jeszcze więcej - ponuro stwierdził sir Brian. - Cała Anglia się burzy. Nie ma szlachcica godnego tego miana, który nie szykowałby konia, zbroi i wojska, by odbić naszego księcia i dać temu dumnemu Francuzowi nauczkę!
- Ty także, Brianie? - spytała Angie.
- Na świętego Dustana, tak! - oświadczył dobitnie rycerz. Skierował na Jima palące spojrzenie swych błękitnych oczu.
- Rycerze tacy jak ty i ja, Jamesie, nie będą czekać, aż nasz suzeren, który, jak wszyscy wiemy, cokolwiek zaniedbuje sprawy państwowe, coś uczyni, ale już teraz zaczną szykować się na wyprawę.
Jim i Angie znów popatrzyli na siebie. Mówiąc o królu Brian miał na myśli, co Jim świetnie wiedział, to, że był on nałogowym alkoholikiem, zazwyczaj pogrążonym w pijackim otępieniu. Postawiony wobec konieczności podjęcia jakiejś decyzji, miesiącami mógł trząść się i unikać jej, odkładając to do dnia, w którym poczuje się stanowczy. Dnia, który - nie trzeba dodawać - nigdy dlań nie nadejdzie.
- Słyszałem już - kontynuował rycerz - że lord marszałek i kilku innych prawych panów z dworu zajmą się ogłoszeniem należytego zaciągu. Tymczasem, jeśli się da, trzeba uniknąć zwłoki. Jak najszybciej zbierzmy nasze siły i zaokrętujmy się w jednym z Pięciu Portów - pewnie w Hastings.
Większość powagi w głosie Briana znikła, zepchnięta w cień przez jasną i wyraźną nutę szczerego entuzjazmu. Jim czuł, jak zamiera mu serce. Ten jego bliski przyjaciel, J mimo swych wielu pozytywnych cech, zawsze okazywał radość, którą w tym świecie i czasach tacy jak on odczuwali, kiedy w perspektywie jawiła się jakakolwiek bitwa. Jak Jim powiedział kiedyś Angie - sir Brian i podobni jemu dosłownie woleliby walczyć, niż jeść.
- Jimie - zwróciła się do niego Angie - chyba nie musisz się w to mieszać.
- Angelo - rzekł rycerz - twoja niewieścia troska przynosi ci chlubę. Ale nie zapominaj, że James jest teraz związany obowiązkiem wobec króla, otrzymawszy ziemie Malencontri w lenno bezpośrednio od Jego Królewskiej Mości. Z racji jego feudalnych obowiązków nie pozostaje mu nic innego, jak tylko oddać siebie i choćby najmniejszą drużynę na wezwanie króla, na sto i dwadzieścia dni służby w czasie wojny.
- Tak, ale... - przerwała mu Angie, wciąż patrząc prosząco na Jima.
Jim nie bardzo wiedział, jak spojrzeć jej w oczy. Zdawał sobie sprawę, że Angie wie, iż wielu jest rycerzy, którzy znajdą taką czy inną wymówkę, by zostać w domu. Jednakże Brian, tak samo jak i większość innych rycerzy w tej szczególnej okolicy średniowiecznej, wiejskiej Anglii, nie należał do takich ludzi. A gdyby Jim został w domu, podczas gdy wszyscy jego sąsiedzi odpowiedzieliby na wezwanie, by ratować księcia, to on i Angie byliby potem na zawsze odizolowani i traktowani jako infamisi przez tych, którzy poszli, i ich rodziny.
- Będę musiał pójść - powiedział powoli Jim do Angie. Potem zwrócił się do rycerza.