— Jeszcze nie możemy rozmawiać...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Tak więc nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie ukształtowały się raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- dobiegł do jej wytężonego słuchu — cichy jak brzęczenie komara daleki dzwonek, za chwilę ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- par³ margraf — ale nie jeno przeto, jeno ¿e przez Odrê³acniej siê przeprawiæ, w górnym biegu...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- le jest potrzebny), niedostępnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- łącznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- wyreperował dach i ściany, wybił otwory i wstawił okna, żeby był przewiew — zmienił całe pomieszczenie tak, że wyglądało prawie jak mieszkanie...
- — Od dawna panowało przekonanie, że rzeka Nil wypływa z wielkich jezior leżących u stóp Gór Księżycowych[46]...
- mogła umknąć uwagi czatowników pilnujących granicy — i niepostrzeżenie prze- dostać się w głąb terenów Armektu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie wiem, jak się do was zwracać.
— Czy to jest ważne w rozmowie? — zainteresował się Mężczyzna.
— Ważne. Muszę znać wasze imiona. Ja jestem Myszka — oznajmiła.
Wąż znowu zachichotał, najwyraźniej zadowolony.
— Dlaczego nie mamy imion? — spytała z pretensją Kobieta, zwracając się nie wiadomo do kogo: do Mężczyzny? Do Węża? Do Niego?
— Myślę, że z imionami nie ma kłopotu — powiedziała Myszka. — Możecie sobie wybrać takie, jakie się wam podobają.
— Nie znam żadnych imion, więc skąd mam wiedzieć, które jest ładne? — obruszyła się Kobieta.
— Tak, nie znamy żadnych imion — przytaknął Mężczyzna.
— Ona je zna — podpowiedział usłużnie Wąż, wskazując łebkiem na Myszkę.
— Więc daj mi imię — poprosiła Kobieta.
— I mnie też — dołączył Mężczyzna.
Myszka nie wiedziała, jakie imiona dla nich wybrać. Odruchowo chciała powiedzieć “Barbie” i “Ken”, ale pomyślała, że to ich obrazi. W telewizorze słyszała różne dziwaczne imiona: Esmeralda, Emanuela, Andżelika, Patryk, lecz żadne jej się nie podobało. Naprawdę znała tylko dwa imiona.
— Ty będziesz Ewą, a on Adamem — oznajmiła.
— Co za pomyssssłowość! — zasyczał Wąż.
— Też mi się podobają — stwierdziła Kobieta, a Mężczyzna skinął głową twierdząco.
— Ewa — powiedział, patrząc na Kobietę tak, jakby wraz z imieniem na nowo ją odkrył.
— Adam — rzekła ona, a Myszka po raz pierwszy usłyszała w jej głosie nikły ślad czułości. “Być może uczucie musi mieć jakieś imiona”, pomyślała.
— Teraz gdy nadałaś im imiona, ssstworzyłaś ich po raz wtóry — ostrzegł Wąż. Dziewczynka spojrzała na mego niespokojnie, ale nic nie powiedziała. Nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć.
Nagle cały Ogród wstrzymał oddech i rozległ się jego potężny, huczący Głos:
— CZY TO JEST DOBRE…
Echo Jego wątpliwości ugodziło tym razem w dziewczynkę i zabolało. Czuła się winna, zwłaszcza że wciąż nic wiedziała, co powiedzieć.
Tymczasem Kobieta z Mężczyzną bawili się swoimi imionami.
— Adam… — powtarzała śpiewnie ona, wkładając w to coraz więcej różnych uczuć, jakby poznając nie znane sobie możliwości: imię jako pieszczota, obojętność, gniew, tęsknota, miłość, nienawiść. Imię jako dotyk. Imię jako cios. Imię jako narodziny. Imię jako śmierć. Myszka razem z Ewą poznawała różne możliwości imion i rosło w niej zdumienie. Była to całkiem nowa wiedza.
— Ewa — odpowiadał Mężczyzna, odkrywając, że samym brzmieniem głosu można wyrazić aż tyle znaczeń.
— Adam…
— Ewa…
— Wyssstarczy — powiedział nagle Wąż do Myszki. — Wtrąciłaś Mu się w ssstwarzanie, ale teraz już sssobie ulż. No, idź, idź, bo każda zmiana potrzebuje trochę sssamotności… Tylko wróć, póki trwa dzień siódmy, bo w ósssmym będzie za późno.
Popchnął ją leciutko i sama nie wiedziała, kiedy ani lak znalazła się na strychu. Mia obudził się z głębokiego Miu, otworzył ślepia i zamruczał.
— Mia — powiedziała Myszka grubym, bełkotliwym głosem i nagle zatęskniła do muzyki, jaką można wydobyć z siebie jednym krótkim słowem. Ale tu, na dole, ta sztuka była dla niej niedostępna. Gdyby umiała śpiewnie, z całą gamą uczuć powiedzieć “tatusiu” — tak jak Kobieta wymawiała imię Mężczyzny — tato na pewno by się zatrzymał choćby na chwilę. Stanąłby przy niej i spytał: “Słucham cię, Myszko…” I słuchałby naprawdę.
— Oć, oć, Mia — powiedziała, czując wszystkie ograniczenia swojego języka, swego ciała i umysłu.
I stał się kolejny wieczór dnia siódmego, dnia odpoczynku, w którym okazało się, że “Nic” może być bardziej kłopotliwe niż “Coś”.
Dzień siódmy: grzech
Gdy Ewa z Myszką weszły nazajutrz do ogrodu za domem — zastały tylko chwasty, perz i zwiędnięte, wysuszone strąki. Kwiaty znikły. Ich zapach rozwiał się w powietrzu, ustępując miejsca mdłej woni zgnilizny.
— To niemożliwe! Miałam omamy? — powiedziała zdumiona Ewa. — Byłam pewna, że wczoraj wieczorem był tu prawdziwy ogród…
“Bo był”, pomyślała Myszka. “On nam go dał. Ale do jego pielęgnacji potrzebna była miłość, a nie gniew”.
Ta myśl nie przebiegła jej przez głowę gładko i szybko, jak tata, gdy przemykał przez dom, ale mozolnie wspinała się po stromych i nierównych schodkach jej umysłu. Utykała w zaułkach, wpadała w czarne dziury, w których czas stał w miejscu, rozpryskiwała się jak mydlana bańka i dobrnęła do końca jako nie wypowiedziane domniemanie.
— Ooog byyyu… — powiedziała bełkotliwie. Ewa jednak ciągnęła dalej, zasłuchana bardziej w siebie niż w córkę:
— …albo to ja psuję wszystko, czego dotknę.
Wraz ze śmiercią ogrodu znowu ogarnęło ją beznadziejne uczucie zmęczenia i strach przed myśleniem w perspektywie dalszej niż następny dzień. W tajemniczy sposób ten prawdziwy, żywy ogród, który przetrwał tyle lat, wciąż piękniejąc, dawał nadzieję na to, że coś się odmieni. Zniknięcie ogrodu odebrało tę nadzieję.
“Niech się zmieni choćby na gorsze, byle w ogóle przyszła zmiana”, pomyślała z rozpaczą, ciągnąc Myszkę z powrotem w stronę domu.
Zamknęła furtkę i skręciła za mur. Nagle zauważyła, że przed ich bramą stoją dwie obce kobiety.
“Świadkowie Jehowy”, stwierdziła odruchowo, wiedząc, że wyznawcy tej religii chodzą po domach zawsze dwójkami i że najczęściej są to kobiety. Już niejeden raz mówiła im, przez zamknięte drzwi, by sobie poszły, lub słuchała w milczeniu cytatów z Biblii.
A teraz miała je przed sobą. Nieznajome stały pomiędzy nią a upragnionymi drzwiami. I patrzyły na Myszkę. Patrzyły tym najgorszym z możliwych spojrzeń: zachłannie ciekawym, łapczywie dociekliwym. Nie spuszczały z niej wzroku. Ewę ogarnął niepokój. Przypadkowi obserwatorzy na ogół uciekali spojrzeniem, zwłaszcza gdy popatrzyła na nich wrogo i agresywnie, lub udawali, że odmienność Myszki jest czymś, co ich w ogóle nie obchodzi.
— Proszę odejść, to prywatna posesja — powiedziała z determinacją.
— Ale my w tej sprawie — powiedziała starsza z kobiet, wykonując ręką nieokreślony ruch, tak jakby ogarniała nim nie tylko Ewę, ale i jej córkę.