Był to główny paleobiolog statku; wstał, czekając, aż wszyscy się uciszą...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- maczugi i siekiery z krzemienia; jedni rozpalali ogie pod ogromnymkotem, inni gotowali roen, a wszyscy krzyczeli: "Jezuita! Jezuita!pomcimy si i podjemy...
- - A to oznacza, że albo Snaplaunce należy do spisku, albo wszyscy wiedzą, że często pożycza swój prom ważnym gościom...
- bynajmniej jedynie o to, by wszyscy si bali, i bali si w ten sam sposb...
- — Wszyscy będziemy sobie potrzebni, i to już niedługo — odparł tonem prze- powiedni Amerykanin...
- Idąc wzdłuż rzędów tych prowizorycznych łóżek, Harry naliczył osiemnastu pacjentów, z których wielu było niezbyt starannie opatrzonych, a wszyscy...
- Wszyscy przypomnieli sobie starą przepowiednię: kiedy dzikie zwierzęta pić będą z rzeki, zapanuje niesprawiedliwość i szczęście opuści kraj...
- Takiego wszyscy bardzo zawsze lubili, bo choć sam nie podpowiadał, umiał jednak zrobić hałas, wywrócić się z ławką, pomagał na wszystkie sposoby...
- Uciszenie skoro do swojej pełni doszło, i gdy wszyscy się spokojnie na siedzeniach swoich znaleźli, Redaktor w sposób następujący do rzeźbiarza...
- 304 czego posłowie porozumieli się z dowódcami wojsk Cezara i wszyscy wspólnie wysłali do Lucjusza poselstwo z żądaniem, by spór swój z Cezarem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Nieprzypadkowo nie mówiliśmy w ogóle o tak zwanych „muszkach”. Każ-
dy, kto choć trochę orientuje się w biologii, wie, że żadne organizmy nie mogą żyć poza określonym biotopem, to jest jednostką nadrzędną, na którą składają się śro-dowisko i wszystkie w nim żyjące gatunki. Tak jak w całym poznanym Kosmosie.
Życie albo wytwarza olbrzymią rozmaitość form, albo nie powstaje wcale. Owady nie mogły powstać bez równoczesnego rozwoju roślin naziemnych, innych ustrojów symetrycznych, bezkręgowych i tak dalej. Nie będę wam wykładał ogólnej
teorii ewolucji, myślę, że wystarczy, jeżeli zapewnię was, że to niemożliwe. Nie ma tutaj żadnych trujących much ani innych członkonogich stawonogów, błonko-skrzydłowych czy pajęczaków. Nie ma też żadnych form z nimi spokrewnionych.
— Nie może pan być tak pewny swego! — zawołał Ballmin.
— Gdybyście byli moim uczniem, Ballmin, nie dostalibyście się na ten po-
kład, bo byście nie zdali u mnie egzaminu — powiedział niewzruszony paleobio-
log, i obecni mimo woli uśmiechnęli się. — Nie wiem, jak tam z planetologią, ale z biologii ewolucyjnej niedostatecznie!
42
— Już się z tego robi typowy spór fachowców. . . nie szkoda na to czasu. . . ?
szepnął ktoś do Rohana z tyłu.
Rohan odwrócił się i zobaczył szeroką, opaloną twarz Jarga, który mrugnął
doń porozumiewawczo.
— Więc to może nie są owady pochodzenia miejscowego upierał się przy
swoim Ballmin — może przywieziono je skądś.
— Skąd?
— Z planet Nowej. . .
Teraz wszyscy zaczęli mówić naraz. Trwało to dobrą chwilę, nim dało się
uspokoić zgromadzonych.
— Koledzy! powiedział Sarner. Wiem, skąd wziął swój pomysł Ballmin. Od
doktora Gralewa. . .
— Trudno, nie wypieram się autorstwa rzucił fizyk.
— Doskonale. Powiedzmy, że na luksus prawdopodobnie brzmiących hipo-
tez już nie możemy sobie pozwolić. Że potrzebujemy hipotez szalonych. Niech
będzie i tak. Panowie biolodzy! Powiedzmy, że jakiś statek z planety Nowej przywiózł tu tamtejsze owady. Czy mogły się zaadaptować do miejscowych warun-
ków?
— Jeśli hipoteza ma być szalona, to mogłyby — zgodził się ze swego miejsca
Lauda. Ale nawet szalona hipoteza musi tłumaczyć wszystko.
— To znaczy?
— To znaczy, że musi wyjaśnić, co pogryzło cały pancerz zewnętrzny „Kon-
dora”, i to do tego stopnia, że jak mi mówią inżynierowie, statek w ogóle nie będzie zdolny do lotu, dopóki nie zostanie poddany bardzo gruntownemu remon-towi. Czy sądzicie może, że jakieś owady przystosowały się do spożywania stopu molibdenowego? Jest to jedna z najtwardszych substancji w całym Kosmosie. In-
żynierze Petersen, co może wziąć ten pancerz?
— Kiedy jest dobrze zacementowany, właściwie nic — powiedział zastępca
głównego inżyniera. Można to trochę nawiercić diamentami, ale na to trzeba tony wierteł i tysiąca godzin czasu. Już raczej kwasami. Ale to są kwasy nieorganicz-ne, muszą działać w temperaturze co najmniej dwu tysięcy stopni i w obecności odpowiednich katalizatorów.
— A co, według pana, zgryzło pancerz „Kondora”?
— Nie mam pojęcia. Wyglądałby tak, gdyby siedział w kąpieli kwasowej
i w odpowiednim żarze. Ale jak to zostało zrobione — bez łuków plazmowych
i bez katalizatorów — tego nie umiem sobie wyobrazić.
— Macie wasze „muszki”, kolego Ballmin — powiedział Lauda i usiadł.
— Myślę, że nie ma sensu kontynuować dyskusji — odezwał się milczący
dotąd astrogator. — Może było na nią jeszcze za wcześnie. Nie pozostaje nam
nic innego, jak prowadzić badania. Podzielimy się na trzy grupy. Jedna zajmie się ruinami. Druga „Kondorem”, a trzecia dokona kilku wypadów w głąb pustyni
43
zachodniej. To jest maksimum naszych możliwości, bo nawet jeśli uruchomi się niektóre maszyny „Kondora”, nie mogę zdjąć z perymetru więcej aniżeli czterna-
ście energobotów, a w dalszym ciągu będzie obowiązywał trzeci stopień. . .
PIERWSZY