Wreszcie Valarowie zwołali naradę, zaniepokojeni wieściami, które Yavanna i Orome przynosili z Krain Zewnętrznych...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- przekazywaniu właściwym adresatom we właściwym czasie informacji, które zostaną zrozumiane zgodnie z intencją nadawcy;zdolności do właściwego odbioru...
- 304 Roz dzia³ 17: Pocz ta elek tro nicz na Cc:Jest to li sta ad resów e-ma il, na które zo sta nie wys³ana ko pia „do wia do mo œci”...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- Sd Najwyszy z kolei zauwaa, e prawo do odmowy zastosowania przepisw ustawy, ktre sdy uznaj za sprzeczne z konstytucj, wynika z trzech wyraonych w niej zasad: jej...
- Ustalenie zakresu pojcia zwykych potrzeb rodziny zaley od kryterium, ktre stanowi bdzie podstaw zdefiniowania tego pojcia...
- Program komputerowy jest sekwencją rozkazów, które muszą być wykonane w określonym porządku, zaś wynik działania rozkazu często zależy od wyniku...
- pozytywistycznych, które wszelkie warianty artyzmu traktują jako instrumenty krasomówcze, a wartość słowa poetyckiego pragną mierzyć wartością...
- Diagnozowanie problemw z niskopoziomowym ruchem IPPierwsza seria testw bada niskopoziomowe usugi, ktre s niezbdne do pracy Samby...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Yavanna zabrała głos mówiąc:
- O, potężni władcy Ardy! Przez krótką tylko chwilę oglądaliśmy wizję, Iluvatar wprędce jąrozwiał, może dlatego nie potrafimy przewidzieć dokładnie dnia ani godziny, gdy się ma to stać, ale - z pewnością ta godzina się przybliża i zanim wiek upłynie, nadzieje nasze się spełnią i obudzą się Dzieci Iluvatara. Czy dopuścimy, aby zastały kraj przeznaczony na ich mieszkanie spustoszony i owładnięty przez złe siły? Czy pozwolimy, żeby brodziły w ciemnościach, gdy my cieszymy się światłem? Aby za swego władcę uznały Melkora, podczas gdy Manwe zasiada na szczycie Taniquetilu?
- Nie! - krzyknął Tulkas. - Ruszajmy na wojnę bez zwłoki. Dość już długo
odpoczywaliśmy i skrzepiliśmy się znowu. Czy wiecznie mamy bezczynnie patrzeć, jak ten jeden nikczemnik sprzeciwia się naszym zamysłom?
Wtedy na skinienie Manwego przemówił Mandos:
- To prawda, Dzieci Iluvatara zbudzą się zapewne, nim ten wiek upłynie, ale jeszcze nie zaraz. Pamiętajmy, że Pierworodnym przeznaczone jest zjawić się wśród ciemności i że najpierw mają ujrzeć gwiazdy. Wielkie światła zajaśnieją dopiero u schyłku ich ery. Nie kogo innego, lecz Vardy wzywać będą zawsze w potrzebie.
Wówczas Varda opuściła Krąg Rady, aby z wysokości Taniquetilu spojrzeć na
Śródziemie okryte ciemnością pod nikłymi podległymi jej gwiazdami. I przystąpiła zaraz do wielkiej pracy, do największego ze wszystkich dzieł dokonanych przez Valarów, odkąd 28
zstąpili na Ardę. Zebrała srebrną rosę z olbrzymich mis stojących pod Telperionem i z niej ukształtowała nowe gwiazdy, błyszczące jaśniej niż stare, aby oświetlić kraj na przyjście Pierworodnych. Dlatego tę, która w głębinach czasu, gdy się kształtował świat, nosiła imię Tintalle, Rozniecająca Światła, elfowie nazwali później Elentari, Królową Gwiazd. Wtedy to Varda umieściła na firmamencie gwiazdy Karnil, Luinil, Nenar, Lumbar, Alkarinque i Elemmire, a wiele innych, starych gwiazd skupiła w gromady niby drogowskazy na niebie Ardy: Wilwarin, Telumendil, Soronume i Anarrima, a także Menelmakar w lśniącym pasie, znak wróżebny Ostatniej Bitwy, która się rozegra u kresu dni. Wysoko zaś na północy, jako wyzwanie Melkorowi, zawiesiła koronę z siedmiu potężnych gwiazd, Valakirkę, Sierp Valarów, znak przeznaczenia. Powiadają, że o tej samej godzinie, gdy Varda kończyła swoją pracę - a trwało to bardzo długo - i gdy po raz pierwszy Menelmakar wzeszedł na niebie, a Helluin błękitnymi ognikami zamigotał we mgle nad krawędzią świata, Dzieci Ziemi zbudziły się. Nad oświetlonym gwiazdami jeziorem Kuivienen, Wodą Przebudzenia, Pierworodni ocknęli się ze snu, w którym spoczywali z woli Iluvatara; czas jakiś w milczeniu stali na brzegu, a gdy otworzyli oczy, zobaczyli z całego świata najpierw gwiazdy na niebie. Odtąd zawsze je kochali, a Varde Elentari czcili ponad innych Valarów. Wśród przemian świata kontury mórz i lądów rozpadały się i na nowo kształtowały; rzeki nie utrzymały się w swoich pierwotnych łożyskach, góry ruszyły się ze swoich posad, toteż nikt już dzisiaj nie odnajdzie drogi do Kuivienen. Elfy jednak opowiadają, że jezioro to leżało we wschodniej części Sródziemia, na jego północnym pograniczu, i było właściwie zatoką Wewnętrznego Morza Helkar, rozlanego przed wiekami na miejscu, gdzie pierwotnie tkwiły korzenie góry podtrzymującej latarnię Illuinę, dopóki jej Melkor nie zburzył. Wiele strumieni spływało od wschodu z wyżyn do jeziora, więc pierwszym dźwiękiem, jaki usłyszały elfy, był szum by-strego nurtu i plusk wody na kamieniach.
Przez długi czas mieszkali w tej swojej pierwszej ojczyźnie, nad wodą i pod gwiazdami, a chodząc po ziemi podziwiali na niej wszystko; wkrótce też zaczęli tworzyć własny język i nadawali nazwę każdej rzeczy, którą zobaczyli. Siebie nazywali Quendi, to znaczy „mówiący głosami", bo nie spotkali jeszcze żadnego innego żywego stworzenia umiejącego mówić i śpiewać.
Pewnego razu zdarzyło się, że Orome jadąc na łowy do wschodnich krain skręcił nad morzem Helkar ku północy i pomknął przez cienie Orokarni, Gór Wschodu. Nagle
wierzchowiec jego, Nahar, zarżał głośno i zatrzymał się jak wryty. Orome, zaskoczony, siedział chwilę w milczeniu i wydało mu się, że w ciszy krainy pod gwiazdami słyszy daleki śpiew wielu głosów.
Tak oto, właściwie przypadkiem, Valarowie dowiedzieli się o przybyciu na Ardę tych, których od dawna wyczekiwali. Orome patrzył na elfy ze zdumieniem, jakby te istoty pojawiły się nagle, jakimś cudem, zupełnie niespodziewanie; jest to znamienna cecha Valarów, pochodzących spoza świata, że każdą rzecz i każde stworzenie pojawiające się w oznaczonym czasie na Ei witali jak coś nowego i niespodziewanego, chociaż wszystko zostało niegdyś zapowiedziane w Muzyce i z góry ukazane w Wizji.
Początkowo Pierworodni byli silniejsi i potężniejsi niż w późniejszych epokach, lecz nie piękniejsi; wprawdzie uroda Quendich za dni ich młodości przewyższała wszelkie piękno, jakie Iluvatar powołał do bytu, lecz czas jej nie zniszczył; życie na Zachodzie, troski i doświadczenia jeszcze ją wzbogaciły. Orome od razu pokochał Quendich i nadał im w ich własnej mowie imię Eldarów, czyli Gwiezdnego Ludu; później wszakże nazywano tak tylko te elfy, które poszły za Oromem na Zachód.
Jednakże wielu Pierworodnych zlękło się na widok tego obcego przybysza, a stało się to za sprawą Melkora. W późniejszych bowiem czasach mędrcy stwierdzili, że Melkor, zawsze czujny, wcześniej niż którykolwiek z Valarów wiedział o przebudzeniu się Quendich, wysyłał
więc cienie i złe duchy, aby ich szpiegowały i uprowadzały. W ciągu kilku lat 29