Zerknęła na Gwynna, który był cichy i nieruchomy jak kamień...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Krtko mwic, produkt narodowy brutto to wynik, ktry otrzymamy wyraajc w jednostkach pieninych ca rnorodno dbr i usug: korn-puterw, pomaracz, usug...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- da siy sprawiedliwoci, usprawiedliwiono si,iby sprawiedliwe i silne byy razem i aby bypokj, ktry jest najwyszym dobrem...
- Z mieczem Gawaina natarł na Gwydiona, który natychmiast upadł w poprzek łoża, wyjąc i strasznie krwawiąc z wielkiej rany na plecach; po chwili, gdy do przodu...
- Nałgała mu coś o jednym jedynym weekendzie w łóżku z narzeczonym, który poszedł do wojska i zginął, co potem okazało się szczerą prawdą, gdyż...
- zemsty wywrzeć, ogłosił między swymi dworzanami nagrodę temu, kto mu wskaże owego arbitra, który pierwszy po Ketlingowym wniosku zakrzyknął: „Zdrajca i...
- Ware, który mo¿e byæ pojedyncz¹ partycj¹ dyskow¹ podzielon¹ na wiele partycji lo- gicznych...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
W jego ojczyźnie, Anvall, jedyną porą roku była zima o różnych stopniach intensywności. Była to kraina biała jak księżyc i zimniejsza niż tysiąc grobów. Tak przynajmniej opisał ją ongiś sam Gwynn. Latem jej granice topniały niczym kryształki lodu na szczycie zbiornika wodnego, kiedy wstanie słońce, i spadały w czarną otchłań morza, zimą zaś głębina zwracała je lądowi. Raule zastanawiała się, czy Gwynnowi śni się czasem woda? Albo miasta, o których niekiedy opowiadał, twierdze zbudowane w połowie ze skały, a w połowie z lodu? Czy słyszał nocami zew owego niezwykłego, zimnego dachu świata, czy też jego sny wypełniały wizje przyjemności, jakie znajdzie w kwietnych miastach Icthiliki?
Kiedy się obudził, zapytała go o to. Odpowiedział ze śmiechem, że rzadko pamięta sny.
Nasunęła się jej myśl, że fakt, iż do tej pory o tym nie wiedziała, wiele mówi o ich znajomości. Rozmowa o snach była luksusem, na jaki żadne z nich w przeszłości nie mogło sobie pozwolić.
Wojna rewolucyjna zwabiła do Kraju Miedzi licznych cudzoziemców. Najemników, niegodziwców i oszustów, wędrowców poszukujących swojej szansy oraz różnego rodzaju awanturniczą hołotę, która napływała do armii buntowników. Gwynn był jednym z kilkudziesięciu obcokrajowców służących w kompanii, w której Raule była chirurgiem. Rewolucjoniści początkowo cieszyli się masowym poparciem, ale wojna się przeciągała, nastał głód i zrobiło się niebezpiecznie. Ludzie przenieśli swą sympatię na Armię Bohaterów, w nadziei że przywróci ona pokój i status quo. Rewolucjoniści nagle stali się niepożądani, a po zaprzestaniu działań wojennych za ich głowy wyznaczono nagrody. Żeby przetrwać, wiele kompanii musiało się zająć bandytyzmem, w tym również ta, w której służyła Raule. Gwynn stał się wówczas ich hersztem. Przez dwa szalone lata żyli jako piraci traktów w stosunkowo gęsto zaludnionej północnej części Kraju Miedzi. Napadali na banki i pociągi, by pokryć koszty rozrzutnego trybu życia, a jednocześnie walczyli też z armią, gdy tylko się na nią natknęli. Wola ludu w końcu jednak zwyciężyła. Przy pomocy generała Anfortha miasteczka sformowały oddziały milicji i od tej pory nagrodą za zbrodnię częściej bywał ołów niż złoto. Dawni towarzysze masowo przeradzali się w donosicieli bądź łowców nagród. Dumni, szaleni, a także ci, którzy po prostu nie potrafili sobie wyobrazić innego życia, skończyli w płytkich grobach, Gwynn jednak okazał się rozsądniejszy. Rozwiązał bandę, stwarzając wszystkim szansę ucieczki. To wydarzyło się ponad rok temu. Raule zdołała zniknąć skuteczniej, niż zamierzała.
Marzenie o rewolucji było ongiś dla niej czymś ważnym. Po zakończeniu wojny często zadawała sobie pytanie, dlaczego jej na tym zależy, z czasem jednak przestała. Wszelkie myśli o polityce, wielkich sprawach i historii stały się dla niej jak piasek przesypywany przez bardzo odległy wiatr.
Ich gospodarz wyszedł jakiś czas temu na dwór, niosąc kilka sideł. Gwynn przeniósł się na siedzenie dyliżansu i zaczął czyścić broń. Miał jej sporo: kilka rewolwerów, parę strzelb oraz piękny sztucer „Speer”, który z reguły wisiał u siodła w futerale z cielęcej skóry. Gwynn nucił pod nosem, usuwając z broni nawet najdrobniejsze zanieczyszczenia. Po jakimś czasie dziewczynka przyniosła im dwie miski zupy. Postawiła je na klepisku i umknęła pośpiesznie z izby. Raule znalazła w swojej zupie kawałek mięsa i poczuła znajomy smak koziny. Uważała, że posiłek był całkiem niezły, ale Gwynn zjadł tylko łyżkę i odsunął miskę, zadowalając się papierosem oraz kilkoma łykami pociągniętymi z pozbawionej etykiety butelki. Raule skończyła zupę i sięgnęła po miskę Gwynna.
- Mogę? - zapytała.
- Proszę bardzo.