Zanim zdążył to przemyśleć, odepchnęli go wybiegający zza drzwi strażnicy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- żelazne okucia drzwi, to, przypadłszy do gromady, stojącej w ponurem milczeniu, zaskowy- czała chrapliwie ostatkami sił i ostatkami...
- Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
- Nieraz musiała przystawać po drodze dla otarcia potu z zabrudzonej twarzy i nabrania tchu, zanim doszła do swojego mieszkania, położonego w najbrudniejszej i...
- Islena przyłapywała się na coraz większym poleganiu na żonie Baraka i nie potrwało długo, zanim obie, jedna ubrana na zielono, a druga odziana w...
- Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
- Przed trzema laty, w wieku trzydziestu trzech lat, zanim zupeÅ‚nie wypaÂliÅ‚em siÄ™ jako psycholog, uciekÅ‚em na wczeÅ›niejszÄ… emeryturÄ™...
- kaporą za twój najmniejszy paznokietek! Wysłuchawszy mnie dziewczyna wybuchnęła śmiechem łotrzycy, zatrzasnęła mi drzwi przed samym nosem,...
- Tylko jedn¹ powa¿n¹ obiekcjê mo¿na wysun¹æ przeciwko tej teorii i sam j¹ wysunê, zanim uczyni to ktoœ inny...
- wytłumaczyć przywódczyni Daali, co tam naprawdę zaszło, i muszę to zrobić szybko, zanim sama wyciągnie pochopne wnioski...
- innymi nie otworzono już drzwi tego dnia, bo pani była zdrożona, a przy tym musiała się za-jąć panem Nowowiejskim...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ku jego zdumieniu tuż za nimi pojawił się sam generał. Wyszedł na słońce - teraz Valder zauważył, że jest późny ranek, nie był pewien jakiego dnia - i wszedł na rezerwową drabinę na blanki. Okazało się, że Valder stoi tuż pod nim, w pierwszym rzędzie tłumu. Spodziewał się raczej, jak pewnie wszyscy, że generał pojawi się w innym miejscu. Po kilku minutach hałas ucichł, gdy ludzie stopniowo dostrzegali przybycie dowódcy.
Wreszcie rozmowy umilkły; słychać było tylko posapywanie, przestępowanie z nogi na nogę, szelest ubrań. Gor zaczerpnął tchu i oznajmił potężnym donośnym głosem:
- Jestem Gor ze Skał, do tej pory najwyższy dowódca, marszałek polowy i generał dowodzący Zachodnimi Armiami Świętego Królestwa Starożytnego Ethsharu.
Valdera zdziwiła ta oficjalna prezentacja. Z pewnością wszyscy obecni wiedzieli kim jest Gor!
- Przyszedłem tu dzisiaj, aby powiedzieć wam o kilku sprawach. Świat, w jakim teraz żyjemy, nie jest tym, który znaliśmy kiedyś. Nadszedł czas, by ujawnić, że większość z was nie znała dawnego świata tak dobrze, jak mogło wam się wydawać. - Przerwał, aby nabrać tchu, a wśród tłumu przetoczył się cichy pomruk. Gor rozejrzał się, zawahał, a potem krzyknął: - Wojna skończona!
Jeśli zamierzał mówić coś dalej, nie dano mu takiej szansy. Fala radości wzniosła się jak burzowy wiatr. Uśmiechnął się więc tylko i spojrzał na morze twarzy i machających rąk. Rękawem otarł pot z czoła, a później złożył ręce na piersi, czekając, aż ucichnie gwar.
Ale gwar nie cichł, tymczasem Gor mruknął pozornie do siebie, ale tak głośno, że Valder zdołał usłyszeć:
- O bogowie, zawsze chciałem dożyć chwili, kiedy to powiem. Wreszcie po minucie wiwaty trochę ucichły, a Gor uniósł ręce, prosząc o spokój. Usatysfakcjonowany, podjął mowę:
- Większość z was słyszała zapewne, że nasz pradawny wróg, Pomocne Imperium, pchnęło na wschodnie rubieże naszego kraju demony z samego piekła. To prawda. Z przykrością muszę powiedzieć, że początkowo atak się powiódł. Jeśli ktoś z was miał rodzinę lub przyjaciół na wschód od południowych Gor, to obawiam się, że zginęli. Częściowe raporty, jakie zdołali dostarczyć magowie, sugerują, że całe wschodnie ziemie, od granic Imperium aż po południową krawędź świata, są teraz płonącą pustynią. Generał Terrek nie żyje, a jego armie są rozbite.
Przerwał, by ludzie uświadomili sobie treść słów. Pełne zdumienia pomruki rozległy się na chwilę i ucichły, wcześniejsza euforia opadła. Valder był przekonany, że wielu ludzi zastanawia się teraz, czy wojna skończyła się zwycięstwem, czy porażką. Ze swej strony był pewien, wnioskując z twarzy Gora i z faktu, że Forteca wciąż stała nieuszkodzona, że w najgorszym razie doprowadzono do zawieszenia broni.
Gor mówił dalej:
- Fakt, że podli wrogowie uciekli się do pomocy demonów, mimo straszliwej ceny, jakiej ta pomoc zawsze wymaga, dowodzi, że nasze domysły były słuszne. Ich sytuacja stała się rozpaczliwa i nie mogli wygrać za pomocą żadnych innych środków.
Znów przerwał na chwilę.
- Wielu z was mogło też usłyszeć o boskiej interwencji. Z przyjemnością muszę stwierdzić, że ta historia też jest prawdziwa! Sami bogowie w swej chwale wsparli swój wybrany lud! Teurgowie powiedzieli mi, że pradawny pakt zakazywał bogom i demonom bezpośredniego uczestniczenia w ludzkich sprawach. I gdy ten pakt został złamany przez północerzy i ich demonicznych nauczycieli, bogowie mogli wymierzyć boską karę za wieki niesprawiedliwości i zła. Potwierdziliśmy tę boską interwencje wszelkimi środkami, jakie mamy do dyspozycji: proroctwami, jasnowidzeniem, oneiromancją. Zweryfikowaliśmy wszelkimi sposobami, jakie przyszły nam do głowy. Nie ma żadnej wątpliwości co do skutków, choć pewnie nigdy nie poznamy szczegółów. Jedynie mieszkańcy Północnego Imperium byli świadkami końcowej rozprawy, a od wczorajszego dnia Północne Imperium nie istnieje!
Urwał, czekając na nieuniknione okrzyki radości. Kiedy tłum ucichł, Gor podjął przemowę.
- Bogowie w jeden dzień osiągnęli to, czego my nie zdołaliśmy przez wszystkie wieki wojny. Czarne Miasto, stolica Imperium, zostało starte z powierzchni świata, jakby w ogóle nie istniało, a pozostałe miasta północy leżą w gruzach, albo gorzej. Armia Imperium została rozbita i rozproszona. Demony zmuszono do powrotu do Podziemi. Dokonawszy tego, bogowie także powrócili w Niebiosa, przysięgając, że nigdy więcej nie będą w tak bezpośredni sposób uczestniczyć w ludzkich sprawach. Przejścia do świata, zarówno z Niebios, jak i Podziemi, zostały na wieczność zapieczętowane. Nie będzie już proroków, nie będzie shatra ani demonów krążących po nocy, boskich posłańców ani nieprzewidzianych cudów. Pomódlmy się wszyscy z wdzięcznością do istot, które odrzuciły swe zasady niestosowania przemocy, by bronić nas przed złem!
Te słowa wywołały okrzyki radości, a potem gwar. Kiedy Gor uznał, że większość obecnych patrzy na niego wyczekująco, przemówił znowu:
- Obawiam się, że mam też kilka nieprzyjemnych wieści. Tłum otrzeźwiał nagle. Zapadła pełna niepokoju cisza.