Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zale¿noœci wystêpuj¹ce miêdzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- – PrÄ™dko skoczym? – Jeszcze czas! – odrzekÅ‚ pan MichaÅ‚...
- A kto¿kolwiek siê komu o pewny d³ug zapisa³, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiadaæ siê podda³ dobrowolnie, b¹dŸ przed œmierci¹, abo iu¿ y po œmierci...
- Mimo to w żyÅ‚ach elfa pÅ‚ynęła adrenalina wywoÅ‚ana Å‚owami – górskim szlakiem poniżej uciekaÅ‚ tuzin orków – a jeszcze bardziej...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Widziałem to coś! - krzyknął. - Zastanawiałem się nawet, co to jest!
Nie powiedziawszy ani słowa więcej, odwrócił się i wybiegł z sali. Zaskoczony Caldwell odsunął się od Davida, który jednym susem znalazł się przy stole i osłoniętymi przez rękawice dłońmi sięgnął po cylinder, po czym zawinął go kolejno w trzy ołowiane fartuchy. Następnie wykorzystał także fartuchy niesione przez Angelę, a w końcu i te, które pozostawili na korytarzu. Starał się nałożyć na cylinder tyle warstw ołowiu, ile tylko było możliwe.
Podczas gdy David opakowywał śmiercionośny przedmiot, Angela uruchomiła licznik Geigera.
- Nie wierzę panu - stwierdził Traynor, przerywając pełne grozy milczenie, jakie zapadło po słowach Wilsona. Powiedział to jednak bez przekonania - nagłe opuszczenie sali przez Cantora wytrąciło go z równowagi.
- Nie czas teraz na dyskusje - odrzekł David. - Będzie lepiej dla wszystkich, jeśli natychmiast stąd wyjdziecie - dodał. - Przez dłuższy czas byliście narażeni na działanie silnej dawki promieniowania, radziłbym wam więc skonsultować się z lekarzem.
Traynor i pozostali członkowie zarządu wymienili nerwowe spojrzenia. Paniczny lęk szybko jednak wziął górę nad niedowierzaniem i najpierw jedna osoba, a potem także reszta zarządu, włączając w to Traynora, pośpiesznie wybiegła z sali konferencyjnej.
David dokończył owijanie cylindra fartuchami i sięgnął po licznik Geigera. Ku swemu przerażeniu zobaczył, że nadal wykazuje on obecność silnego promieniowania radioaktywnego.
- Wynośmy się stąd - powiedział do Angeli. - Zrobiliśmy już wszystko, co było w naszej mocy.
Pozostawili owinięty w fartuchy cylinder na stole i opuścili salę konferencyjną, starannie zamykając za sobą drzwi. David raz jeszcze uruchomił licznik Geigera - tak jak się tego spodziewał, promieniowanie zdecydowanie się zmniejszyło.
- Nikomu nie stanie się żadna krzywda, pod warunkiem że wszyscy będą się trzymać z dala od sali konferencyjnej - powiedział.
Szli w stronę głównego holu, kiedy nagle David zatrzymał się niespodziewanie i odwrócił ku żonie.
- Czy sądzisz, że Nikki może poczekać na nas jeszcze parę minut?
- Przed telewizorem mogłaby czekać nawet tydzień - odparła Angela. - Dlaczego?
- Wydaje mi się, że wiem, w jaki sposób Van Slyke napromieniowywał pacjentów - stwierdził lekarz, prowadząc żonę ku salom, w których leżeli chorzy.
Pół godziny później wrócili po Nikki i wszyscy troje wsiedli do chevroleta. Podjechali pod dom Van Slyke’a, by David mógł przesiąść się do ich volvo.
- Czy sądzisz, że ten człowiek może - być jeszcze dzisiaj niebezpieczny? - zapytał David, wskazując gestem dom swego niedawnego prześladowcy.
- Nie - odparła Angela.
- Mnie też się tak wydaje. Poza tym ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest ponowne przekroczenie progu tego budynku. Jedźmy do moich rodziców. Jestem śmiertelnie zmęczony - dodał, wysiadając z chevroleta. - Będę jechał za tobą.
- Zadzwoń do swojej matki - poleciła Angela. - Jestem pewna, że umiera z niepokoju.
David wsiadł do wozu i uruchomił silnik. Popatrzył na stojącą obok furgonetkę Calhouna i smutno potrząsnął głową.
Gdy tylko wjechali na główną drogę, sięgnął po słuchawkę telefonu komórkowego. Zanim jednak zadzwonił do matki, wystukał numer policji stanowej. Usłyszawszy w słuchawce głos dyżurnego oficera, wyjaśnił, że pragnie złożyć zeznania w sprawie morderstwa oraz śmiertelnego napromieniowywania chorych w Bartlet Community Hospital.
Epilog
Cztery miesiące później
Skręcając przed skromny budynek przy Glenwood Avenue w Leonii, w New Jersey, David wiedział, że jest spóźniony. Pośpiesznie wysiadł z samochodu i niemal biegiem ruszył ku frontowym schodom.
- Czy wiesz, która jest godzina? - zapytała Angela, wchodząc za mężem do sypialni. - Miałeś być w domu o pierwszej, a dochodzi już druga. Skoro ja potrafiłam wrócić na czas, ty też mogłeś się nie spóźnić.
- Przepraszam - powiedział David, zmieniając szybko ubranie. - Miałem pacjenta, któremu musiałem poświęcić nieco więcej czasu. Teraz przynajmniej wizyty moich chorych mogą trwać tak długo, jak uznam to za stosowne - westchnął.
- To bardzo dobrze - odparła Angela - ale akurat dziś jesteśmy umówieni i nie powinniśmy się spóźnić.