Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, ¿e (z tym¿e trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni¹, lecz w celu ochrony praw zagro¿onych przez inne instytucje spo³eczne: Jednym z najtrudniejszych aspektów spo³ecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Poszedł trochę wystraszony.
Gor ze Skał, czarnowłosy i czarnobrody, był średniego wzrostu i krępej budowy, o szerokich ramionach i biodrach. Ubrany w zwykłą brązową tunikę i zielony kilt ethsharyjskiej armii, stał w rozkroku, jakby utrzymywał równowagę. Insygnia rangi zwisały z łańcucha na jego szyi.
- Valder, tak? - zapytał.
- Tak jest, sir - odparł Valder.
- Od tej chwili będziesz otrzymywał rozkazy ode mnie i nikogo więcej: nie od kapitana Dumery'ego, Keldera, Azrada, Anarana czy Terreka. Zrozumiano? Jeśli będziesz potrzebny, poślę po ciebie. Ale dokąd masz iść i co zrobić, kiedy opuścisz Fortecę, dowiesz się ode mnie i od nikogo innego. Nie chcę cię marnować na takie bałaganiarskie sprawy, jak ta ostatnia, którą wymyślił Dumery. Poradziłeś sobie dobrze, sprowadziłeś z powrotem Cardela, a bogowie wiedzą, że potrzebny jest nam każdy mag. Ale przede wszystkim w ogóle nie powinniście tam trafić. Zmarnowałeś siedem ciosów ze stu!
- Tak jest, sir - odparł Valder ze spokojną rezygnacją.
- Dobrze. Posiłki i żołd dostajesz na czas?
- Tak jest, sir.
- W porządku. Wreszcie dochodzimy do czegoś w tej wojnie i potrzebna jest nam każda pomoc, nawet mieczem, na który rzucił klątwę jakiś obłąkany, do dziś nieodnaleziony pustelnik. Może ci się nie podobać to, co robisz, i wcale bym się nie zdziwił. To niezbyt chwalebne: zakradać się nocą i zabijać ludzi niepokonanym magicznym mieczem. W pewnym sensie to bardziej rzeź niż wojaczka. Ale pamiętaj, że robisz coś użytecznego, co może okazać się kluczowe dla wyniku tej wojny.
- Tak jest, sir.
Podziwiał Gora, że odgadł jego wątpliwości i próbował je rozwiać. Nie zgadzał się z nim - jego obiekcje były raczej emocjonalnej niż racjonalnej natury, nie miały nic wspólnego z chwałą czy jej brakiem. A jednak generał przynajmniej próbował pomóc pogodzić się z rolą i poświęcił mu więcej uwagi, niż Valder się spodziewał.
- A więc powodzenia. Poślę kogoś, kiedy będziesz mi potrzebny.
Valder skinął głową, skłonił się i odszedł.
Generał Gor trochę go oszołomił, przekazując mu w ciągu trzech minut wszystko co ważne i załączając krótkie przemówienie dodające odwagi. Kiedy jednak Valder się zastanowił, uznał, że skrytobójstwo nie przypomina właściwie pracy rzeźnika, raczej włamywacza - tyle że zamiast klejnotów kradnie się życie.
Przy możliwościach i zwyczajach Wirikidora to rzeczywiście przypominało kradzież. Minęło dziesięć dni, zanim Gor posłał po niego i wyznaczył mu kolejne zadanie. Zaplanowano je dokładnie i przebiegło bez kłopotów. To, jak miał odkryć Valder, było typowe w pracy dla Gora. Generał nie planował skrytobójstwa osobiście, lecz przeglądał plany i poprawiał je albo odrzucał, gdy były niedopracowane czy niepełne.
Od tej chwili tylko w rzadkich i bardzo trudnych misjach Wirikidor opuszczał pochwę więcej niż raz. Same misje trafiały się rzadziej, ale wydawały się ważniejsze. Valder usunął ministra transportu Imperium, różnych generałów, nawet księcia, a także kilka nieznanych sobie celów. Zlecenie przychodziło średnio raz na trzy tygodnie.
Pomiędzy misjami mógł do woli zwiedzać Fortecę. Wolne od służby chwile spędzał z Tandellinem przy winie i grach. Lecz przez większość czasu leżał w łóżku z kobietami lub samotnie, wpatrując się smętnie w sufit.
Zima nadeszła i minęła, a Valder, choć coraz bardziej niechętnie, wciąż wykonywał swoje obowiązki. Liczba ofiar rosła. Po pewnej złożonej misji, która wymagała usunięcia trzech powiązanych celów, co do których miał przypuszczenia, że są rodziną arystokratów z północy, z przerażeniem odkrył, że nie jest już pewien, ile ofiar ma na koncie.
Od czasu do czasu któryś z jego przelotnych związków rozwijał się w coś poważniejszego. Pierwszą była dziewczyna imieniem Hinda, która została w jego pokoju ponad miesiąc, nim znalazła, sobie weselszego towarzysza. Po niej nastała kobieta, która przedstawiała się jako Alir; Valder podejrzewał, że nie jest to prawdziwe imię, choć jedynym powodem tych podejrzeń była jej niezwykle romantyczna natura. Alir była chyba przekonana, że kiedy tylko Valder opuszcza Fortecę, robi coś wspaniałego i podniecającego. Odeszła w końcu, kiedy nawet w łóżku nie chciał powiedzieć, czym się zajmuje w służbie u generała Gora.
Oprócz kochanek zyskał także przyjaciół obu płci, choć żadne z nich nie było mu szczególnie bliskie. Polubił Sarai Zielonooką, wesołą, mniej więcej osiemnastoletnią dziewczynę; cieszył się, gdy Tandellin zapraszał ją na ich wspólne wieczory. Od czasu do czasu spotykał Keldera i odkrył, że od kiedy mały mężczyzna nie wskazuje mu już, kogo ma zabijać, jest miłym towarzyszem. Nie lubił kapitana Dumery'ego, który chyba niezbyt dobrze przyjął usunięcie Valdera spod jego władzy. W tej niechęci wspierało go kilku ludzi z oddziału Tandellina, niewielu jednak zgadzało się z oceną Keldera, którego ogólnie uważano za durnia.
Nadeszło lato roku 4997 i czternastego dnia Latożaru Valder doszedł do osiemdziesięciu ofiar, z dokładnością do jednej.