Islena przyłapywała się na coraz większym poleganiu na żonie Baraka i nie potrwało długo, zanim obie, jedna ubrana na zielono, a druga odziana w...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
- Przepis ten ma na wzgldzie umow, w ktrej jedna strona nazywana w literaturze przyrzekajcym lub gwarantem przyrzeka drugiej stronie nazywanej w doktrynie...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- Nieraz musiała przystawać po drodze dla otarcia potu z zabrudzonej twarzy i nabrania tchu, zanim doszła do swojego mieszkania, położonego w najbrudniejszej i...
- Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
- Przed trzema laty, w wieku trzydziestu trzech lat, zanim zupełnie wypaliłem się jako psycholog, uciekłem na wcześniejszą emeryturę...
- Aż do wiosny tego roku schemat wyglądał następująco: coraz pospieszniejsze stosunki, po których następowała krótka drzemka (nawiasem mówiąc, ulubiony...
- - Niedobitki Shaido wycofują się na północ - oznajmiła ponuro Amys - a coraz ich więcej przekracza Mur Smoka, jednak Rand al'Thor najwyraźniej o nich...
- wytłumaczyć przywódczyni Daali, co tam naprawdę zaszło, i muszę to zrobić szybko, zanim sama wyciągnie pochopne wnioski...
- 72 Taka mowa obejmuje wikszy zakres dwikw; w mowie potocznej wykorzystuje si rednio 4-5 dwikw...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Właśnie wtedy, gdy Islena traciła głowę, lodowate spojrzenie Merel tłumiło najmniejsze ślady objawiającego się od czasu do czasu — zazwyczaj gdy trochę zbyt hojnie rozdano piwo — braku szacunku. Ostatecznie to Merel była tą, która podejmowała bieżące decyzje kierujące królestwem. Gdy Islena zasiadała na tronie, u boku niezdecydowanej królowej stała Merel. Blond warkocze owinięte wokół głowy tworzyły jak gdyby jej wła-sną koronę. Grymasami twarzy sterowała królową. Słaby uśmiech znaczył „tak”; zmarszczenie brwi — „nie”; ledwo dostrzegalne wzruszenie ramion — „może”.
Całkiem nieźle to działało.
Jednak był ktoś, kogo nie zastraszyło lodowate spojrzenie Merel. Grodeg, wyniosły Najwyższy Kapłan Belara, nieubłaganie wymógł prywatną audiencję u kró-
lowej, i skoro Merel wyszła z sali rady, Islena była zgubiona.
Pomimo wezwań Anhega do powszechnej mobilizacji członkowie kultu
Niedźwiedzia jeszcze nie wyruszyli, aby wziąć udział w kampanii. Wszystkie ich obietnice późniejszego przyłączenia się do floty brzmiały szczerze, lecz z upływem czasu ich wymówki i zwlekanie stawało się coraz bardziej oczywiste. Islena wiedziała, że za tym wszystkim stał Grodeg. Niemal każdy mężczyzna zdolny do służby wojskowej wyruszył z flotą, która właśnie teraz wiosłowała w górę rozległej rzeki Aldur, aby w centralnej Algarii dołączyć do Anhega. Gwardia pałacowa w Val Alorn została zredukowana do osiwiałych starców i młodzieńców, których policzki dopiero co pokrywał meszek. Jedynie wyznawcy kultu Niedźwiedzia pozostali, a Grodeg korzystał z tego bez ograniczeń.
Był wystarczająco uprzejmy, kłaniał się królowej, gdy sytuacja tego wymaga-
ła, i nigdy nie wspominał jej minionych związków z kultem, lecz jego propozycje pomocy stawały się coraz bardziej natarczywe; a gdy Islena wahała się nad jego propozycjami dotyczącymi tej czy innej sprawy, bez oporów nadawał im moc, jak gdyby jej niezdecydowanie miało wyrażać zgodę. Islena stopniowo traciła władzę, a Grodeg, ze stojącą za nim zbrojną siłą kultu, nabierał znaczenia. Coraz więcej wyznawców roiło się w pałacu wydając rozkazy, wałęsając się po sali tronowej i otwarcie śmiejąc się szyderczo, gdy obserwowali próby rządzenia Isleny.
— Isleno, będziesz musiała coś zrobić — stanowczo powiedziała Merel, gdy
pewnego wieczora zostały same w prywatnym apartamencie królowej. Wielkimi
krokami krążyła po pokoju wyłożonym dywanami. W blasku świec jej włosy de-
likatnie połyskiwały jak złoto, lecz nic delikatnego nie było w wyrazie jej twarzy.
88
— Co mogę zrobić? — bezradnie powiedziała Islena załamując ręce. — Nigdy jawnie nie okazuje braku szacunku, a jego decyzje zawsze wydają się w najlepszym interesie Chereku.
— Potrzebujesz pomocy, Isleno — oznajmiła Merel.
— Do kogo mogę się zwrócić? — Królowa Chereku omal nie zalała się łzami.
Lady Merel wygładziła przód swojej zielonej aksamitnej sukni.
— Sądzę, że nadszedł czas, byś napisała do Porenn — oświadczyła.
— Cóż mogłabym napisać? — błagalnie spytała Islena.
Merel wskazała na stojący w kącie mały stolik, na którym w oczekiwaniu leżał
pergamin i atrament.
— Usiądź — poleciła — i pisz to, co ci podyktuję.
*
*
*
Hrabia Brador, tolnedrański ambasador, stawał się stanowczo nieznośny, uzna-
ła królowa Layla. Pulchniutka mała królowa zdecydowanie kroczyła ku sali,
w której zwyczajowo udzielała audiencji, i gdzie z teczką pełną dokumentów
oczekiwał ambasador.
Gdy z lekko przekrzywioną koroną, stukając obcasami po wypolerowanych
dębowych podłogach przechodziła korytarzami, dworzanie kłaniali się, jednak ona dziś ignorowała ich. Nie była to pora na uprzejme krótkie pogawędki czy też jałowe ploteczki. Z Tolnedranami należało się liczyć, a ona już zbyt długo zwlekała.
Ambasador miał oliwkową cerę, zakola i haczykowaty nos. Nosił brązową
opończę ze złotymi obszywkami, które wskazywały na jego pokrewieństwo z Bo-
runami. Dość niedbale rozpierał się na dużym wyściełanym krześle stojącym obok okna słonecznego pokoju, w którym spotykał się z królową Layla. Gdy weszła, wstał i z wyborną gracją pokłonił się.
— Wasza wysokość — zamruczał grzecznie.
— Mój drogi hrabio Bradorze — wylewnie przywitała go królowa Layla,
przybierając najbardziej bezradny i roztargniony wyraz twarzy — bardzo proszę, usiądź. Jestem przekonana, że do tej pory poznaliśmy się już wystarczająco dobrze, by pominąć te wszystkie nudne formalności. — Zapadła w krześle i zaczęła wachlować się jedną ręką. — Robi się upalnie, prawda?
— W Sendarii lata są piękne, wasza wysokość — odparł hrabia, na powrót
sadowiąc się wygodnie. — Zastanawiam się. . . Czy miałaś okazję przemyśleć te propozycje, które złożyłem w trakcie naszego ostatniego spotkania?
Królowa Layla tępo patrzyła na niego.
— O które propozycje ci chodzi, hrabio Bradorze? — Zachichotała bezrad-
nie. — Wybacz mi, proszę, ale mój umysł zdaje się ostatnimi dniami całkowicie 89
mnie zawodzić. Mam tyle drobnych spraw na głowie. Jestem ciekawa, jak mój mąż daje sobie z tym wszystkim radę.
— Omawialiśmy zarządzanie portem w Camaar, wasza wysokość — łagodnie
przypomniał hrabia.
— Omawialiśmy? — Królowa posłała mu obojętne spojrzenie całkowite-