Przed trzema laty, w wieku trzydziestu trzech lat, zanim zupełnie wypaliłem się jako psycholog, uciekłem na wcześniejszą emeryturę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zalenoci wystpujce midzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- A ktokolwiek si komu o pewny dug zapisa, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiada si podda dobrowolnie, bd przed mierci, abo iu y po mierci...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- naszych ewolucyjnych uprzedzeń mamy skłonność do myślenia o początku wszechświata jak o pewnej szczególnej chwili, przed którą wszechświat nie...
- W lipcu 1941 roku jako czBonek Episkopatu Polski witaB chlebem i sol oficerw niemieckich wojsk okupacyjnych, haDbic rd arystokratw polskich i Episkopat
- By moe, i tu wanie odkryjemy jeszcze dziedzin naszego wynalazku, dziedzin, w ktrej zdoby si moemy jeszcze na oryginalno, naprzykad [!] jako parodyci...
- - Ale Thrawn jest inny? diousa nie obejmował zlikwidowania wszystkich świadków, aby nic nigdy nie przed- - Thrawn to dorosła wersja - odparła...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zamierzałem się byczyć i żyć z procentów, ale życie emeryta okazało się o wiele bardziej ekscytujące - i okrutne - niż mogłem się spodziewać. Rok później wypełzłem z mojej jaskini i zacząłem pracować na pół etatu - prowadziłem zlecone przez sąd oceny psychologiczne w sprawach o ustanowienie opieki nad dzieckiem i krótkoterminowe konsultacje. Teraz, chociaż wciąż nie byłem gotów poświęcić się długotrwałym przypadkom terapeutycznym, zwiększyłem liczbę konsultacji do poziomu, przy którym znów zaczynałem się czuć jak człowiek pracujący.
Siedziałem przy biurku do pierwszej, skończyłem dwa raporty dla sędziów, a potem pojechałem do Brentwood, żeby je przepisać, skserować
i wysłać. Zatrzymałem się w knajpce przy San Vicente na kanapkę i piwo; czekając na nie, zadzwoniłem z automatu do Canyon Oaks. Spytałem telefonistkę, czy znaleziono już Jameya Cadmusa, a ona przełączyła mnie do przełożonej dziennej zmiany, która z kolei przełączyła mnie do Mainwa-ringa. Jego sekretarka powiedziała, że doktor jest na konferencji i będzie uchwytny dopiero późnym popołudniem. Zostawiłem numer swojej poczty głosowej i poprosiłem, żeby do mnie oddzwonił.
Dostałem stolik przy oknie. Patrzyłem, jak biegacze w tęczowych dresach truchtają po trawiastym pasie zieleni, i skubałem lunch. Nie dokończyłem go, zapłaciłem i pojechałem z powrotem do domu.
Poszedłem do biblioteki i otworzyłem jedną z szafek pod półką z książkami. W środku stało kilka kartonów z aktami byłych pacjentów. Chwilę trwało, zanim znalazłem papiery Jameya - opuszczałem swój gabinet w pośpiechu i nie wszystko było ułożone alfabetycznie - ale już wkrótce miałem je w rękach.
Zapadłem się w starą, skórzaną kanapę i zacząłem czytać. Przewracałem kolejne strony, a z labiryntu informacji zaczęła wyłaniać się przeszłość. Wkrótce niewyraźne wspomnienia nabrały kształtu, napływając hałaśliwie niczym poltergeisty.
Poznałem Jameya, kiedy pracowałem jako konsultant przy badaniach nad wyjątkowo utalentowanymi dziećmi, prowadzonych na Uniwersytecie Stanu Kalifornia. Kobieta, która odpowiadała za ten grant, miała uraz na punkcie stereotypu geniusz-szaleniec i chciała go obalić. Projekt polegał na intensywnej akademickiej stymulacji młodych obiektów badań - zadania na uniwersyteckim poziomie dla dziesięciolatków, nastolatki robiące doktoraty - i chociaż krytycy zarzucali, że takie superprzyspieszenie jest zbyt stresujące dla delikatnych umysłów, Sarita Flowers była przekonana, że jest wręcz przeciwnie: to nuda i przeciętność były prawdziwymi zagrożeniami dla samopoczucia dzieci. („Trzeba karmić mózg, żeby był zdrowy, Alex”). Pewna, że wyniki badań potwierdzą jej hipotezę, poprosiła mnie, żebym czuwał nad umysłowym zdrowiem cudownych dzieci. Oznaczało to głównie pracę w grupach dyskusyjnych i od czasu do czasu sesję doradczą.
W przypadku Jameya zamieniło się to w coś więcej.
Przejrzałem swoje notatki z pierwszej sesji i przypomniałem sobie, jaki byłem zaskoczony, kiedy pojawił się w moim gabinecie, chcąc porozmawiać. Ze wszystkich dzieci biorących udział w projekcie on wydawał się najmniej otwarty; na dyskusjach grupowych siedział z nieobecnym wyrazem bladej,
okrągłej twarzy; nigdy nie mówił nic od siebie, odpowiadał na pytania wzruszeniami ramion i dwuznacznymi mruknięciami. Czasami jego dystans przeradzał się w ucieczkę między stronice poezji, podczas gdy pozostali z ożywieniem rozmawiali. Zastanawiałem się teraz, czy te aspołeczne skłonności nie były znakiem ostrzegawczym tego, co miało nadejść.
To był piątek - dzień, który spędzałem w campusie. Sprawdzałem testy w swoim tymczasowym gabinecie, kiedy usłyszałem pukanie, ciche i niepewne.
Zanim doszedłem do drzwi, on wycofał się na korytarz, a teraz stał rozpłaszczony na ścianie, jakby chciał się w nią wcisnąć. Miał prawie trzynaście lat, ale krucha budowa i dziecięca twarz sprawiały, że wyglądał na dziesięć. Był ubrany w pasiastą, niebiesko-czerwoną koszulkę do rugby i brudne dżinsy i ściskał plecak tak wypchany książkami, że aż rozłaził się w szwach. Miał długie, czarne włosy z grzywką przyciętą prosto jak pod linijkę nad czołem. Mały książę. Jego oczy miały kolor niebieskoszary - jagody pływające w mleku - i były za duże w porównaniu z twarzą, miękką, okrągłą i niepasującą do chudego ciała.
Przestąpił z nogi na nogę, wbijając wzrok w adidasy.
- Jeśli nie ma pan czasu, to trudno - powiedział.
- Mam mnóstwo czasu, Jamey. Wejdź.
Przygryzł górną wargę, wszedł i zesztywniał, kiedy zamknąłem drzwi.
Uśmiechnąłem się i powiedziałem, żeby usiadł. Gabinet był mały, a wybór niewielki. Obok biurka stała zakurzona, wygryziona przez mole zielona kanapa z czasów chyba samego Freuda, a przed nią poobijane krzesło na metalowej ramie. Jamey wybrał kanapę; położył plecak obok siebie i przytulił go, jakby byli kochankami. Ja usiadłem na krześle, odwracając je tyłem do przodu.
- Co mogę dla ciebie zrobić, Jamey?
Rozbieganym spojrzeniem omiótł cały gabinet, w końcu skoncentrował się na tabelach i wykresach zawalających biurko.
- Analiza danych?
- Zgadza się.
- Coś interesującego?
- Na razie tylko liczby. Minie trochę czasu, zanim zaczną się z nich wyłaniać jakieś prawidłowości, o ile takie są.
- Trochę to redukcjonistyczne podejście, nie uważa pan? - spytał.
- W jakim sensie?
Szarpnął szelkę plecaka.
- Wie pan, bez przerwy nas testujecie, redukujecie do liczb i udajecie,
że liczby powiedzą wam prawdę.