Nieraz musiała przystawać po drodze dla otarcia potu z zabrudzonej twarzy i nabrania tchu, zanim doszła do swojego mieszkania, położonego w najbrudniejszej i...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Po prawej, najbliżej ściany hangaru, stały bok w bok nowiutkie Gromy i Błyskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- W pewien sposób cieszyła się, że Egwene oraz jej przyjaciółek tu nie ma, cieszyła się, że nie może widzieć ich twarzy, a na nich, być może, piętna...
- Toteż gdy po długiej żegludze wylądowali wreszcie w przystaniach pelopone-skich, padali na twarze i obejmując ramionami starą ziemię wołali ze łzami jak...
- Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
- Kosmonauci informowali:- Zdumiewa twardy sen mieszkańców miasta, nie reagują zupełnie na światła lamp, przy pomocy których odnajdujemy drogę w labiryncie...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- którym nabarziey iasnowidzący nic by nie dopatrzył ani nie pochwycił nie znaiąc iego żeny, taką miał w sobie przystoyność, wdzięczną postawę y...
- najmocniejszymi wiatami, wyapywa bezbdnie wszystkie te znaki, ktre muludzie wskazywali, i przystawa jak gdyby na pami, ani bliej, ani dalej...
- Operacje wejścia-wyjścia Zmienne typu int, double i char są zmiennymi arytmetycznymi, przystosowanymi odpowiednio do przechowywania...
- Islena przyłapywała się na coraz większym poleganiu na żonie Baraka i nie potrwało długo, zanim obie, jedna ubrana na zielono, a druga odziana w...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Oddychając z wielkim trudem i stąpając ciężko po skrzypiących, brudnych schodach, żebraczka weszła aż na czwarte piętro, klnąc, gdy naraz potknęła się o jakąś postać, leżącą przy progu.
- Przestań kląć, babko! - zawołała młoda kobieta, podnosząc się z ziemi. - Nie mogę zasnąć w tę upalną noc. Wyjdę chyba na ulicę zaczerpnąć powietrza.
- Trzymaj język w gębie, Nancy! - szorstko odparła stara kobieta. - Zapal łojówkę i poświeć mi; zobaczę, co się da zrobić z tą małą.
Nancy potarła zapałkę i wyszukawszy ogarek świecy, podeszła do tapczanu, na którym Molly złożyła swój ciężar.
Żółty, chwiejny płomień padł na śmiertelnie bladą twarz Małgosi, na złociste, rozsypane w nieładzie włosy i czerwoną pręgę w poprzek czoła.
- Miłosierny Boże! - krzyknęła Nancy, padając na kolana. - Jakże podobna do mego Jima, nawet ranę ma w tym samym miejscu. Jaki znów piekielny zamiar zaświtał w twojej głowie, babko?
Słowa te wymówiła płaczliwym, ale prawie dzikim głosem, szarpiąc kościste ramię starej kobiety.
- Uspokój się - odparła Molly, patrząc oczyma nabiegłymi krwią w rozjątrzoną twarz Nancy. - Mam na względzie tylko dobro dziecka. Uległa wypadkowi, więc przyniosłam do ciebie, abyś ją pielęgnowała.
- Uległa wypadkowi, powiadasz? - podejrzliwie odezwała się młoda kobieta. - Dziwny to musiał być wypadek, który doprowadził dziecko do podobnego stanu.
- Przysięgam, że tym razem mówię prawdę. Może rana nie jest śmiertelna? Obejrzyj ją.
Nancy tymczasem zaczerpnęła wody z wyszczerbionego dzbanka i starą szmatą delikatnie zwilżała skrwawione czoło Małgosi. Twarz młodej kobiety przybrała łagodniejszy wyraz i coś, niby łza, zabłysło w jej oku.
- Zdaje mi się, że oddycha, choć rana jest głęboka, a długa jak mój palec - rzekła, podnosząc się z miejsca. - Podtrzymaj jej głowę, a ja pobiegnę po lód.
Małgosia wydała cichy, bolesny jęk i otworzyła zamglone oczy, ale natychmiast je zamknęła. Nancy wydostała parę pensów z blaszanego pudełka i poleciwszy surowo starej, aby nie spuszczała dziecka z oczu, szybko zbiegła ze schodów.
Molly tymczasem skorzystała z jej nieobecności, aby ukryć złoty łańcuszek w słomie siennika. Rozebrała małą z pięknych sukienek i zostawiwszy w cienkiej, obszytej koronkami koszulce, położyła ją na łóżku.
Następnie rozsznurowała eleganckie buciki, oceniła ich wartość jednym rzutem oka i wrzuciwszy do brudnego fartucha, cichaczem zeszła na dół. Gdy Nancy powróciła po kwadransie, niosąc lód w słoiku, towarzyszył jej dziwnie wyglądający mężczyzna.
Pan Boddy, jak go nazywano, spadł bardzo nisko z poprzednio zajmowanej w świecie pozycji. Wśród ubogiej ludności tej dzielnicy zjednał sobie pewien szacunek jako doktor (gdy był trzeźwy). Miał czterdzieści pięć lat, wyglądał jednak na dużo starszego. Nikt nie wiedział, z czego się utrzymywał, lecz nigdy nie był wmieszany w żadną złodziejską sprawę. Przypuszczano tylko, że przechowuje u siebie skradzione rzeczy i korzystając ze znajomości w wyższych sferach, zbywa je w korzystny sposób.
- Oto ta mała - rzekła Nancy, podnosząc Małgosię na rękach - jest to córeczka mojej nieboszczki siostry. Spadła ze schodów i potłukła się ciężko. Przelękłam się okropnie, zobaczywszy ją w tym stanie i zaraz pobiegłam do pana.
To mówiąc, Nancy obcięła jedwabiste, złote pukle włosów, pokryte skrzepłą krwią i niespokojnie spojrzała na pana Boddy'ego.
- Brzydka rana - odezwał się lekarz głosem, który, choć ochrypły od nadużycia trunków, zachował brzmienie, zdradzające ślady dawnego wytwornego wychowania. - Mogła się zabić na miejscu.
Ku wielkiemu zdziwieniu Nancy, wyjął z kieszeni małą szkatułkę z instrumentami chirurgicznymi i począł się nimi posługiwać z wielką wprawą.
- Nie dziwiłbym się, gdyby mała popadła w ciężką chorobę - rzekł, przypatrując się jej uważnie. - I nie ręczę, że się z niej wygrzebie. Rana jest głęboka, ale kości nie są uszkodzone i prawdopodobnie utrata krwi mocno ją osłabiła. Okładaj ją lodem, a jutro przyjdź do mnie. Jeżeli nie będę miał napadu delirium, to przepiszę lekarstwo dla niej.
- Czyżby pan nie mógł powstrzymać się od picia? - spytała Nancy. - Szkoda marnować takie zdolności lekarskie.
Cień przemknął po twarzy mężczyzny, przystanął, jakby wspominał coś bolesnego.
- Przestań - rzekł szorstko - nie pytam ciebie o nic i tobie też nic do mnie.
- Przepraszam pana - lękliwie tłumaczyła się Nancy.
- Mniejsza o to - wrócił do dobrodusznego tonu. - Więc to dziecko twojej siostry. Ładną ma na sobie bieliznę. Czy twoja siostra jest zamożna?
Nancy zarumieniła się i zamilkła.
- Nie daj tylko starej dobrać się do tych rzeczy - poradził lekarz. - Tyś dobra kobieta, Nancy. Oto drobnostka na lód - wsunął jej do ręki srebrną monetę.