Mimo to w żyÅ‚ach elfa pÅ‚ynęła adrenalina wywoÅ‚ana Å‚owami – górskim szlakiem poniżej uciekaÅ‚ tuzin orków – a jeszcze bardziej...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
- było dosyć, bo oprócz dwojga głównie zainteresowanych trzeba było jeszcze mieć wzgląd na zdanie rodziców i na to, co świat powie...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- — A czy byÅ‚o jeszcze co jeść na rzece? — zapytaÅ‚ szakal...
- aby jednak spe³ni³y one swoj¹ profilaktyczn¹ rolê, powinny byæ podane dziecku jeszcze w okresie bezobjawowym, czyli na 2-3 tygodnie przed sezonem pylenia...
- pomóc mojemu znajomemu? Mo¿e, nie daj Bo¿e, jeszcze mu zaszkodzê?Ufam, ¿e pewn¹ pomoc¹ i zachêt¹ dla Czytelnika bêd¹ nastêpuj¹cestwierdzenia:* Wcale nie...
- Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Po tym, jak wspólnie przegnali orcze plemiÄ™ z powrotem do Grzbietu Åšwiata, drow znów odszedÅ‚, a Tarathiel i Innovindil nie widzieli go przez kilka dni. Później Tarathiel, polujÄ…c samotnie, ujrzaÅ‚ Drizzta wÄ™drujÄ…cego szlakiem w stronÄ™ jaskini, w której wraz z Innovindil stworzyli swojÄ… nowÄ… bazÄ™. Drow pomachaÅ‚ mu. Nie byÅ‚o to oczywiÅ›cie zbyt pocieszajÄ…ce, lecz Tarathiel zauważyÅ‚ kilka optymistycznych znaków. Drizzt niósÅ‚ heÅ‚m swojego przyjaciela – elf zauważyÅ‚ róg wystajÄ…cy z plecaka drowa – i, co jeszcze ważniejsze, niósÅ‚ też buty.
Czyjego opór przed namowami dwójki elfów zaczynał się załamywać?
Tarathiel miał zamiar powrócić do Innovindil i, jak miał nadzieję, Drizzta, z wieściami o kolejnym zwycięstwie, tym razem pomniejszym. Tego dnia przed powrotem do domu chciał upolować przynajmniej cztery orki. Na razie udało mu się z dwoma, a ponieważ tuzin celów gramolił się poniżej, spełnienie pragnienia wydawało mu się całkiem prawdopodobne.
Elf wygodniej usiadł w siodle i opuścił łuk, lecz orki dotarły właśnie do jaru i znikły mu z pola widzenia. Tarathiel przeleciał nisko nad wąwozem i ujrzał, że orki nadal biegną. Zatoczył krąg i wzniósł się nad skałami, gotując się do strzału.
Wystrzelił, lecz nie trafił, gdyż wąwóz, a wraz z nim i jego cel, gwałtownie skręcał w prawo. Elf znów musiał zatoczyć krąg, by nie oddalić się zbytnio od grupy.
Wkrótce znów ujrzał swój cel i tym razem trafił, zabijając trzeciego orka. I znów musiał zatoczyć szeroki krąg. Przy okazji Tarathiel spojrzał na zachód i uświadomił sobie, że nie ma zbyt wiele czasu.
Znów opadł nad uciekające orki. Wąwóz opadał wzdłuż zbocza góry i zwężał się gwałtownie między dwoma skalnymi występami. Tarathiel powiedział sobie, że dopadnie ich, gdy będą wychodzić z wąwozu i wybierze sobie tego, który skieruje się w stronę najbliższą jego jaskini.
Uśmiechając się szeroko na myśl o ostatnim orku, Tarathiel skierował Jutrzenkę przez szczelinę.
W tej samej chwili wyrosły przed nim dwie krzyżujące się tyczki, podnoszące się do pionu, każda w swoją stronę. Dopiero kiedy Jutrzenka zanurkowała w prawo, elf zorientował się, że do tyczek przymocowana była sieć.
Pegaz zarżał zaskoczony, a Tarathiel ściągnął wodze, aż wierzchowiec złożył skrzydła. Spróbowali ruszyć do przodu, gdyż tyczki skrzyżowały się ponownie tuż za nimi, oplatając ich dokładnie. Sieć pociągnęła ich ku ziemi.
Tarathiel przesunął się i wślizgnął pod Jutrzenkę w chwili, kiedy wylądowali, wykorzystując wolą przestrzeń pod pegazem, by wyciągnąć miecz i rozciąć sieć. Przeciąwszy kilka sznurków, elf wydostał się na zewnątrz. Rozejrzał się, spodziewając się szybko nadchodzących wrogów.
Wciągnął powietrze widząc, że tyczki z siecią trzymane były nie przez orki, lecz dwóch lodowych gigantów.
Nie podchodzili jednak, więc Tarathiel zabrał się szybko za sieć, rozpaczliwie usiłując oswobodzić Jutrzenkę.
Przestał, gdy wokół zabłysły pochodnie. Zorientował się, że pułapka została zatrzaśnięta.
Elf odszedł powoli od szarpiącego się pegaza. Chodził wolno wokół Jutrzenki, trzymając miecz przed sobą i spoglądając na otaczający go krąg paskudnych orków. Zastawili na niego pułapkę, a on w nią wpadł. Nie miał pojęcia, jak zdoła z tego wydostać siebie i Jutrzenkę. Zerknął na pegaza i spostrzegł, że zwierzę wyplątało się już nieco... lecz nie wystarczająco szybko. Elf musiałby przeciąć jeszcze kilka linek. Odwrócił się zatem.
A właściwie, to zaczął się odwracać.
Zza szeregu orków wyszła postać tak ogromna i emanująca taką potęgą, iż elf po prostu nie mógł się od niej odwrócić. Wielki ork, odziany w szmelcowaną, nabijaną kolcami zbroję oraz w biały hełm w kształcie czaszki z wydłużonymi otworami na oczy i lśniącymi kłami. Tarathiel dostrzegł rzeźbioną rękojeść wielkiego miecza, wystającego zza jego prawego ramienia.
– Obould! – zaczęły zawodzić orki. – Obould! Obould! Obould!
Było to imię znane każdej żywej istocie zamieszkującej Srebrne Marchie. Imię orczego króla, który rzucił na kolana potężną cytadelę krasnoludów.
Tarathiel chciał odwrócić się do Jutrzenki i sieci. Wiedział, że musi to zrobić, lecz nie był w stanie. Nie mógł odwrócić oczu od króla Oboulda Wielu Strzał.