- Za dużo widzisz, Lariszka...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- winna powiedzieć o tym doktorowi Bartonowi? Timothy chyba bierze za dużo tych pigułek na sen...
- tulił do piersi, ale podnieść się nie mógł, pewnie za dużo zjadł dzisiaj...
- „Przyswoiłem sobie dużo wiącej wiedzy, ucząc młodszych od siebie...
- — Słuchaj — zwrócił się Szeryf do swego przybocznego — czy wśród tych dziesięciu widzisz Robin Hooda?— Niestety nie, wasza wielmożność — odparł...
- NaÅ‚ykaÅ‚eÅ› siÄ™ za dużo tego dymu — pomyÅ›laÅ‚...
- - Tyle sprz¹tania?- Bo oni maj¹ du¿o dzieci...
- - Jak widzisz, jest sposób obejścia tej klątwy...
- - No widzisz? - powiedzia³em...
- Od samego początku nasza praktyka ruszyła ostro z kopyta, mieliśmy dostatecznie dużo pracy, by jako młodzi lekarze poczuć się zadowoleni, ale i na tyle dużo,...
- — Tak, ale sÄ…dzÄ™, że z nami byÅ‚o inaczej...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zachichotała, rozbawiona tym zdrobnieniem, jednym z wielu, jakich lubią używać Rosjanie. Zaraz potem weszli na salę balową i nie było już czasu na prywatne rozmowy. Ozdobiona lampionami i tropikalnymi kwiatami sala cieszyła się sławą największej w północnych Indiach. Zebrało się tu wyjątkowo eleganckie towarzystwo, kobiety wystrojone w barwne wieczorowe suknie i mężczyźni w galowych mundurach, wszyscy z pułków stacjonujących wokół Cambay.
Honorowych gości natychmiast otoczył wianuszek ludzi. Ustawiła się nawet do nich nieformalna kolejka, wszyscy bowiem chcieli przywitać Iana i poznać jego żonę. Dla Laury był to jeden wielki chaos twarzy i nazwisk, z którego wyłuskała tylko Blanche Baskin w sukni tak mocno wyciętej, że nawet w Indiach jej noszenie groziło zapaleniem płuc. Pułkownikowa zbyła niedbałym gestem podziękowania za wypożyczenie Premuli i odpłynęła w dal w asyście trzech panów.
Przez cały czas Dawid stał u boku Laury i podpowiadał jej, co powinna wiedzieć o ludziach, którzy do niej podchodzą. Gdy wreszcie tłum się przerzedził, spytał:
- Czy chce pani zatańczyć? Walc po takim zamieszaniu będzie prawdziwym odpoczynkiem.
Laura przyjęła zaproszenie szwagra z niekłamaną przyjemnością.
- Mam nadzieję, że potem będę miała okazję zatańczyć również z Ianem. Proszę sobie wyobrazić, że jeszcze nigdy razem nie tańczyliśmy.
- To jest minus krótkich zalotów. Jestem jednak przekonany, że dzisiaj będzie okazja, by zrekompensować pani tę stratę.
Laura tańczyła poprawnie, ale Dawid okazał się prawdziwym mistrzem. Gdy wirowali na parkiecie, powiedział:
- Chcę pani podziękować, Lauro.
- Za co? - zdziwiła się.
- Za poślubienie Iana. Gdy wrócił tu po wyjściu z więzienia, był bliski załamania. Bałem się o niego. - Dawid zerknął w drugi koniec sali, gdzie jego starszy brat stał pośrodku sporej grupy osób. - Teraz wydaje się zupełnie innym człowiekiem. Ma jeszcze przed sobą trochę pracy, żeby całkiem wydobrzeć, ale na pewno nic mu już nie grozi. Podejrzewam, że duża w tym pani zasługa.
- Może mam w tym swój drobny udział - zgodziła się Laura. - Ale Ian również bardzo mi pomógł. Poznaliśmy się zaraz po śmierci mojego ojczyma i potrzebowałam ramienia, na którym mogłabym się oprzeć.
Dawid uśmiechnął się.
- Czy nie na tym polega istota małżeństwa? Dwoje ludzi troszczy się o siebie i wzajemnie się wspomaga?
- Tego jeszcze nie wiem - wyznała. - Jestem jego żoną zaledwie dwa tygodnie. Kiedy będę miała bardziej wyrobiony pogląd, dam panu znać.
Dawid roześmiał się i wykonał z Laurą ostatni efektowny obrót, bo muzyka ucichła. Laura znowu poczuła, że podoba się szwagrowi. To uczucie było zresztą wzajemne. Najważniejsze jednak, że Dawid bez wahania zaakceptował ją jako członka rodziny. Jeśli pozostali Cameronowie byli choćby w połowie tak życzliwi, to nie miała i powodów do obaw.
Po skończonym walcu Dawid powiedział:
- Widzę, że przynajmniej sześciu mężczyzn idzie do nas błagać panią o taniec. Kobiety są tu zawsze w mniejszości, zwłaszcza atrakcyjne, więc jeśli tylko pani sobie życzy, wytańczy pani dzisiaj dziury w podeszwach pantofelków.
Zerknęła na niego i parsknęła śmiechem.
- Wobec tego proszę przedstawić mnie najpierw tym partnerom, którzy raczej nie będą mi deptać po palcach.
Dawid spełnił jej życzenie. Idąc na parkiet z kapitanem kawalerii, Laura wiedziała już na pewno, że przeczucia jej nie omyliły. Zabawa będzie wspaniała. Miała nadzieję, że Ian bawi się nie gorzej niż ona.
po kilkunastu tańcach Laura poszła odpocząć do garderoby dla pań. W tej luksusowej sali znajdowało się olbrzymie lustro, które zdradziło, że jej włosy żyją własnym życiem i z kunsztownie upiętej fryzury niewiele zostało, a suknia jest jeszcze bardziej śmiała, niż zdawało jej się przed wyjściem z domu. Było już za późno, by jakoś zmniejszyć dekolt, ale przynajmniej trochę poprawiła włosy, po czym zwilżyła sobie twarz gąbką. Osuszywszy policzki ręcznikiem skropionym lawendą, usiadła na wiklinowej kanapce i zaczęła się wachlować. W pustej garderobie mogła nacieszyć się chwilą spokoju.
Zaraz jednak drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wsunęła się drobna blondynka. Była prześliczna, miała lśniące, złociste włosy i delikatne rysy porcelanowej lalki, doskonale odpowiadające obowiązującemu kanonowi urody.
Nieznajoma przystanęła i położyła dłoń na oparciu krzesła. Czubki jej palców wbiły się w rattanową plecionkę.
- Jestem żoną Geralda Phelpsa - powiedziała niepewnie. - Wiem, że nie zostałyśmy sobie przedstawione, lady Falkirk, ale muszę z panią porozmawiać.
Laura zwróciła uwagę, że jej rozmówczyni jest brzemienna, a jeśli sądzić po bladości twarzy, niewiele brakowało jej do omdlenia.
- Czy pani źle się czuje? - spytała zatroskana. - Może kogoś wezwać?