tulił do piersi, ale podnieść się nie mógł, pewnie za dużo zjadł dzisiaj...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Trzecią córką regenta, z którą najtrudniej sobie radził, była panna de Valois; ojciec nie mógł się oprzeć podejrzeniu, że jest ona metresą diuka de...
- Śledzili oni również kilka czynników, z którymi ich nastrój mógł być skorelowany, na przykład ilość snu ostatniej nocy oraz pogodę...
- Dodatkowego egzaminu nie planowano, więc Harmon mógł zaspokoić ciekawość, przekonać się co do zdolności Keogha i jednocześnie uniknąć zamieszania...
- Zastanawiając się nad tym, czym mógł się zajmować Orgevald, gdy był jeszcze normalnym człowiekiem, Grey poszedł spać, odruchowo drapiąc świeże ukąszenia...
- Pozostał jednak w pozycji “pług" wzmacniając w ten sposób proprioceptywne doświadczenie aż do chwili, gdy nie mógł dłużej tak wytrzymać...
- Uświadomił sobie, że prawdopodobnie nie ma racji, nie widząc rywala w Borsku Fey'lyi, ale nie mógł się teraz rozpraszać...
- Ulegając prośbom Doriana, Tom i Mansur podtrzymali go, by mógł ucałować ostatni raz usta żony...
- dziedzinaThingola, a granic jego państwa nikt nie mógł przekroczyć wbrew woli Ukrytego Króla...
- - On przecież nie mógł być pewien, że ona wróci wcześniej - powiedziałam trochę niepewnie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Dobrze, siądę przed drzwiami i zajmę się robotą, dajcie mi tylko trochę osnowy. Wyjdę przed drzwi, bo mi tu
ciemno, a przy tym gdy przędę, lubię śpiewać i mówić, to by zaś mogło wam przeszkadzać
w poważnych rozmyślaniach.
„Nie wychodź przede drzwi, ale udaj się do sąsiedniej izby. Wpada tam pęk promie-
ni ze świata nadziemnego poprzez szczeliny skał. Siądź tam i przędź, jeśli potrafisz, oto
ogromna kupa²⁵⁸ starych urywków²⁵⁹, skręć je razem, ale strzeż się niedbalstwa, bo jeśli nitka się zerwie, to wszystkie urywki wstaną, zwiją się²⁶⁰ wkoło siebie i zaduszą”.
Stara roześmiała się złośliwie i poczęła prząść dalej. Bajka chwyciła naręcz osnowy²⁶¹,
przęślicę²⁶² i wrzeciono i pobiegła ze śpiewką na ustach do drugiej izby. Spojrzała w gó-
rę przez szczelinę skalną i dojrzała konstelację Feniksa na niebie. Uradowana szczęsnym
znakiem, poczęła wesoło prząść. Uchyliła nieco drzwi od izby i przędząc²⁶³ śpiewała: Wstawajcie jeno żywo
Zamierzchłych czasów dzieci!
Zabrałam wam przędziwo,
A słonko wnet zaświeci.
Splątałam wam osnowę
W jedyną, piękną nić,
Nastają czasy nowe…
W jedności trzeba żyć.
Wszechświata niezmiernego
Z nas każdy nikły atom,
A serce znów każdego
Mieszkaniem wszystkim światom.
Lecz jeszcze nie wyrzekła
Wyroku boska moc…
Zstępując na dno piekła,
Gdzie strach i grób, i noc.
Wrzeciono kręciło się z niesłychaną szybkością, palce wiły długą, cienką nić, a na
odgłos pieśni pojawiły się niezliczone światełka. Przez uchylone drzwi przeciskały się
one i rozbiegały się po ciemnej jaskini, gdzie pracowały wiedźmy. Stare przez ten cały
czas przędły w milczeniu i czekały na okrzyk rozpaczy duszonej Bajki. Jakże się jednak
przeraziły, gdy nagle poza ich plecami ukazał się straszliwej długości nos. Obejrzały się
i ujrzały, że jaskinię napełniły najokropniejsze postacie dokazujące co niemiara. Zerwały
się z ław, przytuliły do siebie wzajem i zaskowyczały przeraźliwie. Byłyby niezawodnie
skamieniały ze strachu, gdyby nie to, że właśnie do jaskini wszedł Pisarz, który miał przy sobie korzeń wilczej jagody. Światełka pouciekały w szczeliny skalne, a jaskinia rozbłysła ²⁵⁷ t re i try — Parki.
²⁵⁸ k
t ry
ry k
— lepiej: sterta resztek (starych kawałków) nici.
²⁵⁹ t re ry ki — nici życia.
²⁶⁰
i — dziś: zwiną się.
²⁶¹ n
— nić, nici (w oryginale niem.
den).
²⁶² r
i
— kądziel (w oryginale niem.
ken).
²⁶³ r
— dziś popr. forma: przędąc.
Henryk Ofterdingen
światłem, bo w zamęcie przewróciła się czarna lampa i zagasła. Stare poweselały, usłyszawszy kroki Pisarza, zawrzały natomiast wielką złością na Bajkę. Zawołały ją, pochrapały nad nią straszliwie i zakazały prząść. Pisarz uśmiechnął się ironicznie, bo był pewny, że
ma w swym ręku Bajkę i rzekł: „Dobrze, że tu jesteś i że można cię zaprząc do roboty.
Myślę, że bicia będzie dosyć²⁶⁴. Twój dobry duch cię tutaj przywiódł. Życzę ci długiego życia i wielu przyjemności”.
„Dziękuję ci za twe dobre chęci — odparła Bajka — widzę po twej powierzchowności,
że ci się teraz dobrze powodzi, brak ci już tylko klepsydry i kosy, a byłbyś całkiem podobny do brata tych oto szanownych kuzynek moich. Jeśli chcesz pierza gęsiego, to wydrzej²⁶⁵
im tylko z policzków parę garści miękkiego puchu”.
Pisarz miał minę, jakby się chciał rzucić na Bajkę. Uśmiechnęła się i rzekła:
„Jeśli ci miła twa bujna yzura i głębokie, myślące oczy, to strzeż się. Wspomnij na²⁶⁶
moje paznokcie. Nie masz tak wiele do stracenia”.
Odwrócił się od niej z tajoną złością ku wiedźmom, które sobie przecierały oczy
i omackiem szukały wrzecion²⁶⁷. Nie mogły ich znaleźć, bo lampa zagasła. Klęły Bajkę, co wlazło. „Każcie jej iść — rzekł Pisarz zjadliwie — niech wam nałapie tarantul dla przyrządzenia oleju do waszej lampy. Dla pocieszenia donoszę wam, że Eros bez wytchnienia
się uwija i nożycom waszym nie zbraknie roboty. Matka jego, która was niejednokrotnie
zmuszała prząść dłuższe niż zazwyczaj nici, jutro stanie się pastwą²⁶⁸ płomieni”.
Połaskotał się po gardle, by wywołać śmiech na widok Bajki²⁶⁹, której na tę wieść łzy trysły z oczu, dał kawałek korzenia wiedźmom i oddalił się, krzywiąc się brzydko. Siostry
groźnymi głosami nakazały Bajce iść szukać tarantul, chociaż miały w zapasie olej. Bajka
pobiegła szybko, udała, że otwiera bramę, trzasnęła nią i cicho przemknęła w głąb jaskini.
Znalazła tam drabinę opartą o ścianę. Szybko wbiegła po szczeblach i znalazła się przed
drzwiami prowadzącymi do mieszkania Arktura.
Król właśnie siedział w otoczeniu doradców, gdy Bajka się pojawiła. Na jego głowie
połyskiwała korona Północy. W lewej ręce trzymał lilię, w prawej wagę — u nóg jego
siedział lew i orzeł.
„Monarcho — rzekła Bajka, pochylając się przed królem — pokłon składam przed
twym potężnym tronem! Zranionemu sercu twemu niosę wieść pomyślną! Wnet powróci
Mądrość i wieczny zawita pokój. Spocznie wieczyście tęskniąca Miłość, a Serce zapanuje
w chwale. Niosą życie przeszłości zamierzchłej i kształt rzeczom przyszłym!”.
Król dotknął lilią jej jasnego czoła i rzekł:
„Niech się spełni, o co prosisz!”.
„Trzykroć prosić będę; gdy zjawię się po raz czwarty, Miłość będzie u bram. Teraz daj
mi lutnię²⁷⁰” .
„Eridanie²⁷¹, przynieś lutnię!” — zawołał król.
Z szumem spadł potok perlisty ze stropu, a Bajka wyjęła narzędzie muzyczne²⁷² z jego połyskliwych fal.
Uderzyła kilka proroczych akordów, a król kazał jej podać puchar. Skosztowała napoju
i podziękowawszy stokrotnie, pobiegła dalej.
Przecudnym jaskółczym kręgiem unęła nad niebo polarne²⁷³, przygrywając w locie.
Gdy poczęła stąpać po lodzie, rozbrzmiewał on pięknymi akordami. Skała smutku
na dźwięk ten pomyślała, że słyszy głosy swych powracających i szukających jej dzieci.
Odgrzmiała przeto tysiąckrotnym echem.
²⁶⁴ i i