— Tak, ale sądzę, że z nami było inaczej...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Tak więc nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie ukształtowały się raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- dobiegł do jej wytężonego słuchu — cichy jak brzęczenie komara daleki dzwonek, za chwilę ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- par³ margraf — ale nie jeno przeto, jeno ¿e przez Odrê³acniej siê przeprawiæ, w górnym biegu...
- le jest potrzebny), niedostępnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- łącznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- wyreperował dach i ściany, wybił otwory i wstawił okna, żeby był przewiew — zmienił całe pomieszczenie tak, że wyglądało prawie jak mieszkanie...
- — Od dawna panowało przekonanie, że rzeka Nil wypływa z wielkich jezior leżących u stóp Gór Księżycowych[46]...
- mogła umknąć uwagi czatowników pilnujących granicy — i niepostrzeżenie prze- dostać się w głąb terenów Armektu...
- 2 — Głodna kotka 33 - Świetnie się dogadujecie - stwierdził kiedyś, jeszcze w próbnym okresie Maryjkowego panowania...
- Jednak potężniejsza od atomowej bomba wodorowa była również tylko zapalnikiem — bomby plazmowej...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie chodzi o konflikt między homo a hete-
ro. W moich czasach kobiety też były bardziej agresywne seksualnie. Jednak ty urodzi-
łaś się... Ile? Dziewięćset lat później niż ja? Kiwnęła głową.
— Według waszego kalendarza to był chyba rok dwa tysiące osiemset osiemdziesią-
ty.
— Nie chcę odgrywać roli zazdrosnego męża — powiedziałem. — Wiem, że ty i Ma-
rygay wciąż się kochacie. To oczywiste dla każdego, kto potrafi patrzeć.
— A więc nie przejmujmy się tym. Brak Aldo w moim życiu na pewno nie popchnie
mnie w jej ramiona. Może w czyjeś inne. Jednak teraz jestem tak samo hetero jak ty, pa-
miętasz?
— Jasne. — Chociaż zastanawiałem się, jak skuteczne i trwałe są sposoby zastosowa-
ne przez Człowieka. Wierzyłem Cat, a mimo to zastanawiałem się. — Jeszcze herbaty?
— Nie, powinniśmy już iść. — Uśmiechnęła się. — Bo ludzie zaczną o nas plotko-
wać.
Na trzecim, powszechnie dostępnym poziomie, występowały zagrożenia, jakich nie
dostrzegało się w stanie nieważkości. Wykładzina w kawiarence była stara i zawijała się,
przez co ludzie niosący tace mogli potknąć się i upaść. Oczywiście, nie mieliśmy czym
jej zastąpić. Odchyliliśmy jeden róg i zdecydowaliśmy, że lepszy będzie goły metal: wy-
schnięty klej łatwo da się zerwać. Za kilka dni zbiorę do pracy ekipę roboczą.
Sprawdziliśmy większość przyrządów w siłowni: atlasy, ławeczki wioślarskie, narto-
rolki i rowery. Popatrzyliśmy na sznury, kółka oraz drążki i doszliśmy do wniosku, że je-
śli ktoś ma zrobić sobie na nich krzywdę, to niekoniecznie musimy to być my.
94
Na basenie było już sporo osób, w tym dziewięcioro dzieci. Na tym poziomie miesz-
kali tylko Lucio i Elena Monet, oboje wprawni pływacy. Ich mieszkanie mieściło się tuż
przy basenie. Jedno z nich zawsze było w pobliżu i w razie potrzeby w ciągu kilku se-
kund mogło przyjść tonącemu z pomocą.
Pierwszy i drugi poziom były mniejszymi kopiami czwartego: dziewięćdziesiąt pięć
procent powierzchni zajmowały uprawy otoczone kręgiem kabin. Jedynym większym
zbiornikiem była niecka z hodowlą ostryg, tak płytka, że można by w niej utonąć wy-
łącznie leżąc na brzuchu. (Nie chciałem uruchamiać tej hodowli, która dopiero po sze-
ściu miesiącach dawała wyniki, ale przegłosowali mnie ludzie potrafiący bez obrzydze-
nia patrzeć na ostrygę). W przeciwieństwie do czwartego poziomu, wszystkie kwatery
były tu jednokondygnacyjne, więc nikomu nie groził choćby upadek ze schodów.
Pomieszczenia poniżej pierwszego poziomu były najniebezpieczniejszą częścią stat-
ku, lecz nie znajdowały się pod pieczą inspektora BHP i jego wiernej zastępczyni. Sie-
dem ton antymaterii przelewało się tam w błyszczącej kuli, utrzymywanej w miejscu
przez pole siłowe. Gdyby coś uszkodziło generatory pola, wszyscy mielibyśmy najwyżej
nanosekundę, żeby przygotować się do nowego życia w postaci strumienia cząstek pro-
mieniowania gamma.
Cat zaproponowała, że zajmie się sprawą zerwania wykładziny, a ja pozwoliłem jej
na to, chociaż sam zamierzałem zebrać potrzebną do tego ekipę. Przez dziesięć miesięcy
znajdowałem się w centrum wydarzeń — spierając się, koordynując, decydując — a te-
raz stałem się zwyczajnym pasażerem. Mającym tytuł i jakieś zajęcie, ale nie będącym
już przywódcą. Musiałem przyzwyczaić się do roli biernego obserwatora.
15
Teoretycznie Marygay przez cały czas była na służbie, lecz w rzeczywistości pełni-
ła w sterowni tylko jedną ośmiogodzinną wachtę dziennie. Pozostałe dwie wzięli Jer-
rod i Puul.
Ich fizyczna obecność w sterowni wynikała bardziej z psychologicznej lub socjal-
nej, niż rzeczywistej potrzeby. Statek zawsze wiedział, gdzie w danej chwili przebywali,
a w razie konieczności mógł podjąć natychmiastową decyzję, nie konsultując się z ludź-
mi. I tak myśleli zbyt wolno, by przydali się do czegoś w nagłych wypadkach. Większość
pasażerów zdawała sobie z tego sprawę, jednak obecność ludzi w sterówce i tak podno-
siła ich na duchu.
Marygay lubiła przyglądać się konsoli, tej gęstwinie wskaźników, przycisków, tarcz
i tym podobnych rzeczy, rozmieszczonych na czterometrowej długości pulpicie z dwo-
ma bocznymi, dwumetrowymi. Z ćwiczeń na symulatorze Marygay wiedziała do czego
one wszystkie służą i jak działają, tak samo jak ja umiałem pilotować prom kosmiczny,
ale dobrze było wzbogacić tę teoretyczną wiedzę doświadczeniem i obserwacjami.
(Pewnego wieczoru zapytałem ją, ile według niej przełączników i wskaźników znaj-
duje się na tych ośmiu metrach pulpitu. Zamknęła oczy na prawie pięć minut, po czym
powiedziała: „Tysiąc dwieście trzydzieści osiem”).
Wybrała wachtę trwającą od czwartej rano do dwunastej w południe, a potem jedli-
śmy razem obiad. Przeważnie przygotowywaliśmy sobie coś w naszej kabinie, zamiast
schodzić do „zoo” — czyli do bufetu. Czasem mieliśmy towarzystwo. Na Middle Finger
we wtorki zawsze jedliśmy obiad z Charliem i Dianą, i nie widzieliśmy powodu, żeby
zmieniać ten zwyczaj.
Pod koniec drugiego tygodnia ugotowałem ziemniaki i zupę z porów — po raz
pierwszy, lecz nie ostatni. Jeszcze przez kilka miesięcy będziemy musieli zadowalać się
warzywami, które Teresa i jej zespół zdołali wyhodować w stanie nieważkości. Tak więc
na razie nie było mowy o sałacie czy pomidorach.
96
Charlie przyszedł pierwszy i usiedliśmy do naszej nie kończącej się partii szachów.
Zdążyliśmy wykonać po jednym ruchu, zanim przyszła Marygay razem z Dianą. Mary-
gay spojrzała na szachownicę.
— Powinniście czasem zetrzeć z niej kurz.
Pocałowałem Dianę w policzek.
— Jak tam praktyka?
— Boże, lepiej nie pytaj. Przez większą część poranka oglądałam odbyt jednego
z twoich ulubieńców.
— Eloya?
Wiedziałem, że ma jakiś problem. Pogroziła mi palcem.
— Tylko do twojej wiadomości. Zauważyłam, że jego nazwisko składa się ze zbyt
wielu samogłosek.
Eloy Macabee był dziwnie napastliwym człowiekiem, który niemal każdego popołu-
dnia zgłaszał mi jakieś skargi lub wnioski. Jednakże był hodowcą kur, więc trzeba mu to
było wybaczyć. (Ryby i kury to jedyne zwierzęta, jakie trzymaliśmy na pokładzie w sta-
nie nieważkości. Ryby nie dostrzegają różnicy, a kury są zbyt głupie, żeby się tym przej-
mować).