winna powiedzieć o tym doktorowi Bartonowi? Timothy chyba bierze za dużo tych pigułek na sen...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
A jak złościł się, kiedy zaproponowała, że weźmie buteleczkę i będzie
mu sama dawać. A przecież one mogą być niebezpieczne, sam doktor Barton tak po-
wiedział. Człowiek robi się senny i zapomina, że już je zażył... bierze więc jeszcze raz.
16
17
I wtedy wszystko może się zdarzyć. Z buteleczki ubyło z pewnością więcej niż powin-
no... Timothy’emu nie można wierzyć, jeśli chodzi o lekarstwa. Nie słucha jej. Czasami
naprawdę nie wiadomo, jak z nim postępować.
Westchnęła i uśmiechnęła się. Na pewno teraz będzie łatwiej. Weźmie się za
ogród...
IV
Helen Abernethie siedziała przy kominku w salonie czekając na Maude. Rozglądała
się, przypominając sobie dawne dni spędzone tu z Leo i z innymi. To był szczęśliwy
dom. Ale taki dom jak ten potrzebuje ludzi. Dzieci i służby, i wspólnych posiłków, i bu-
zującego w zimie ognia. Było tu smutno, gdy mieszkał w nim jeden stary człowiek,
który stracił syna...
Ciekawa była, kto go teraz kupi. Czy zrobią z niego hotel, jakiś zakład, a może dom
studencki? Taki był teraz los tych ogromnych domów. Nikt ich nie kupował na miesz-
kanie dla siebie. Może „Enderby” zostanie zburzone, a na jego miejscu powstaną inne
budynki? Smutno jej się zrobiło na tę myśl, więc odsunęła ją od siebie. Nie powinna
rozmyślać nad przeszłością. Ten dom, szczęśliwe dni tu spędzone, Richard i Leo — to
wszystko było dobre, ale należało do przeszłości. Teraz, z tym, co otrzymała od Richarda,
nie będzie musiała sprzedawać willi na Cyprze i będzie mogła zrobić to, co zaplanowa-
ła. Jak dużo zmartwień przyczynił jej ostatnio brak pieniędzy... podatki, złe inwestycje...
Teraz dzięki spadkowi zmartwienia się skończyły.
Biedny Richard. Łaska boska, że zmarł spokojnie we śnie. „Zmarł nagle dwudzie-
stego drugiego” — to chyba o tym mówiła Cora. Cora naprawdę przekroczyła wszyst-
kie granice! Zresztą zawsze taka była. Helen pamięta, jak spotkała ją kiedyś za granicą
wkrótce po ślubie z Pierre’em Lansquenetem. Tego dnia Cora zachowywała się wyjąt-
kowo głupkowato, kręcąc tą swoją głową i wygłaszając autorytatywne sądy o malar-
stwie, szczególnie o malarstwie własnego męża. Musiał się na pewno źle czuć. Nikt nie
lubi, gdy jego żona robi z siebie takiego durnia. A Cora była durniem! Oczywiście, nie
była to jej wina, a ten mąż też nie traktował jej zbyt dobrze.
Wzrok Helen spoczął na bukiecie woskowych kwiatów stojących na malachitowym
stoliku. Tam siedziała Cora, gdy czekali na wyjazd do kościoła. Cały czas coś wspomi-
nała i była tak zachwycona, że tyle pamięta, że całkowicie zapomniała o przyczynie, dla
której się zebrali.
A może — pomyślała Helen — ma w sobie po prostu mniej hipokryzji niż reszta
z nas?
16
17
Cora nigdy nie zachowywała konwenansów. Weźmy chociażby sposób, w jaki wy-
skoczyła z tym stwierdzeniem: „On został zamordowany, czyż nie?” Te twarze wokół
niej, zaskoczone, zbulwersowane, wstrząśnięte! Taka różnorodność ekspresji...
I nagle, przypominając sobie ten obraz, Helen zmarszczyła brwi. Coś się nie zga-
dzało...
Coś... czy ktoś?
Czy chodzi o wyraz czyjejś twarzy? O coś — jak by to powiedzieć — czego nie po-
winno na niej być?
Nie wie... nie może sobie przypomnieć... ale na pewno było w tym coś nie tak.
V
W tym samym czasie w bufecie na stacji Swindon kobieta w żałobie, obwieszona
sznurami dżetowych korali, jedząc bułeczki i popijając herbatę rozmyślała o przyszło-
ści. Nie nękało jej przeczucie nieszczęścia. Była szczęśliwa.
Te podróże z przesiadkami są takie męczące. Z pewnością łatwiej byłoby dostać się
do Lytchett St. Mary przez Londyn, ale więcej by to kosztowało. Ach, przecież teraz wy-
datki nie grają roli. Ale musiałaby podróżować razem z rodziną, być może rozmawiać
z nimi w czasie jazdy. Za duży wysiłek.
Nie, lepiej jechać z przesiadkami. Te bułeczki są naprawdę wyśmienite. To straszne,
jaki głodny jest człowiek po pogrzebie. Zupa w „Enderby” była doskonała, suflet też.
Jacy oni są wszyscy kołtuńscy... i jacy hipokryci! Jak na nią patrzyli, gdy powiedziała
o morderstwie! Dobrze, że to powiedziała. Pokiwała głową z zadowoleniem. Tak, do-
brze zrobiła.
Spojrzała na zegarek. Pięć minut do odjazdu. Dopiła herbatę, niezbyt zresztą dobrą.
Skrzywiła się.
Chwilę siedziała pogrążona w marzeniu... Uśmiechnęła się jak szczęśliwe dziecko.
Nareszcie dobrze się bawi. Robiąc plany na przyszłość wsiadła do podmiejskiego po-
ciągu.
19
Rozdział czwarty
I
Pan Entwhistle noc miał bardzo niespokojną. Rano czuł się tak zmęczony, że posta-
nowił nie wstawać.
Siostra, która prowadziła mu dom, przyniosła śniadanie na tacy i wyjaśniła mu do-
kładnie, jaki to był fatalny pomysł jechać na północ Anglii w jego wieku i w tym sta-
nie zdrowia.
Pan Entwhistle odpowiedział, że Richard Abernethie był jego starym przyjacielem.
— Pogrzeby — rzekła siostra z głębokim niezadowoleniem — są śmiertelnie nie-
bezpieczne dla ludzi w twoim wieku. Jeśli nie będziesz miał więcej starania o swoje
zdrowie, skończysz tak nagle jak Abernethie.