wiszącej u sufitu żarówki, jednak w kilka lat później już prawie wszystkie mieszkania w domach przy Stalowej korzystały z oświetlenia elektrycznego...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAÂ ZNAå, I PYTANIA, KTÓRE MO˚ESZ ZADAå 37 • Skoro us∏ysza∏aÊ takà diagnoz´,...
- W przypadku zabjstw pod wpywem silnego wzburzenia, usprawiedliwionego okolicznociami, zabjstwo ma przede wszystkim charakter agresji emocjonalnej -i czsto w...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Skończyły się ustawiczne kłopoty z przycinaniem knota, z filowaniem, z sadzami ulatującymi z płomienia, no i z zapachem parującej nafty, który bardzo nam dokuczał, gdy lampa po długim paleniu mocno się.nagrzewała.
W ostatnim domu Stalowej urzędowała Rada Główna Opiekuńcza, której
zawdzięczaliśmy tak szybko podłączoną elektryczność. Od kilku lat RGO pomagała ubogim ludziom przeżyć te nadzwyczaj ciężkie czasy. Każdego dnia przed południem ożywiała się nasza ulica, gdyż coraz więcej osób szukających pomocy przychodziło tu załatwić jakieś swoje sprawy. Ludzie pozbawieni pracy, wielodzietne rodziny, uchodźcy ze wschodu —
dostawali tu ubranie, buty i bieliznę, otrzymywali żywność, amerykańską friąkę, mleko w puszkach, konserwy mięsne i smalec — nie wiem dlaczego nazywany „małpim". Co kilka tygodni przychodziły na naszą ulicę dzieci z całego miasta, aby na podwórku Rady, po ustawieniu się w kolejkę, łyknąć łyżkę stołową tranu i zjeść kawałek razowego chleba, posypanego solą. A my — dzieci z najbliższych podwórek — nadużywając swoich
znajomości, gdy tylko zobaczyliśmy formującą się kolejkę, natychmiast dołączaliśmy do niej i wypijaliśmy porcję tłustego i obrzydliwego w smaku gęstego oleju, który miał zapobiegać różnym chorobom. Przez te kilka lat udało nam się wypić dość dużo tej bardzo niesmacznej okropności, namawiając przy okazji do picia inne dzieci, wzdragające się na sam zapach tranu.
Gdy na kolejową bocznicę podstawiano wagony z darami prze- j »yłanymi z Ameryki,
kilka furmanek przewoziło do magazynu Rady skrzynio i worki pełne żywności oraz wielkie pudła z ubraniami, I
bielizną i butami. W te dni na obszernym podwórku siedziała gromada ciekawych
wszystkiego dzieciaków z pobliskich domów. Kucaliśmy jeden obok drugiego pod wysokim parkanem, podziwiając siłę ubielonych mąką ludzi, dźwigających na plecach wielkie stu-kilowe worki.
• Chcąc przypodobać się woźnicom, poiliśmy wymęczone konie, przynosząc wodę w
kuble. W zamian za tę przysługę jechaliśmy pustym wozem na rampę po następny ładunek.
Na załadowanym wozie nie było już dla nas' miejsca, a więc wracaliśmy ulicą Pułaskiego.
Jak zawsze na tej ulicy, zaglądaliśmy do fabrycznej hali, po której uwijali się robotnicy, ustawiając jakieś maszyny. Nawet małe dzieci już wiedziały, że z dalekiej Ameryki, z tego bogatego kraju za wielką wodą, otrzymujemy ubrania, żywność i tran, a teraz mają do nas przyjechać ludzie, aby zbudować fabrykę.
We wrześniu, w następnym roku po zakończeniu wojny, mimo że ukończyłem siedem lat, nie przyjęto mnie do szkoły. Nadal nie było miejsca dla wielu dzieci. Mój brat Jurek, opóźniony już o dwa lata, dopiero teraz rozpoczynał naukę.
Mało kto na Stalowej martwił się tym, że brakowało nauczycieli, że nie było klas
szkolnych i pomocy naukowych. Większość rodziców nie rozumiała jeszcze potrzeby
uczenia dzieci. Oni sami najczęściej nie byli ani jednego dnia w szkole i jakoś żyli, ucząc się czytać i pisać od starszego rodzeństwa lub od znajomych. Dopiero po kilku latach, gdy przekonano się, że ludzie wykształceni łatwiej zdobywają pracę i więcej zarabiają, zaczęto
doceniać wartość nauki dla dzieci. A nie przyjętym do szkoły dzieciom, pełnym naiwności, wydawało się, że przedłużono ich dzieciństwo. Cieszyliśmy się, że miejsc w szkole zabrakło, że jeszcze przez rok nie będziemy mieli żadnych zajęć, że na razie ominie nas wczesne wsta-wanie i codzienne wędrówki w złą pogodę, w deszcz lub podczas śnieżnej zawiei. Jeszcze przez cały rok mogliśmy się bawić zamiast odrabiać lekcje. Ten zmarnowany rok spędziłem z moimi rówieśnikami na podwórkach i w różnych zakamarkach Stalowej, na uganianiu się po ścieżkach i dróżkach najbliższej okolicy.
Stopniowo matczyna opieka, ograniczająca nasze zabawy i dalekie wyprawy, stawała się coraz mniej potrzebna. Do szczęścia wy-
I ttarczalfl nam obecność kilku rówieśników. Wędrowaliśmy z nimi coraz dalej, odchodziliśmy od domów coraz śmielej, jeszcze oglą. dając się od czasu do czasu i sprawdzając, czy widać /abryczne ko* miny, drogowskazy pokazujące nam drogę powrotną.
Rzadko do* puszczaliśmy do wspólnej zabawy dziewczęta, które bawiły się o«ob- no, ubierając lalki, grając w klasy, skacząc przez skakanki lub ustawiając się na pobliskiej łące do gry w serso i bezskutecznie namawiając chłopców do wspólnego wyrzucania w górę i łapania lekkich, drewnianych kółek. Tak już pozostało do końca mojego dzieciństwa Wspólne były tylko zabawy w „węża" i w chowanego. Razem wyruszaliśmy na spacery.