- Ufasz mu?- Nie, ale dziesięć kilometrów przed Londynem zatrzymał się dla nabrania benzyny i poszedł do toalety...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zalenoci wystpujce midzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- A ktokolwiek si komu o pewny dug zapisa, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiada si podda dobrowolnie, bd przed mierci, abo iu y po mierci...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- naszych ewolucyjnych uprzedzeń mamy skłonność do myślenia o początku wszechświata jak o pewnej szczególnej chwili, przed którą wszechświat nie...
- - Ale Thrawn jest inny? diousa nie obejmował zlikwidowania wszystkich świadków, aby nic nigdy nie przed- - Thrawn to dorosła wersja - odparła...
- Bój na przebicie był szybki, błyskawiczny, trwał krótko pląs kling, brzęk, zgrzyt - i oto przed oczami hobbita już rozwarła się zbawcza czerń nocy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Dolałem mu ćwiartkę oleju do baku, powinno zadziałać w drodze powrotnej do Ashford.
- Znajdź taksówkę. - W oczach Scofielda zabłysło uznanie, którego za nic nie wyraziłby na głos.
- Mamy sporo rzeczy do omówienia - dodał Taleniekow, odrywając się od muru.
- Więc się pospiesz - powiedział Bray.
Antonia oddychała równo, mięśnie jej twarzy odprężyły się we śnie. Kiedy się obudzi, będzie miała mdłości, ale to minie z upływem dnia. Scofield okrył ją pod szyję, pochylił się, by pocałować ją w blade usta, i wstał z łóżka.
Wyszedł z sypialni, zostawiając drzwi otwarte. Chciał słyszeć, gdyby Toni się poruszyła; jednym ze skutków ubocznych scopolaminy były ataki histerii. Trzeba je kontrolować i właśnie dlatego Taleniekow nie mógł ryzykować zostawienia jej samej, nawet na parę minut, żeby wynająć samochód.
- Co się stało? - zapytał Rosjanina, który siedział na krześle ze szklanką whisky w ręce.
- Dziś rano... to jest wczoraj rano - poprawił się Taleniekow; siwą głowę odrzucił do tylu na oparcie krzesła, oczy miał zamknięte; widać było, że jest śmiertelnie zmęczony. - Mówią, że nie żyjesz, wiesz o tym?
- Tak. Co to ma do rzeczy?
- W ten sposób ją wydobyłem. - Rosjanin otworzył oczy i spojrzał na Braya. - Niewiele jest rzeczy, których nie wiedziałbym o Beowulfie Agate.
- I?
- Powiedziałem, że jestem tobą. Musiałem odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań, nie były trudne. Ofiarowałem się w zamian za nią. Przystali na to.
- Zacznij od początku.
- Żebym wiedział jak. Ktoś spośród matarezowców chce cię żywego. Dlatego pewnym ludziom powiedziano, że nie żyjesz. Nie szukają już Amerykanina, tylko Rosjanina. Chciałbym coś z tego rozumieć. - Taleniekow wypił łyk whisky.
- Mów wreszcie, co się stało?
- Znaleźli ją. Nie pytaj mnie jakim cudem, nie wiem. Może przez Helsinki, może przez Rzym, może przez to lub tamto, nie wiem.
- Ale znaleźli ją - powiedział Scofield, siadając. - I co dalej?
- Wczoraj wcześnie rano, cztery czy pięć godzin, zanim zadzwoniłeś, zeszła na dół do piekarni; to tylko kilka kroków od domu. Minęła godzina, a dziewczyny wciąż nie było. Wiedziałem, że mam tylko dwie możliwości. Albo jej szukać - ale gdzie i jak? Albo czekać, aż ktoś przyjdzie do mieszkania. Widzisz, oni nie mieli wyjścia. Telefon dzwonił kilka razy, ale go nie odbierałem, wiedząc, że za każdym razem przybliżam tę wizytę.
- Ale na mój telefon odpowiedziałeś - przerwał mu Bray.
- To było później. Wtedy już negocjowaliśmy.
- No i co dalej?
- W końcu przyszło dwóch mężczyzn. Zostałem wystawiony na jedną z najcięższych prób w moim życiu, żeby ich nie zabić, zwłaszcza jednego. Miał to małe, brzydkie znamię na piersi. Kiedy zdarłem z niego koszulę i to zobaczyłem, omal nie oszalałem.
- Dlaczego?
- Zabijali w Leningradzie. W Essen. Później o tym porozmawiamy.
- Mów dalej. - Scofield też nalał sobie whisky.
- Opowiem w skrócie, sam wypełnij luki. Unieszkodliwiłem żołnierza i jego wynajętego rewolwerowca i czekałem jeszcze ponad godzinę. Wreszcie telefon zadzwonił i tym razem go odebrałem,
posługując się najbardziej amerykańskim akcentem, jakim potrafiłem. Można by pomyśleć, że niebo nad Paryżem się zawaliło, tak histerycznie zareagował mój rozmówca. “W Londynie jest oszust!” zaskrzeczał. Potem coś mówił o “wielkim błędzie zrobionym przez ambasadę, całkowicie błędnej informacji, jaką dostali”.
- Chyba coś opuściłeś - przerwał mu znów Bray. - Rozumiem, że to już było po tym, jak im skłamałeś, że jesteś mną.
- Odpowiedziałem twierdząco, kiedy padło histeryczne pytanie. To była pokusa, której nie mogłem się oprzeć, zwłaszcza że niecałe czterdzieści osiem godzin temu dowiedziałem się, że cię zabito. - Rosjanin urwał i dodał: - Dwa tygodnie temu w Waszyngtonie.
Scofield zmarszczył brwi i podszedł do krzesła.
- Ale mężczyzna przy telefonie wiedział, że żyję, podobnie jak ci tu w Londynie o tym wiedzą. A więc miałeś rację. Tylko niektórym matarezowcom powiedziano, że zginąłem.
- Czy to ci coś mówi?
- To samo co tobie. Nie wszystkich swoich traktują równo.