Bój na przebicie był szybki, błyskawiczny, trwał krótko pląs kling, brzęk, zgrzyt - i oto przed oczami hobbita już rozwarła się zbawcza czerń nocy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zale¿noœci wystêpuj¹ce miêdzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- A kto¿kolwiek siê komu o pewny d³ug zapisa³, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiadaæ siê podda³ dobrowolnie, b¹dŸ przed œmierci¹, abo iu¿ y po œmierci...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- naszych ewolucyjnych uprzedzeń mamy skłonność do myślenia o początku wszechświata jak o pewnej szczególnej chwili, przed którą wszechświat nie...
- - Ale Thrawn jest inny? diousa nie obejmował zlikwidowania wszystkich świadków, aby nic nigdy nie przed- - Thrawn to dorosła wersja - odparła...
- aby jednak spe³ni³y one swoj¹ profilaktyczn¹ rolê, powinny byæ podane dziecku jeszcze w okresie bezobjawowym, czyli na 2-3 tygodnie przed sezonem pylenia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Z tyłu wrzeszczeli i wyli Haradrimowie, wściekle ujadały psy, jęczeli ranni - a przed nimi był tylko mrok i poły jego płaszcza otulały zbiegów, chroniąc lepiej od wszelkich kolczug. Ragnur, nie odwracając się, cisnął za plecy garść jakiegoś suchego proszku, potem jeszcze jedną i jeszcze - zbijał z tropu psy.
Folko i przyjaciele oddalali się od miasta. Porośnięte rzadkimi kolczastymi drzewami wzgórza ciągnęły się daleko na południe i wschód. Uciekinierzy oderwali się od pogoni. Eowina, urodzona chyba w siodle, na grzbiecie konia od razu zapomniała o przejściach w niewoli i zmęczeniu - krasnoludy ledwo nadążały za nią.
- Świetnie! - sapnął Malec, gdy Ragnur zaordynował popas. - To była czysta robótka, tangarowie!
Niekiedy, w przypływach dobrego humoru, Mały Krasnolud zwracał się do pozostałych tak, jakby wszyscy oni należeli do rasy Podgórskiego Plemienia. Szczególny to honor, zwłaszcza jeśli się wie, jaką wagę przywiązują krasnoludy do pokrewieństwa i rodzimego języka - nawet Folko, od dziesięciu lat wędrujący obok Torina i Stroriego, znał z tego języka tylko jakieś pięć czy sześć zwrotów, a i to były przekleństwa.
- Oderwaliśmy się? - zapytał Folko Khandyjczyka. Zmysły podpowiadały mu, że tak, że pościg skręcił gdzieś w zalesionych wzgórzach i przynajmniej do świtu, póki nie pofruną na poszukiwania specjalnie wyszkolone sokoły, nie mają czego się obawiać. Ale co powie na to urodzony nieopodal tych okolic?
- Oderwaliśmy się - skinął głową Ragnur. - Czcigodny krasnolud ma rację - czysta robota. Muszę przyznać, bić się umiecie, czcigodni! - W głosie wojownika zabrzmiała pewna zawistna nutka, lecz była to nutka szlachetnej zawiści doświadczonego wojownika wobec bardziej doświadczonego, od którego nie jest hańbą czegoś się nauczyć. - Pamiętam, dziwiłem się, kiedy słuchałem opowieści o waszej trójce... Teraz wiem, że ludziska nie kłamali. Hobbit, choć wiotki, a nie da się przełamać nawet taranem! - Roześmiał się.
- Dzięki - uśmiechnął się Folko. - Dziękuję za dobre słowo, ale i ja mam dla ciebie słowa uznania: gdyby nie twój proszek, dawno byśmy mieli pościg na karku...
- To prawda - zgodził się od razu Khandyjczyk i obaj roześmiali się - co to tak siebie zachwalać wzajemnie? Każdy z nich, będąc sam, już dawno by zginął...
Krasnoludy tymczasem zajęły się Eowina. Dziewczyna znakomicie spisała się podczas okrutnego starcia - i dopiero teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, zaczęła dygotać. Ale przede wszystkim była Rohanką, więc od razu obrugała Torina za źle założoną uprząż.
- Jeśli koń natrze sobie grzbiet, to jak się stąd wydostaniemy? - wyrzucała tangarowi, zręcznie poprawiając rzemienie i klamry. - Patrz, jak to ma być... Tak i tak... i tu...
Torin i Malec z minami najgorliwszych uczniów słuchali jej uwag, to było jasne - przez nich Eowina znalazła się w oddziale i ich obowiązkiem było sprawić, by jak najszybciej zapomniała o koszmarnych przejściach...
Tak zhardzieli, że rozpalili nawet ognisko. Ragnur wyłowił z głębin przysiodłowej sakwy szkic haradzkich ziem:
- Jesteśmy teraz, najprawdopodobniej, tu... Udanie uciekaliśmy, aż dziw, że to było na chybił trafił... W pobliżu nie ma posterunków. O świcie ruszymy na północ.
Folko skinął głową. Jego umysł zaprzątało już co innego: znaleźli się na dalekim Południu. Czy nie uda się stąd za pomocą magii elfijskiego pierścienia sięgnąć do źródła nieznanego płomienia?
Eowina, zmęczona musztrowaniem krasnoludów, usiadła przy ogniu, nie spuszczając z hobbita uważnego spojrzenia.
Folko zagłębił się w siebie, wpatrzony w tajemniczy kamień. Myśli wolno odpływały... Dziwny motylek w pierścieniu odżywał, szykując się do ucieczki na wolność...
Ale gdy tylko hobbit podniósł wzrok, gdy w źrenice uderzył parzący strumień wściekłego płomienia, omal nie krzyknął z bólu - podobnie poczułby się, gdyby patrzył na słońce szeroko otwartymi oczami, patrzył i nie mógł przymknąć powiek...
Wtrąciła się własna wola: przecież to nie jest słońce, powiedział sobie, zmagając się z bólem. Powinieneś walczyć i wytrwać. W innym wypadku... Może się zdarzyć, że będzie jeszcze gorzej niż z Olmerem...
Płomień był blisko. Folko czuł jego płonące serce, które uderzało miarowo i ciężko. Jego puls szedł od ziemi.
Tak, od ziemi, ponieważ przez kurtynę z łez widział rozmyte zarysy jakichś gór, wzgórz, dolin; pozbawione światła wydawały się mieć piaskowoszarą barwę w tym wściekłym białym płomieniu. Nie były to zwidy ani miraż, lecz prawdziwy, zwyczajny grunt.
Płomień, wydawało się, trawił całą jego duszę, na zawsze, wczepiając się w nią. Ból w opalonych oczach nie słabł, coraz trudniej było wytrzymać - a na dodatek znowu zaczęła piec stara oparzelina na lewej ręce, blizna- pamiątka pozostawiona przez pierścień Olmera. To sprawiło, że hobbit powrócił do zwyczajnego świata, gdzie nad głowami migotały jaskrawe południowe gwiazdy, gdzie dokoła słała się noc i, jakby rywalizując ze sobą, nieustannie hałasowały miejscowe pasikoniki.
Folko przecknął się, czując, że ktoś z całej siły potrząsa go za ramię.