Trzy lata patrzenia z dołu praktycznie na wszystko...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- wÅ‚Ä…cznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywajÄ… stylem winietowym – sposób malo- wania przypominaÅ‚ wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
..
Stary Ur-Gilash? Może kręcił się jeszcze gdzieś w postaci jaszczurki, z jednym pustelnikiem jako wyznawcą. Ale raczej przepadł na pustyni. Pomniejsze bóstwa mają szczęście, jeśli dostaną jedną, jedyną szansę.
Coś tu się nie zgadzało. Om nie potrafił tego dokładnie określić. Bogowie powstawali i upadali jak kawałki cebuli w zupie na ogniu, ale teraz było jakoś inaczej. Tym razem coś się nie zgadzało...
Przepędził Ur-Gilasha. To uczciwe - takie jest prawo dżungli. Ale jego nikt przecież nie atakował...
Gdzie jest Brutha?
- Brutha!
***
Brutha liczył błyski światła na pustyni. - To chyba dobrze, że miałem lustro, prawda? - zapytał z nadzieją kapitan. - Liczę, że jego wysokość nie będzie się gniewał o to lustro, skoro okazało się użyteczne.
- On chyba nie myÅ›li w taki sposób — odparÅ‚ Brutha, nie przerywajÄ…c liczenia.
- Nie. Też tak sądzę - zgodził się smętnie kapitan.
- Siedem, a potem cztery.
- To oznacza dla mnie KwizycjÄ™.
Brutha miał już powiedzieć: „Ciesz się więc, gdyż dusza twoja dozna oczyszczenia", ale nie powiedział. I nie miał pojęcia dlaczego.
- Przykro mi - rzekł.
Zasłona zdziwienia zakryła na moment smutek kapitana.
- Tacy jak ty tłumaczą zwykle, że Kwizycja jest pożyteczna dla duszy.
- Na pewno jest - zgodził się Brutha.
Kapitan z uwagą wpatrywał się w jego twarz.
- On jest płaski, wiesz? - oznajmił cichym głosem. - Żeglowałem po Oceanie Krawędziowym. Jest płaski i ma Krawędź. I się rusza. Nie Krawędź. Chodzi mi o... o to w dole. Mogą mi obciąć głowę, ale nadal będzie się ruszał.
-Jednak dla ciebie przestanie się ruszać - przypomniał mu Brutha. - Dlatego powinieneś uważać, z kim rozmawiasz, kapitanie. Marynarz przysunął się bliżej.
- Żółw Się Rusza - syknął i odbiegł.
- Brutha!
Poczucie winy szarpnęło chłopcem niczym haczyk złapaną rybą. Odwrócił się i odetchnął z ulgą - to nie był Vorbis, to był tylko Bóg.
Brutha poczłapał na dziób.
- SÅ‚ucham?
Om spojrzał na niego gniewnie.
- Nigdy nie przychodzisz mnie odwiedzić. Wiem, że jesteś zajęty - dodał zgryźliwie. - Ale jakaś szybka modlitwa byłaby miła.
- Przecież byłem u ciebie z samego rana.
-1 jestem głodny.
- Wczoraj wieczorem dostałeś całą skórkę z melona.
- A kto zjadł melona, co?
- Nie, wcale nie on - zapewnił Brutha. - On żywi się tylko suchym chlebem i wodą.
- Dlaczego nie je świeżego chleba?
- Czeka, aż się zeschnie.
- Tak, można się tego spodziewać - mruknął żółw.
- Om...
-Tak?
- Kapitan powiedział mi coś dziwnego: że świat jest płaski i ma krawędź.
- Tak? No i co?
- No bo przecież dobrze wiemy, że świat jest kulą, ponieważ... Żółw zamrugał niepewnie.
- Wcale nie jest - zaprotestował. - Kto powiedział, że świat jest kulą?
- Ty mówiłeś - odparł Brutha. I dodał: - W każdym razie według Pierwszej Księgi Septateuchu.
Nigdy nie myślałem w ten sposób, uświadomił sobie. Nigdy nie mówiłem „w każdym razie".
- Dlaczego kapitan powiedziaÅ‚ mi coÅ› takiego? — zapytaÅ‚. — To nie byÅ‚a zwykÅ‚a rozmowa.
-Już ci mówiłem, że nie stwarzałem świata - odrzekł Om. - Po co miałbym to robić? On już tu był. I nawet gdybym go stworzył, to przecież nie w formie kuli. Ludzie by z niego spadali. Wszystkie morza ściekałyby na dół.
- Nie, gdybyś im kazał pozostać na miejscu.
- Też pomysł!
- Poza tym kula to forma doskonała - dodał Brutha. - Ponieważ w Księdze...
- Nie ma w niej nic szczególnego — mruknÄ…Å‚ Om. —JeÅ›li już o to chodzi, żółw jest formÄ… doskonaÅ‚Ä….
- FormÄ… doskonalÄ… dla czego?
- Formą doskonalą dla żółwia, chociażby. Takiego morskiego. Gdyby miał kształt kuli, to cały czas wypływałby na powierzchnię.
- Ale to herezja mówić, że świat jest piaski.
- Możliwe. Ale to prawda.
- I naprawdę leży na grzbiecie wielkiego żółwia?
- Zgadza siÄ™.
- W takim razie - zawołał tryumfalnie Brutha - na czym stoi żółw?!
Om spojrzał na niego, nie rozumiejąc.
- Na niczym nie stoi — oÅ›wiadczyÅ‚. - Wielkie nieba, przecież to morski żółw. Taki z pÅ‚etwami. On pÅ‚ywa. Po to sÄ… żółwie.
-Ja... tego... chyba lepiej pójdę i zamelduję się u Vorbisa. Jeśli musi za długo czekać, robi się bardzo spokojny. Po co ci byłem potrzebny? Po kolacji spróbuję ci przynieść coś do jedzenia.
-Jak się czujesz? - zapytał żółw.
- Całkiem dobrze, dziękuję.
- Odżywiasz się jak należy i w ogóle?
-Tak.
- Miło to słyszeć. No, biegnij już. Przecież jestem tylko twoim Bogiem. - Brutha odchodził już, gdy Om krzyknął za nim: - Ale mógłbyś odwiedzać mnie częściej! I módl się głośniej! Mam dosyć tego nasłuchiwania.
***
Vorbis wciąż siedzial w swojej kajucie, kiedy zasapany Brutha przybiegł korytarzem i zastukał. Nikt mu nie odpowiedział. Po chwili oczekiwania pchnął drzwi. Vorbis nigdy chyba nie czytał. Musiał pisać, oczywiście, ze względu na słynne Listy, ale nikt nie widział, jak to robi. Kiedy był sam, spędzał mnóstwo czasu wpatrzony w ścianę albo rozciągnięty w modlitwie na podłodze. Vorbis potrafił przyjąć w modlitwie pozę tak pokorną, że wobec niej postawy obłąkanych władzą imperatorów sprawiały wrażenie uniżonych.
- Ehm... - powiedział Brutha i spróbował zamknąć drzwi. Vorbis niecierpliwie machnął ręką. Potem wstał. Nie próbował nawet strzepnąć kurzu z szaty.
- Wiesz, Brutho - powiedział - nie sądzę, żeby w całej Cytadeli znalazła się choć jedna osoba, która ośmieliłaby się przeszkodzić mi w modlitwie. Baliby się Kwizycji. Wszyscy się boją Kwizycji. Oprócz ciebie, jak się okazuje. Czy lękasz się Kwizycji?