- To właśnie jest życie duchowe; wszystkie zwykłe czynności, klore się wykonuje z godziny na godzinę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- wÅ‚Ä…cznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywajÄ… stylem winietowym – sposób malo- wania przypominaÅ‚ wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Adam zapytał z egotyzmem typowym dla młodych:
- Tylko twoje czynności? O mnie tam nie ma?
- Nie. Tylko o tym, co robię. Pamiętasz, o której godzinie zebrał się dzisiaj Komitet Matek? W tym tygodniu była kolej na spotkanie u twojej mamy. Zdaje mi się, że przesunięto godzinę.
- Była druga czterdzieści pięć zamiast trzeciej, ojcze. Archidiakon chciał wcześniej wyjechać. Ale czy musisz być taki dokładny?
Ojciec Baddeley rozważał przez chwilę to pytanie, jakby nasunęło mu ono nowe możliwości i wydało się niezwykle interesujące.
- O, tak. Tak sądzę. Właśnie tak. Przecież inaczej nie miałoby to sensu.
Mały Adam Dalgliesh, który i tak zupełnie nie dostrzegał w tym sensu, odszedł, by zająć się własnymi ciekawszymi sprawami. Życie duchowe. Wyrażenie to często słyszał z ust co bardziej uduchowionych parafian ojca, chociaż sam kanonik nigdy go nie używał. Czasami próbował wyobrazić sobie to drugie tajemnicze istnienie. Czy było ono przeżywane w tym samym czasie co zwykła codzienna egzystencja, mierzona wstawaniem, posiłkami, wakacjami, czy też odbywało się ono na jakiejś innej płaszczyźnie, do której on i nie wtajemniczeni nie mieli dostępu, a gdzie ojciec Baddeley mógł swobodnie się poruszać? Tak czy owak niewiele miało to wspólnego ze skrzętnym zapisywaniem codziennych czynności.
Przejrzał ostatni zeszyt. System ojca Baddeleya nie zmienił się. Było tu wszystko; dwa dni na stronę, przedzielone linią. Godziny, o których codziennie odmawiał jutrznię i wieczorne nabożeństwo i czas spacerów; comiesięczne wyjazdy autobusem do Dorchester; cotygodniowy wypad do Wareham; godziny spędzone na posługach w Folwarku Toynton; specyficzne przyjemności skrzętnie odnotowane; metodyczne sprawozdanie z każdej godziny roboczego dnia; rok po nudnym roku, wszystko udokumentowane z rzetelnością księgowego.
- Ależ to właśnie jest życie duchowe, te zwykłe codzienne czynności.
Z pewnością nie może to być aż takie proste!
Gdzie jednak znajdował się ostatni dziennik, zeszyt obejmujący trzeci kwartał 1974 roku? Ojciec Baddeley przechowywał stare egzemplarze dziennika z ostatnich trzech lat. Powinno tu być piętnaście zeszytów; było jedynie czternaście. Dziennik urywał się z końcem czerwca 1974 roku. Dalgliesh zaczął gorączkowo przeszukiwać szuflady sekretarzyka. Brakujących zapisków nie było. Jednak udało mu się coś znaleźć. Między trzema rachunkami za węgiel, parafinę i elektryczność leżała kartka cienkiego taniego papieru z niezbyt estetycznym nadrukiem Folwarku Toynton. Pod spodem ktoś napisał na maszynie:
“Dlaczego się nie wyniesiesz z chaty, ty stary głupi hipokryto, i nie pozwolisz skorzystać z niej komuś, kto by się tutaj bardziej przydał? Nie myśl sobie, że nie wiem, co wyrabiacie tu z Grace Willison, gdy przychodzi do spowiedzi. Szkoda, że rzeczywiście nie potrafisz tego robić, co? A co z tym chłopcem z chóru? Nie myśl sobie, że nic nie wiem."
Pierwszą reakcją Dalgliesha była raczej irytacja ze względu na głupotę tej kartki niż gniew z powodu jej złośliwości. Ta dziecinna i niepotrzebna napaść pozbawiona była w dodatku jednej wątpliwej zalety anonimów, to znaczy pozorów prawdopodobieństwa. Biedny stary siedemdziesięciosiedmioletni ojciec Baddeley oskarżony został równocześnie o cudzołóstwo, sodomię i impotencję! Czy poważny i człowiek mógł w ogóle przejmować się tak ewidentnym nonsensem? W swej zawodowej karierze Dalgliesh bardzo często spotykał się z anonimami. Ten był stosunkowo łagodny, można by wręcz przypuszczać, iż autor nie przyłożył się doń solidnie. “Szkoda, że rzeczywiście nic potrafisz tego robić, co?" Większość piszących podobne listy potrafiłaby bardziej sugestywnie opisać wymienione czynności. I ta niewczesna uwaga dotycząca chłopca z chóru, bez imienia, bez daty. To nie wynikało z żadnej faktycznej wiedzy. Czyżby ojciec Baddeley mógł aż tak się przejąć, że wezwał zawodowego detektywa, którego nie widział prawie od trzydziestu lat, tylko po to, żeby przy jego pomocy wyjaśnić tę błahostkę? Niewykluczone. Mógł to być nie jedyny list. jeśli w Folwarku Toynton działy się takie rzeczy, zapewne chodziło o coś poważniejszego. W zamkniętej społeczności autor anonimów mógł spowodować prawdziwe problemy i cierpienia, czasami nawet on lub ona dosłownie bywali zabójcami. Jeżeli ojciec Baddeley podejrzewał, iż inni też otrzymywali takie listy, mógł mieć powody, aby zwrócić się o pomoc do zawodowca. Albo - co ciekawsze - ktoś mógł pragnąć, żeby Dalgliesh właśnie tak myślał. Czyżby kartkę wsunięto tutaj celowo, by ją znalazł? Rzeczywiście, dziwne, że nikt jej nie zauważył i nie zniszczył po śmierci ojca Baddeleya. Ktoś z Folwarku Toynton musiał przecież przeglądać dokumenty. Takiego anonimu nic zostawiono by raczej niepowołanym oczom.