Teraz to wszystko było za nimi...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- wÅ‚Ä…cznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywajÄ… stylem winietowym – sposób malo- wania przypominaÅ‚ wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jeszcze wcześnie, ostrzegł ją. Nie uprzedzajmy wypadków. Jednak otaczająca Olivię aura mówiła sama za siebie. Jej euforia była jak żywioł, burza, przypływ. Matt nie potrafił jej powstrzymać.
Właśnie dlatego znaleźli się tutaj.
Wideotelefony, naciskała Olivia, pozwolą ich wkrótce trzyosobowej rodzinie prowadzić takie życie rodzinne, jakiego pokolenie ich rodziców nawet nie umiało sobie wyobrazić. Dzięki wideotelefonom żadne z nich nie przegapi decydujących, a nawet zupełnie zwyczajnych chwil w życiu ich dziecka - pierwszego kroku, pierwszych słów, zabaw i czego tylko chcecie.
A przynajmniej taki był plan.
Godzinę później, kiedy wrócili do swojej połówki bliźniaka, Olivia cmoknęła go i zaczęła wchodzić po schodach na piętro.
- Hej! - zawołał Matt, chwytając swój nowy telefon i unosząc brew. - Chcesz spróbować... hm... jak działa wideo?
- Można nim nakręcić piętnastosekundowy film.
- Piętnastosekundowy. - Rozważył to, wzruszył ramionami i rzekł: - A zatem wydłużymy grę wstępną.
Olivia jęknęła, co najzupełniej zrozumiałe.
Mieszkali w okolicy, którą większość ludzi uznałaby z kiepską, w dziwnie przyjemnym cieniu olbrzymiej butelki piw w Irvington. Zaraz po wyjściu z więzienia Matt uważał, że na nic lepszego nie zasługuje (łatwo mu było tak mówić, ponieważ na nic lepszego nie było go stać) i pomimo protestów rodziny wynajął tu mieszkanie. Irvington to znużone miasto, w którym mieszka wielu Afroamerykanów - ponad osiemdziesiąt procent. Ktoś mógłby wyciągnąć oczywisty wniosek o poczuciu winy wywołanym pobytem w więzieniu. Matt wiedział, że sprawy nigdy nie są takie proste, ale nie potrafił wyjaśnić tego w inny sposób, twierdził jedynie, że jeszcze nie jest gotowy wrócić na bogate przedmieścia. Zmiana byłaby zbyt gwałtowna, zbyt wyczerpująca.
Tak więc ta okolica - stacja benzynowa Shella, stary sklep z artykułami gospodarstwa domowego, delikatesy na rogu, menele na popękanym krawężniku, drogi dojazdowe do lotniska Newark, tawerna schowana w pobliżu starego browaru pabsta - stała się ich domem.
Kiedy Olivia przeniosła się z Wirginii, przypuszczał, że będzie chciała przeprowadzić się do lepszej dzielnicy. Wiedział, że przywykła, jeśli nie do czegoś lepszego, to na pewno innego. Wychowała się w małym miasteczku Northways, w Wirginii. Ledwie zaczęła chodzić, a matka porzuciła męża i ją.
Trochę za stary jak na młodego ojca - bo kiedy Olivia przyszła na świat, miał pięćdziesiąt jeden lat - Joshua Murray ciężko pracował, żeby zarobić na siebie i swoją córeczkę. Joshua był jedynym lekarzem w Northways i zajmował się dosłownie wszystkim, od wyrostka robaczkowego u sześcioletniej Mary Kate Johnson po kościec starego Ritemana.
Według Olivii Joshua był miłym i łagodnym człowiekiem oraz cudownym ojcem, zauroczonym jedynaczką. Byli tylko we dwoje, ojciec i córka, mieszkali w domu z czerwonej cegły przy głównej ulicy. Gabinet ojca mieścił się w przybudówce, po prawej stronie podjazdu. Olivia przeważnie po szkole pędziła do domu, żeby pomóc przy pacjentach. Uspokajała przestraszone dzieci lub gawędziła z Cassie, ich długoletnią rejestratorką i pielęgniarką. Cassie była również jakby nianią. Jeśli ojciec był zbyt zajęty, Cassie gotowała obiad i pomagała Olivii odrabiać lekcje. Olivia uwielbiała ojca. Jej marzeniem - i tak, teraz uważała, że to brzmi beznadziejnie naiwnie - było zostać lekarką i pracować z ojcem.
Kiedy jednak była na ostatnim roku college'u, wszystko się zmieniło. Ojciec, będący jedynym jej krewnym, umarł na raka płuc. Ta wiadomość podcięła skrzydła Olivii. Dawne marzenie - żeby pójść na medycynę i w ślady ojca - umarło razem z nim. Olivia zerwała zaręczyny z chłopakiem, z którym chodziła w college'u, przyszłym lekarzem o imieniu Doug, i wróciła do rodzinnego domu w Northways. Ale życie tam bez ojca było zbyt bolesne. W końcu sprzedała dom i wprowadziła się do kompleksu mieszkalnego w Charlottesville. Podjęła pracę w firmie komputerowej, wymagającą częstych podróży, dzięki czemu w pewnym stopniu odnowiła dziwną i krótką znajomość z Mattem.
Irvington w New Jersey niezbyt przypominało Northways czy Charlottesville w Wirginii, ale Olivia go zaskoczyła. Chciała, by pozostali tutaj, w tej kiepskiej okolicy, żeby mogli zaoszczędzić pieniądze na wymarzony i już zamówiony dom. Trzy dni po tym jak kupili nowe telefony komórkowe, Olivia wróciła do domu i od razu skierowała się na górę. Matt nalał sobie szklaneczkę cytrynowej wody sodowej i wziął kilka tych precelków w kształcie cygar. Pięć minut później poszedł za nią. Olivii nie było w sypialni. Zajrzał do małego gabinetu. Siedziała przy komputerze, tyłem do drzwi.
- Olivio?
Odwróciła się do niego i uśmiechnęła. Matt zawsze gardził tym wyświechtanym powiedzeniem o uśmiechu rozjaśniającym pokój, ale Olivia naprawdę potrafiła to zrobić - „przemienić swym uśmiechem cały świat". Jej uśmiech był zaraźliwy. Był jak katalizator, dodający barw i wyrazu jego życiu, zmieniający wszystko wokół.
- O czym myślisz? - zapytała Olivia.
- O tym, że jesteś nieodparcie pociągająca.
- Nawet w ciąży?
- Szczególnie w ciąży.
Olivia stuknęła w klawisz i ekran zgasł. Wstała i delikatnie pocałowała Matta w policzek.
- Muszę się spakować.
Wyjeżdżała służbowo do Bostonu.
- O której wylatujesz? - zapytał.
- Myślę, że raczej tam pojadę.
- Dlaczego?