tak swobodnie jak dawniej...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- sulidory rzadko pojawiały się poza strefą mgieł i Gundersen nie czuł się z nimi swobodnie...
- RozeÅ›miaÅ‚a siÄ™ swobodnie i wesoÅ‚o odpowiedziaÅ‚a: – TÄ™ troskÄ™ możesz odrzucić...
- Znali się z dawnych czasów, Karol zatem mógł się zachować swobodnie...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- zachować swobodę przepływu kapitału (Szałek, 2003)...
- 25wolno[ci osobistej, swobody ruchów i odwagi wBasnego zdania
- — Dawniej nie sÅ‚yszaÅ‚o siÄ™ o niczym podobnym… — mówiÅ‚ majtek...
- swobodnie w po³udniowej Francji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zobaczył przygotowane czyste ubranie z zielonego
sukna, doskonale pasujące na jego figurę. Spojrzał w lustro i zdumiał się, bo od-biło postać znacznie szczuplejszą, niż przywykł oglądać; z lustra patrzał hobbit uderzająco podobny do młodocianego siostrzeńca Bilba, który ze swoim wujem
włóczył się niegdyś po Shire, ale jego oczy miały nowy wyraz zamyślenia.
— tak, tak, od tamtego dnia, kiedy ostatnim razem wyjrzaÅ‚eÅ› do mnie z lustra,
niemaÅ‚o różnych rzeczy zobaczyÅ‚eÅ› na Å›wiecie! — powiedziaÅ‚ Frodo swojemu
sobowtórowi. — No, ale teraz spieszmy na wesoÅ‚e spotkanie!
Przeciągnął się w ramionach i zagwizdał melodyjnie. W tym momencie rozle-
gło się pukanie do drzwi i wszedł Sam. Podbiegł do Froda, niezgrabnie i wstydli-
wie chwycił jego lewą rękę. Pogłaskał ją czule, zaczerwienił się i szybko odsunął.
— Jak siÄ™ masz, Samie! — rzekÅ‚ Frodo.
— CiepÅ‚a! — zwoÅ‚aÅ‚ Sam. — PaÅ„ska rÄ™ka jest ciepÅ‚a! A taka byÅ‚a zimna przez
caÅ‚e dÅ‚ugie noce. ZwyciÄ™stwo, grajcie nam, surmy! — wykrzyknÄ…Å‚ i z bÅ‚yszczÄ…-
cymi oczyma okrÄ™ciÅ‚ siÄ™ w kółko tanecznym krokiem. — Co za radość widzieć
pana znów na nogach i przytomnego! Gandalf przysłał mnie tutaj, żebym spytał,
czy pan już ubrany i czy chce zejść na dół. Ale myślałem, że ze mnie kpi!
— Jestem gotów — rzekÅ‚ Frodo — chodźmy, poszukajmy reszty kompanii.
228
— MogÄ™ pana zaprowadzić — powiedziaÅ‚ Sam. — To bardzo duży dom i bardzo dziwny. Coraz to coÅ› nowego siÄ™ odkrywa i nigdy nie wiadomo, jaka niespo-
dzianka czeka za zakrÄ™tem. A te elfy! Gdzie siÄ™ ruszyć — elfy. Niektóre jak kró-
lowie — groźne i dostojne — a inne znów wesoÅ‚e jak dzieci. A muzyka, a Å›piewy
jakie! Tylko że nie miałem nawet chęci do słuchania w te pierwsze dni po naszym
przybyciu. Ale już zaczynam się oswajać ze zwyczajami w tym domu.
— Wiem, czym byÅ‚eÅ› dotychczas zajÄ™ty — rzekÅ‚ Frodo ujmujÄ…c Sama pod
ramiÄ™. — DziÅ› za to bÄ™dziesz mógÅ‚ siÄ™ weselić i sÅ‚uchać muzyki, ile dusza zapra-
gnie. Chodźmy, prowadź mnie przez tutejsze zakamarki.
Sam zaprowadził go przez kilka korytarzy i po wielu stopniach schodów do
ogrodu, górującego nad stromą skarpą wybrzeża. Frodo zastał przyjaciół na ganku
po tej stronie domu, która zwrócona była ku wschodowi. Cień już zalegał dolinę,
ale na widnokręgu ściana gór jeszcze stała w blasku. Było ciepło, woda w rzece
i w wodospadzie pluskała głośno, powietrze wieczorne pachniało nikłą wonią liści i kwiatów, jak gdyby w ogrodach Elronda lato nie skończyło się dotychczas.
— Hura! — krzyknÄ…Å‚ zrywajÄ…c siÄ™ Pippin. — Oto nasz szlachetny krewniak!
Miejsce dla Froda, Władcy Pierścienia!
— Cicho! — odezwaÅ‚ siÄ™ Gandalf siedzÄ…cy w cieniu, w gÅ‚Ä™bi ganku. — ZÅ‚e
siły nie mają wstępu do tej doliny, mimo to nie należy ich wywoływać po imieniu.
Władcą Pierścienia jest nie Frodo, lecz pan Czarnej Wierzy Mordoru, a jego wła-
dza znów rozszerza się na świat cały. Jesteśmy w twierdzy. Dokoła niej gęstnieją ciemności.
— Gandalf wciąż nam powtarza wesoÅ‚e nowiny w tym guÅ›cie — rzekÅ‚ Pip-
pin. — MyÅ›li widać, że mnie trzeba przywoÅ‚ywać do porzÄ…dku. Ale wydaje siÄ™
niepodobieństwem zachować ponury nastrój i przygnębienie przebywając w tym
domu. Chętnie bym zaśpiewał, gdybym znał jakąś pieśń odpowiednią na dzisiej-
szą uroczystość.
— Ja też mam ochotÄ™ Å›piewać — odparÅ‚ ze Å›miechem Frodo. — Chociaż
najpierw wolałbym coś zjeść i wypić.
— Wkrótce stanie siÄ™ zadość twemu życzeniu! — rzekÅ‚ Pippin. — OkazaÅ‚eÅ›
swój przyrodzony spryt, wstając z łóżka w samą porę na wieczerzę.
— To nie zwykÅ‚a wieczerza, ale caÅ‚Ä… uczta! — powiedziaÅ‚ Merry. — Kiedy