sulidory rzadko pojawiały się poza strefą mgieł i Gundersen nie czuł się z nimi swobodnie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- wybraæ opcjê Information i nacisn¹æ ENTER, w rezultacie na ekranie pojawisiê zestaw informacji podobny do tego poni¿ej:,j~%%I , Object ID: B6000006NetWare...
- — Ale musisz przyznać, że naprawdÄ™ pochodzi z innej planety — dokoÅ„czyÅ‚a Trillian, pojawiajÄ…c siÄ™ w polu widzenia z drugiej strony mostka...
- Zaistnienie filozofii jako dziedziny kultury narodowej, w której nacja wyra|a swój [wiatopogld, byBo mo|liwe, pojawiB si bowiem system okre[lonych poj i metod
- - Aj, aj, jak to dobrze, żeś się tu pojawił, panie szlachetny - jęknął boleśnie, leżąc plackiem u stóp Hodży Nasreddina...
- - Pierwsze objawy poprawy pojawiaj¹ siê po 10-14 dniach, peh poprawa wystêpuje dopiero po 4-6 tygodniach...
- - A onirofilm?- Onirofilm w swej formie definitywnej pojawił się kilka lat później...
- Upakowanie materii żywej w osobne nośniki stało się cechą tak uderzającą i dominującą, że gdy na scenie pojawili się biologowie i zaczęli zadawać pytania na...
- W kontekœcie rozwa¿añ dotycz¹cych bezpoœrednioœci zamachu pojawia siê kwestia dopuszczalnoœci stosowania pewnych œrodków zabezpieczaj¹cych, w postaci instalowania...
- Zadowolony, że pojawił się temat do rozmowy, Robinton pokazał wszystkim misę i opowiedział, jak bardzo się cieszy, że Saday mu uwierzyła...
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Jak dÅ‚ugo jesteÅ› w tym hotelu? — spytaÅ‚ w jÄ™zyku nildorskim.
Sulidor jednak nie odpowiedział. Gundersen nie znał języka sulidorów, ale był
przekonany, że każdy z nich mówi równie biegle po nildorsku, jak i po sulidorsku.
Powtórzył pytanie wymawiając wyraźnie słowa. Sulidor podrapał się no skórze
błyszczącymi pazurami i nic nie odparł. Przesunął się za Gundersenem, rozwidnił
ścianę okienną, powłączał filtry powietrza i bez pośpiechu spokojnie wyszedł.
Gundersen skrzywił się. Szybko ściągnął ubranie i wszedł pod dmuchawę.
Szybka wibracja usunęła pył i brud całodziennej podróży. Rozpakował się i wło-
żył wieczorne ubranie. Nagle poczuł się bardzo zmęczony. To go zdziwiło, prze-
cież był jeszcze młody, miał dopiero czterdzieści osiem lat i zwykle nie odczuwał
trudów podróży. Skąd więc to zmęczenie? Teraz zdał sobie sprawę, jak mocno
trzymaÅ‚ siÄ™ w karbach przez ostatnie parÄ™ godzin, od chwili gdy powróciÅ‚ na tÄ™ planetÄ™. Sztywny, napiÄ™ty — nie w peÅ‚ni Å›wiadomy motywów swojego powrotu,
niepewny przyjÄ™cia, jakie go czeka, być może z poczuciem jakiejÅ› winy — uginaÅ‚
się teraz pod ciężarem tej sytuacji.
Dotknął kontaktu i ściana zmieniła się w lustro. Tak, twarz miał ściągniętą,
kości policzkowe, zawsze wydatne, teraz wręcz sterczały, wargi były zaciśnięte, 12
a czoło poorane bruzdami. Zamknął oczy i starał się rozprężyć. Po chwili wyglą-
dał lepiej. Pomyślał, że dobrze mu zrobi, jeśli się czegoś napije, zszedł więc do baru.
Nie było jeszcze nikogo. Przez otwarte żaluzje docierał do jego uszu huk za-
łamujących się fal. Poczuł słony smak morza. Na skraju plaży osadzająca się sól utworzyła białą linię. Był przypływ, sterczały tylko czubki poszarpanych skał otaczających zatoczkę przeznaczoną do kąpieli. Gundersen patrzył w dal. Podczas
ostatniego tutaj wieczoru, kiedy wydawano dla niego pożegnalne przyjęcie, też
były na niebie trzy księżyce. Gdy hulanka skończyła się, on i Seena poszli popły-wać. Dotarli do niewidocznej za grzebieniami fal ławicy piasku, na której ledwie można było stać, a gdy wrócili na brzeg, nadzy i pokryci drobniutkimi kryształ-
kami soli, kochali się na nadbrzeżnych skałach. Tulił ją, będąc przekonany, że to ostatni raz w życiu. A teraz był tu z powrotem. . .
Poczuł tak dotkliwe uczucie tęsknoty, że aż drgnął. Gundersen miał trzydzie-
ści lat, kiedy przybył na Świat Holmana jako pomocnik agenta w punkcie handlo-
wym. Miał czterdziestkę i był zarządcą okręgu, gdy wyjeżdżał. Teraz miał wrażenie, że pierwsze trzydzieści lat jego życia było tylko wstępem, przygotowaniem do owych dziesięciu, które przeżył na tym milczącym kontynencie, ograniczonym
przez lody i mgły od północy i od południa, Oceanem Benjamini na wschodzie,
a Morzem Piasku na zachodzie. Przez wspaniałe i prawdziwe dziesięć lat rządził
połową świata, przynajmniej w czasie nieobecności głównego rezydenta. A mimo
to, planeta ta strząsnęła go z siebie, jakby nigdy nie istniał. . . Gundersen odwrócił
się od żaluzji i usiadł.
Pojawił się Van Beneker, wciąż w swym przepoconym i pomiętym ubraniu
roboczym. Mruknął przyjaźnie do Gundersena i zaczął myszkować po barze.
— Jestem również barmanem, panie Gundersen. Czym mogÄ™ panu sÅ‚użyć?
— JakiÅ› alkohol — odparÅ‚. — CoÅ›, co mi możesz polecić.
— Dożylnie czy doustnie?
— WolÄ™ butelkÄ™. LubiÄ™ smak.
— Rzecz gustu. Ja wolÄ™ dożylnie. To jest dopiero efekt, to dopiero smakuje.
Postawił przed Gundersenem pustą szklankę i podał mu flaszkę zawierającą
trzy uncje ciemnoczerwonego pÅ‚ynu. Szkocki rum, produkt miejscowy — Gun-
dersen nie pił go od ośmiu lat.
— To jeszcze zapas sprzed zrzeczenia siÄ™ — wyjaÅ›niÅ‚ Van Beneker. — Nie-
wiele tego zostało, ale wiem, że pan go właściwie oceni.