— Dawniej nie słyszało się o niczym podobnym… — mówił majtek...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- UG Ze zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UG 89 się podobno zbliżyć; nie zrozumiałem albowiem...
- wybra opcj Information i nacisn ENTER, w rezultacie na ekranie pojawisi zestaw informacji podobny do tego poniej:,j~%%I , Object ID: B6000006NetWare...
- Alezji podobna jest nieco do góry Gergowii z tego, że się kończy obszernym płaskowzgórzemszczytowym, na którym wznosi się oppidum; jest jednak od Gergowii...
- cy czarny materiał, podobny do mikroporowych strojów z „Tylko mi dmuchaj”Kevina, wpuszczony do czarnych butów z wysokimi cholewami...
- gronie podobnych do niej nowicjuszy Jedi, których wychowywaniem i szkoleniem Posuwanie się na czworakach z ciężkim plecakiem wymagało mnóstwa energii,...
- Widziałem też ludzi, którzy jedli glinę - jakiś specjalny gatunek, która podobno robiła dobrze na krwawą biegunkę...
- Doskonale zdaję sobie sprawę, jak wielką śmiałością jest wobec podobnego zgromadzenia puszczać wodze wynurzeniom osobistym; ale, tak czy inaczej,...
- W tym wypadku, podobnie jak przy innych rodzajach dysfunkcji seksualnych, mczyzna przyjmuje w trakcie aktu seksualnego rol obserwatora...
- Paniedziałem upłynął mu w podobny sposób, gdyż zadanie, jakiego się podjął, wymagało nieskończenie długich badań i eksperymentów...
- Podobnie jak podstawowy bd atrybucji, asymetria aktor-obserwator jest uwarunkowana wieloma czynnikami rwnoczenie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Świat zaczyna chodzić do góry nogami. Coraz gorzej! Coraz gorzej!
— Cóż zrobił więcej? — spytał pan Marvel.
— Jeszcze panu nie dosyć? — zawołał majtek.
— A czy nie wrócił? Może zniknął bez śladu? — pytał włóczęga.
— Umknął bez wieści — przytwierdził marynarz. — Czy nie miał broni przy sobie? — badał pan Marvel z widocznym niepokojem.
— Nic o tym nie piszą, ale pewno nie miał. Tego by tylko brakowało! Ciarki mnie przechodzą, jak sobie pomyślę, że grasuje po okolicy. Piszą tutaj, że uciekł w stronę Port–Stowe. Pomyśleć, ile może nabroić! Kto mu przeszkodzi? Może sobie spokojnie kraść, mordować, może przemknąć się przez cały kordon policji tak łatwo, jak pan możesz uciec przed ślepcem. Łatwiej nawet, bo ślepcy to sprytne chłopy, mają dobry węch! Co tu gadać! Taki może się nawet darmo upijać…
— To pewna, że nie byle kto potrafi sobie z nim poradzić… — przyznał pan Marvel.
Oglądał się co chwila, nasłuchiwał łowiąc uchem każdy szelest. Widoczne było, że się namyśla, że jest na drodze do powzięcia ważnego postanowienia.
Obejrzał się raz jeszcze, nastawił ucha, wreszcie nachylił się i szepnął:
— Ja coś wiem o tym Niewidzialnym Człowieku… Wiem z pewnego źródła…
— Doprawdy? — zawołał majtek.
— Słowo najświętsze! — zaklął się pan Marvel.
— Czy możesz mi pan opowiedzieć?
— To są rzeczy straszne! Posłuchaj pan!
Nagle pan Marvel zmienił się na twarzy.
— Ojej! — krzyknął zrywając się na równe nogi.
— Co panu jest? — pytał zaciekawiony majtek.
— Ząb mnie zabolał! — rzekł pan Marvel i przyłożył rękę do ucha, po czym wziął książki. — Trzeba ruszać dalej — oświadczył.
— Miałeś mi pan właśnie opowiedzieć o tym Niewidzialnym Człowieku — dopominał się marynarz.
Pan Marvel wahał się widocznie.
— To bajka! — szepnął jakiś Głos.
— To bajka… — powtórzył pan Marvel.
— Przecież stoi w gazecie! — oburzył się majtek.
— Mało to kłamstw piszą? — dowodził pan Marvel. — Wiem nawet, kto tę bajkę wymyślił, i mogę pana upewnić, że takiego Niewidzialnego Człowieka nie było i nie ma.
— A jednak piszą o nim w gazecie…
— Powiadam panu, że kłamią.
Marynarz kiwał głową.
— Czemuż, u licha, mówiłeś pan przed chwilą, że to prawda i że możesz mi coś powiedzieć o tym Niewidzialnym Człowieku? To były kpiny? Co? Ja nie pozwolę drwić z siebie!
Pan Marvel skrzywił się okropnie, a potem skurczył, jak gdyby go ktoś przygniatał.
— Nauczę ja pana szacunku dla porządnych ludzi! — krzyczał majtek. — Patrzcie go! Jaki dowcipniś!
— Proszę mi nie ubliżać! — wołał pan Marveł.
— Ja ci jeszcze lepiej ubliżę! — krzyknął majtek grożąc pięścią.
— Chodź! — szepnął znowu jakiś Głos i w tejże chwili pan Marvel zerwał się z ławki, jak gdyby go podrzucono w górę, i oddalił się spiesznym krokiem.
— Chciałeś mnie na dudka wystrychnąć! — wołał marynarz biegnąc za nim. — Ja ci pokażę, co to żarty ze mną! Uciekaj, uciekaj… Potrafię cię dogonić!
Nie zdołał jednak.
Pan Marvel zniknął mu na rogu ulicy. Marynarz stał chwilę, wygrażał pięścią, wreszcie zawrócił do szynku.
— Nastraszyłem go! — mruczał. — Odechce mu się kpinek. Stało przecież wyraźnie w gazecie!
Nagle oczom majtka przedstawił się niezwykły widok. Wzdłuż muru sunęła garść pełna pieniędzy. Chciał porwać pieniądze, ale dostał kułakiem w piersi i przewrócił się jak długi. Gdy się podniósł, ręka z pieniędzmi już znikła.
Nasz marynarz był łatwowierny, jak mieliśmy sposobność się przekonać, jednakże oczom własnym wierzyć nie chciał.
Tymczasem nie było to wcale złudzenie zmysłów. Widzieli tę garść z pieniędzmi wszyscy po drodze, nawet ludzie tak trzeźwi, jak urzędnicy banku, właściciele sklepów, restauracji. Drzwi były wszędzie pootwierane z powodu pięknej pogody, a w każdych drzwiach stał przynajmniej jeden człowiek. Przed oczyma wszystkich migało to złoto ściskane w garści. Ten i ów próbował wytrącić je z ręki zawieszonej w powietrzu. Każda taka próba kończyła się… rozbiciem nosa o bruk uliczny.
Pieniądze, choć tego nikt nie widział, zostały wreszcie przelane do kieszeni owego jegomościa w przydeptanych butach i w wytartym pilśniowym kapeluszu.